czwartek, 26 marca 2026

" Szczypiorek czy szafa trzydzrzwiowa" - ks. Krzysztof Konkol

      Dzisiaj zupełny przerywnik  po poprzednich książkach kończących się śmiercią, chociaż może i niedaleko od nich, bo przecież w naszym środowisku ten ostatni moment zazwyczaj związany jest z " facetami w czerni", a ta książka / książeczka/ jest o księżach i to z przymrużeniem oka. Co więcej, to ksiądz napisał o kolegach po fachu, z ironią, lekką złośliwością, ale bardzo trafnie. Autor jest świetnym obserwatorem i ma cięty język, widzi mnóstwo wad, ale też patrzy na nie z ojcowskim zrozumieniem.
Nikt chyba do tej  pory, o księżach, katechetach, proboszczach, głoszących słowo boże, spowiednikach nie pisał w taki sposób, a tu masz, jeszcze ksiądz.
      Książeczka jest niewielkich rozmiarów, a teksty to króciutkie felietoniki o różnego rodzaju duszpasterzach ze świetnymi rysunkami Krystyny Włodkowskiej.
         Ja zazwyczaj zaczynam czytanie od tego, co na okładkach i tutaj już zaczyna się czadowo. od krótkiego życiorysu księdza napisanego przez niego samego. Książeczka powstała, jak sam autor to ujął, " z nieodpartej potrzeby wyrażenia swoich myśli". I tak trzymać.
---
290książka, 87/11.991

środa, 25 marca 2026

" Napisz mnie po swojemu" - Tillie Cole

           Trzecia książka, którą otrzymałam do przeczytania. Trzecia książka, która mówi o śmierci. Różnią się jedynie czasem, a właściwie wiekiem bohaterów. Tillie Cole pisze o dwojgu siedemnastolatków , bezskutecznie walczących z rakiem. Po nie przynoszącym oczekiwanych skutków leczeniu, dostają ostatnią szansę. Leczenie innowacyjną metodą przebiega na ranczu , które teraz jest specjalistycznym szpitalem. Autorka pokazuje jak ważne jest wsparcie bliskich w chorobie. Pacjenci starają się żyć , jak długo tylko się da, normalnością, zwyczajnym życiem. Czy wsparcie bliskich i akceptacja nieuniknionego boli mniej? 
            Po przeczytaniu książki, przeczytałam recenzje. Wszystkie mówią o wyciskaczu łez, a ja zaczęłam się zastanawiać nad sobą. Czy ze mną jest coś nie tak, bo chociaż książka ważna, to ja z trudem dotarłam do końca. Nudziła mnie. W książce nie doszukałam się emocji, tylko słowa i chociaż mówiły o przykrych zdarzeniach, nie przemawiały do mojej wyobraźni. Chyba zbyt duże rozproszenie w dialogach. 
---
28 książka, 380/11.904

poniedziałek, 23 marca 2026

" Ostatni taniec" - Rafał Wicijowski


         Dzisiaj zacznę od cytatu.

" Literatura nie zawsze musi być logiczna. Ma poruszać nasze emocje,
 zmuszać do stawiania pytań. Nawet jeśli odpowiedzi nie zawsze są wygodne"

        Jeśli tak, to książka spełniła swoje zadanie. Wszystko było takie piękne. Jeszcze tydzień przed ślubem Michał zapewniał Julię o wielkiej miłości, a potem, nagle porzucił ją przed ołtarzem i to bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. To zburzyło cały świat dziewczyny, a mogło nawet popchnąć do wielkiej tragedii. Dziesięć lat próbowała się podnieść i kiedy wreszcie wydawało się, że się pozbierała i pokazała się szansa na nowe życie, Michał wrócił. Mało tego, prosił i liczył na jej powrót. Czy miał prawo? Czy miał prawo postąpić, tak jak to zrobił przed dziesięciu laty, nawet jeśli wtedy myślał, że to najlepsze rozwiązanie? Jak miała teraz postąpić Julia? Jak ja bym postąpiła?  Może taka jest właśnie miłość, a może to tylko i aż,  człowieczeństwo. W obliczu miłości, nie ma łatwych odpowiedzi.

" Logika pozwala nam zrozumieć świat, ale to emocje pozwalają nam go przeżyć"
*
" Szczęście to nie cel, do którego się dąży. To sposób podróżowania."
---
27 książka, 332/11.524

niedziela, 22 marca 2026

Dieta pudełkowa


           W życiu są różne sytuacje, złe samopoczucie, choroba, brak czasu, wygoda itp., a jeść trzeba. Ostatnio modne są tzw. diety pudełkowe. Czytam, słyszę o tym z każdej prawie strony, a że nie jestem konserwatywna, to postanowiłam spróbować. Oprócz wymienionych oszczędności czasu i pracy , dodatkowo dietetyk zbilansował kalorie dostosowane do wieku, wagi i wzrostu. Nic tylko brać. Codziennie w nocy przywożą, wieszają na płocie i wyjmuję tylko pudełka, rozgrzewam albo i nie, zależy co zaserwowali. Oczywiście wszystko ładnie opisane co to jest , ile kalorii, węglowodanów, białka, daty, numery. Wszystko ładnie i pięknie, ale niezbyt smacznie. Może wybrałam nie tą firmę, bo nie doczytałam opinii o nich. Teraz do nich dotarłam i też się pod nimi podpiszę. Codziennie tylko kasze, te same smaki, te same składniki. Nigdy więcej Hello Fit i co najmniej na jakiś czas mam dosyć diet pudełkowych. Dzisiaj, po tygodniu, na szczęście ta zabawa się kończy.

piątek, 20 marca 2026

" Kiedy żurawie odlatują na południe" - Lisa Ridzen

       Właśnie skończyłam czytać tą książkę i płaczę. Autorka to młoda kobieta, a przedstawiła aż do bólu prawdziwy obraz starości, niedołężności z nią związanej i śmierci. „Kiedy żurawie odlatują na południe” to powieść inspirowana notatkami opiekunów dziadka autorki. Opowiada o 90 letnim Bo, który walczy o godność i relacje z synem, mając za towarzysza wiernego psa Sixtena. Jego żona przebywa w ośrodku dla chorych na demencję, a  jedynymi przerywnikami w codzienności są rozmowy telefoniczne z równie wiekowym przyjacielem, który wkrótce umiera , wizytami osób z opieki społecznej, które mu pomagają w codzienności i wspominaniem przeszłości. Syn próbuje zabezpieczać jego potrzeby, w tym niestety, również podejmuje decyzję o odebraniu mu psa, którym Bo nie może się już w należyty sposób opiekować. To ciężka decyzja dla obu.

        Jest to wzruszająca historia o przemijaniu, pamięci i pożegnaniu, o życiu i o odchodzeniu. Książka aż do bólu szczera. Są sceny niezbyt przyjemne, ale takie zachowania starych ludzi czasem są, są też wywołujące uśmiech. Nie wyśmiewanie, ale szczery uśmiech, książka pełna ciepła i delikatności. Pełna zwykłego, prawdziwego życia, aż do ostatniego oddechu.
        Mocna lektura, która budzi emocje, empatię i łzy. Uznana została za Książkę Roku 2024 w Szwecji. Książka budzi refleksje. Co lepsze odejść będąc młodszym, mniej niedołężnym, czy dożyć tak sędziwego wieku, ale z tego konsekwencjami? A jednak bohaterowie książki chcą żyć dopóty to możliwe i pomimo wszystko. Moja mama miała ponad dziewięćdziesiąt dwa lata i też mówiła, ja chcę jeszcze żyć i dała temu dowód, gdy w ostatnich godzinach a właściwie minutach, chciała jeszcze aby zabrali ją do szpitala, bo tam jej pomogą. Zawsze przecież pomogli. Czy ja też tak kurczowo będę trzymała się tej ostatniej nadziei. To chyba zależy od człowieka. Mój brat, pomimo że miał tylko sześćdziesiąt sześć lat, pogodził się i zaakceptował to co się miało stać. Może dlatego, że to nie była starość , a ból wywołany chorobą.
       Myślę, że książkę powinien przeczytać każdy. Pomimo, że porusza trudny temat, łatwo się ją czyta.
---
26 książka, 368/11.192

czwartek, 19 marca 2026

Mądre przesłanie


Motyle odpoczywają , gdy pada deszcz, ponieważ niszczy ich skrzydła.
To w porządku, aby odpoczywać podczas burz życia. 
Będziesz latać ponownie, gdy się skończą.

wtorek, 17 marca 2026

" Lena" - Barbara Wysoczańska

           Lubię czytać książki Barbary Wysoczańskiej. Pisze ona powieści obyczajowo-historyczne łączące tematykę miłości, wojny i moralnych wyborów, pokazując siłę kobiet w trudnych czasach. Nie inaczej jest w przypadku " Leny".
         Tytułowa bohaterka jest malarką, która od kilku lat mieszka w Paryżu. Uciekła tam do  wuja Franciszka,  po dramatycznych przeżyciach wojennych. Franciszek jest jej jedyną rodziną pozostałą po wojennych doświadczeniach. Rzecz dzieje się w latach dwudziestych, a mowa o wojnie bolszewickiej. Kiedy Lena, po dziesięcioletnim tam pobycie,  otrzymuje wiadomość, która zmusza ją do powrotu do kraju, trudna przeszłość powraca ze zdwojoną siłą. Jakie konsekwencje będzie miał jej powrót? Czy będzie w stanie pomóc mężowi, który siedzi w więzieniu?  Powieść wciągnęła  od pierwszych stron, aby w dość nieoczekiwany sposób się zakończyć.  W powieści odnajdziemy całą paletą ludzkich emocji,  a przywołane sceny odciskają trwały ślad na duszy i skłaniającą do refleksji.  Lena to młoda dziewczyna, dla której życie dopiero się zaczynało, a tak naprawdę, w jednym momencie się skończyło. Została pozbawiona wszystkiego, rodziny, domu, poczucia bezpieczeństwa i godności. Pozostał jedynie strach. Jednocześnie jest to  powieść o uczuciu, które miało swój początek w dramatycznych okolicznościach, głęboko skrywanym przez lata i trudnym do odkrycia.  Lena udowadnia, że nie można się poddać, a przede wszystkim, że warto zaufać, otworzyć się na drugiego człowieka i przede wszystkim żyć. 
---
25 książka, 464/10.824

niedziela, 15 marca 2026

Z wędrówek po mieście

     W Gdańsku mieszkam dopiero, a może już szesnasty rok i wciąż niewiele o nim wiem.  Często przechodząc gdzieś, zwracam na coś uwagę i myślę, muszę tutaj wrócić i poznać to dokładniej. Potem wracam do domu, jest praca, obowiązki, złe samopoczucie i zapominam . Tym razem będąc na ulicy Rzeźnickiej , wyciągnęłam telefon. Jak to dobrze, że chcąc dzwonić nie trzeba teraz szukać budek telefonicznych, a dodatkowo zawsze ma się przy sobie aparat fotograficzny, a po to właśnie wyjęłam telefon, aby uwiecznić budynki , kompleks budynków stojących na rogu ulic Toruńskiej i Rzeźnickiej. 


       Jest to Muzeum Narodowe i Kościół świętej Trójcy. Wróciłam do domu i poszperałam trochę w sieci, aby dowiedzieć się więcej, a historia liczy sobie kilka setek lat i jest ciekawa.
        Kościół Świętej Trójcy jest to późnogotycka świątynia wzniesiona na  terenie Starego Przedmieścia - Lastadii, w południowej części historycznego Gdańska, dla osadzonych  tu franciszkanów. Właściwie są to trzy kościoły: Wieczerzy Pańskiej -zakonne prezbiterium, Świętej Trójcy -niegdyś dla wiernych świeckich i tzw. "polska" kaplica Świętej Anny. Stanowi on część dawnego zespołu klasztornego Braci Mniejszych Konwentualnych, a w jego skład wchodzą kaplica św. Anny, dom ryglowy i przylegające do kościoła od strony południowej zabudowania klasztorne z wirydarzem. Po reformacji w 1522 roku założono w nim Gdańskie Gimnazjum Akademickie oraz bibliotekę. Po roku 1872 siedziba Muzeum Miejskiego, obecnie oddział Muzeum Narodowego. Jest to cenne dzieło późnogotyckiej architektury ceglanej, z charakterystycznymi schodkowymi szczytami elewacji korpusu nawowego i prezbiterium i niewielkimi wieżyczkami kontrastującymi z masywną bryłą kościoła.
         Zakon Franciszkanów powstał w 1209 roku i związany jest z postacią Św. Franciszka z Asyżu. Bardzo szybko rozpowszechnił się po całej Europie. Do Polski , do Torunia, Chełmna i Nowego, Franciszkanie przybyli w 1239 roku. Ale dopiero   w 1419 roku papież Marcin V zezwolił na założenie klasztoru w Gdańsku. Franciszkanie  zbudowali skromny, ryglowy klasztor z kaplicą i dzwonnicą. Wokół klasztoru powstał cmentarz i ogrody. 9 lat później bracia wybudowali przylegający do klasztoru Kościół Wieczerzy Pańskiej, dzisiejsze prezbiterium, a w 1480roku rozpoczęli budowę Kościoła Św. Trójcy, którą zakończyli w 1514roku. Na zlecenie króla Kazimierza  Jagiellończyka  dla mieszkających  w Gdańsku Polaków zbudowano w 1484 roku Kaplicę Św. Anny.
        Franciszkanie zostali sprowadzeni do Gdańska w wyniku decyzji rady Głównego Miasta i przy poparciu zakonu krzyżackiego. Był to okres szybkiego rozwoju Starego Przedmieścia, w którym działał już kościół parafialny, a tuż obok prosperowała stocznia. Przy budowie kościoła i klasztoru franciszkanie byli zdani na siebie oraz na pomoc mieszczan. Wpłynęło to na bardzo wolne tempo prac oraz początkową jakość i kształt całego założenia. Zakonnicy pozyskiwali darmową, często pochodzącą z odzysku cegłę. W 1484 roku zdecydowano się na rozbudowę. Podwyższono i przykryto nowym sklepieniem prezbiterium, założono ponad nim nowy dach. Pozyskane na niego drewno miało pochodzić z byłych krzyżackich stajni.  Niestety z powodu chaotycznie i po części zapewne niefachowo prowadzonych prac, w 1503 roku zawaliła się ściana południowa, a wraz z nią pięć gotowych już filarów. Po tej katastrofie sprowadzono doświadczonego mistrza budowlanego pracującego dla zakonu krzyżackiego. Ostatecznie w 1514 roku zakończono zakładanie sklepień. Dobudowanie kaplicy św. Anny związane było z domniemanym zobowiązaniem rady miejskiej wobec króla Kazimierza Jagiellończyka, do wybudowania świątyni w której posługiwano by się językiem polskim.
      Od 1431 roku, zabudowania klasztorne, pierwotnie o konstrukcji ceglano – szkieletowej, zaczęto przekształcać na w pełni ceglane. Rozpoczęto od skrzydła wschodniego z małym refektarzem, do którego budowy  być może wykorzystano kolumny ze zburzonego zamku krzyżackiego. W 1481 roku wzmiankowany był już w źródłach pisanych krużganek, a w 1487 roku dormitorium. Wtedy też budowane było skrzydło południowe, a wkrótce potem, na przełomie XV i XVI wieku skrzydło zachodnie. Rok 1503 był pechowy, bo oprócz ściany kościelnej, zawaliła się część krużganków i wielki refektarz. 
    Poza modlitwą, głównym zajęciem mnichów było kaznodziejstwo, spowiedź i organizowanie odpustów, które przyciągały tłumy wiernych, nawet z odległych okolic. W XV wieku bracia prowadzili też misje pośród Prusów oraz działalność duszpasterską wśród gdańskich rybaków. Szczególnym polem franciszkanów były umieszczone na terenie klasztoru szkoły dla nowicjuszy i młodzieży świeckiej, szczycące się bardzo wysokim poziomem. Bracia dysponowali okazałą biblioteką, na początku XVI wieku dysponującą już około 1000 egzemplarzy ksiąg, będącą podobno największą w mieście. Gdański klasztor zamieszkiwali uzdolnieni rzeźbiarze, malarze i rzemieślnicy. W 1519 roku wymieniany jest złotnik, a w 1528 roku zegarmistrz. Jedną z wybitniejszych osobistości był architekt i rzeźbiarz, brat Marcin Leuther, prawdopodobny autor gotyckich stalli z prezbiterium. Głównym źródłem dochodów klasztoru była jałmużna, która przynosiła spore dochody, jako że franciszkanie posiadali jako jedyni prawo zbierania ofiar na terenie całego Gdańska, innym zaś wydzielano poszczególne dzielnice bądź ulice. Z czasem konwent franciszkański stał się na tyle bogaty, iż bracia z innych klasztorów zabiegali tu o księgi, sukno, żywność i inne potrzebne artykuły.
   Dobre czasy klasztoru nie trwały długo. Gdy w 1524 roku spowodowane prądami reformacyjnymi wrzenie religijne osiągnęło w mieście apogeum, spora grupa zakonników opuściła klasztor. Rok później protestanci ogłosili pierwsze ograniczenia dla mnichów. Zakazano im nauczać, spowiadać i zbierać jałmużnę. Następnie wypędzono ich z klasztoru, pozostawiając jedynie chorych i starców. Klasztor został rozgrabiony. Dopiero pojawienie się w mieście w 1526 roku króla Zygmunta Starego położyło kres religijnym rozruchom.  Król nakazał przywrócić katolicki kult, a klasztorowi zwrócić mienie, pod groźbą śmierci lub wydalenia z miasta zakazał też protestanckiej propagandy. Franciszkanie wrócili co prawda do klasztoru, lecz po wyjeździe króla reformacja przybrała na sile. W 1555 roku w klasztorze pozostawało już tylko pięciu zakonników, w tym dwóch Polaków. Wkrótce potem podupadły klasztor został przekazany przez starego i schorowanego gwardiana Jana Rollawa miastu, z przeznaczeniem na szkołę teologiczną.
        Dawny kościół klasztorny wraz ze szkołą, przekształconą później na gimnazjum, przetrwały prawie niezmienione do początku XIX wieku. Jedynie w XVII wieku od strony zachodniej dobudowano przy kościele zachowany do dziś dom o konstrukcji szkieletowej, a od południa zakrystię. Dom miał służyć za mieszkanie dla lektorów języka polskiego zatrudnionych w szkole, którzy jednocześnie mieli obowiązek posługiwania w kaplicy św. Anny. Podczas oblężenia Gdańska z 1807 roku kościół  i dawną klauzurę zamieniono na szpital, zaś największą salę na magazyn siana. W 1812 roku świątynię oddano Francuzom i zamieniono w magazyn odzieży. Budowla odniosła szkody w trakcie walk i bombardowania z 1813 roku, a następnie przemieniona została w szpital garnizonowy. W połowie XIX stulecia dawny klasztor postanowiono przeznaczyć na muzeum, w związku z czym w latach 1867 – 1871 przeprowadzono szeroko zakroją przebudowę zabudowań klasztornych, miedzy innymi dobudowując dodatkowe piętro. Od 1872 roku mieści się w nim  muzeum. Franciszkanie odzyskali kościół dopiero po 1945 roku, musieli jednak przystąpić do usuwania zniszczeń. Trzy bomby zrzucone na prezbiterium kościoła św. Trójcy, zniszczyły dach tej części świątyni. W pożarze spłonął także hełm wieży, a sklepienia budynku zostały poważnie uszkodzone.



         Kościół klasztorny Świętej Trójcy jest dziś największą budowlą franciszkańską w Polsce, a zarazem drugim co do wielkości kościołem gdańskim. Co ważniejsze jest też jednym z nielicznych gdańskich kościołów, który nie uległ, poza prezbiterium, dużym zniszczeniom podczas drugiej wojny światowej. 
 Do lat 50-tych odbudowano korpus nawowy, natomiast prezbiterium, początkowo zamurowane od reszty kościoła odbudowano w latach 90-tych. W 2003 otwarto prezbiterium z oryginalną przegrodą chórową, jedną z niewielu zachowanych w Polsce. Trzy lata później odbudowano wieżę północną, zaś w 2009 wieżyczkę na sygnaturkę na dachu prezbiterium. 


         Dach kościoła zdobi krzyż. Ułożono go w 1495 roku, kiedy to ukończono dach. Pierwotnie krzyż był żółty na zielonym tle, cztery wieki później zmieniono kolory na czarny /tło/ i czerwony. Odbudowując dach po zniszczeniu ostatniej wojny, zapomniano o krzyżu. Dopiero niedawno go przywrócono i to po obu stronach, chociaż pierwotnie był tylko od południa.
    Andrzej Januszajtis, doktor nauk fizycznych, nauczyciel akademicki, encyklopedysta oraz wielki znawca, pasjonat i propagator historii Gdańska przypomniał legendę wyjaśniającą ułożony z dachówek krzyż. 
     Działo się to w okresie upadku klasztornych obyczajów. Pewien zakonnik wdał się potajemnie w romans z dziewczyną, którą spotykał na mieście, a później też w swojej celi. Na koniec u niego zamieszkała, oczywiście bez wiedzy przełożonych i braci. Zdarzyła im się jednak nieostrożność i wszystko się wydało. Dziewczynę złapano, zakonnik uciekł na poddasze kościoła. Widząc zbliżającą się pogoń, wspiął się na więźbę dachową, wyrwał dachówki, przez dziurę w poszyciu wydostał się na zewnątrz i skoczył, ponosząc śmierć.
Od czasu tej tragedii miały również zamilknąć dwa dzwony w wieży zegarowej kościoła. 
         Tyle legenda, ale jak twierdzi Pan Januszajtis ,  może to  dotyczyć czegoś, co wydarzyło się naprawdę. Mogło chodzić o upamiętnienie innego dramatycznego zdarzenia, np. śmiertelnego upadku dekarza, układającego dach. Nic takiego jednak nie odnotowano w klasztornych kronikach? A może odnotowano, tylko zapis do nas nie dotrwał? W każdym razie przytoczona legenda jest nieodłącznym elementem tożsamości tego kościoła.
            Kilka lat temu założono, że w wyniku prowadzonych robót ma być m.in. przywrócenie przejść pomiędzy kościołem, a Muzeum Narodowym. Zamurowane ściany miały  zostać wyburzone, aby jak za dawnych czasów móc przechodzić z kościoła np. na krużganki muzeum. Nie znalazłam informacji, czy to zostało zrealizowanie.
            Tyle na dziś. Mam nadzieję, że niedługo odwiedzę ten kościół, by zobaczyć jego wnętrze. 
          I coś jeszcze. Vis a vis, również przy ulicy Rzeźnickiej stoi stara kamienica, niestety czeka na swoje lepsze czasy. Chyba nic szczególnego. Zwykły budynek mieszkalny, ale miała ciekawy portal.

piątek, 13 marca 2026

Co mnie denerwuje



          Parkingi w miastach mnie denerwują, a raczej konieczność pobierania biletów, jeśli chcesz się zatrzymać. Ja rozumiem, wzdłuż miejskich ulic, aby ograniczyć blokowanie przejazdów lub w miejscach do tego wyznaczonych. Jest parking, jest opłata. Ale teraz nie ma chyba już miejsca gdzie ta głupota i trudność nie istnieje. Parkingi przed sklepami, przychodniami, urzędami i wszelkimi publicznymi miejscami. Przecież jestem ich gościem, bo klient to chyba gość, nie intruz, więc dlaczego. Ja jak zapraszam do siebie gości, to też nie pobieram opłaty, bo autem przyjechali. Jakie to uciążliwe, chodzić po parkingu, szukać parkomatu, wracać do auta, aby włożyć za szybę i dopiero iść w swoim celu. Niepełnosprawny ma zazwyczaj wydzielone miejsce blisko wejścia, ale co to daje, skoro po bilecik musi podejść, wrócić itd. Ktoś sobie wymyślił działalność gospodarczą, polegającą na pobieraniu opłat , bez finansowych nakładów, bo to przecież nie ich parkingi i wymusza działania pod siebie. To właśnie mnie denerwuje. Ja się wręcz wściekam na ten system.

czwartek, 12 marca 2026

" Miasto popiołow" - Marlena Wittstock

         Przed chwilą zakończyłam czytanie trzeciej części z cyklu " Pewnego razu w Wolnym Mieście" zatytułowanego, " Miasto popiołów". Siedzę przed komputerem i nie mogę powstrzymać wzruszenia i łez. Dawno tak nie płakałam przy książce. Przy pierwszych dwóch częściach pisałam, że nie powalają, ale to był wstęp, stopniowo rozwijana historia, która wybuchła w trzeciej części.
         Jest marzec 1945 roku. Na Gdańsk spadają radzieckie bomby, zamieniając go w gruzy, a życie mieszkających w tym mieście ludzi , zwłaszcza kobiet, zamienia się w piekło. Rita opłakuje na oliwskim cmentarzu swoich bliskich, synka, który zmarł na gruźlicę. Janek opuszcza partyzancki oddział i przedziera się do płonącego miasta i w ostatniej chwili ratuje ją przed najgorszym. Żyją pytaniami. Czy Otto przeżył na froncie? Co się stało z Anielą, która pewnego dnia wyszła z domu i słuch o niej zaginął? 
        Z Gdańska wyjeżdżają, a właściwie są wysiedlani  niemieccy mieszkańcy, a ich miejsce zajmują Polacy przybywają ze wschodu, z Kresów. Co przeżywają ci wszyscy ludzie, jaki wpływ wywarła na nich wojna. Jak radzą sobie z wspomnieniami okropieństw wojny. 
       Ta saga jest inspirowana prawdziwą historią rodzinną. Główni bohaterowie są ludźmi uwikłanymi w historię, której nie wybrali. Ich miłość zostaje im odebrana przez niepotrzebne niedomówienia , by powrócić w cieniu narastającego zła jakim jest wojna. Decyzję i wybory bohaterów nie są łatwe,  krzywdzą nie tylko siebie, ale też bliskich i to w imię chronienia ich.
          Teraz po przeczytaniu całości powiem jednoznacznie, polecam.

" Bo choć prawda może być nieuchwytna, 
jej poszukiwanie łączy nas z naszymi przodkami"
---
24 książka, 355/10.360

środa, 11 marca 2026

" Miasto wojny" - Marlena Wittstock

            " Miasto wojny" jest to kontynuacja " Miasta miłości", zatem  kolejne spotkanie z Ritą, Anielą i Jankiem. Jest sierpień 1939 roku. Wybucha wojna. Polacy są represjonowani i szykanowani. Rodzina została podzielona na dwie części. Jedni walczą po stronie Niemców, drudzy po stronie Polaków. Otto, oficer Wehrmachtu, jedzie na front, a Rita proponuje mieszkanie Anieli i Jankowi, który z powodu polskiego pochodzenia traci stanowisko komendanta straży pożarnej oraz mieszkanie służbowe. Wkrótce wraz z innymi Polakami  doświadczają niemieckiej brutalności, a życie wszystkich naznaczone zostaje strachem wobec aresztowań, egzekucji i obozów koncentracyjnych.   Co przyniesie spotkanie po latach rozłąki? 
Jest to opowieść o zwykłych ludziach, których ścieżki życia wytyczyła wojna i Gdańsk w okresie wojny. Książka niewymagająca, warto przeczytać.
---
23 książka, 317/10.005

wtorek, 10 marca 2026

Przedwiośnie w moim ogrodzie

       W kalendarzu jeszcze zima, a w przyrodzie... No właśnie, czy to wiosna? Znamy też takie określenie jak przedwiośnie. Mówi wszystko, bo to przed wiosną, na styku zimy i wiosny. Przedwiośnie to jedna z dwóch uzupełniających pór roku w przyrodzie w strefie klimatu umiarkowanego. Drugą jest przedzimie. Za przedwiośnie przyjmuje się okres roku na styku zimy i wiosny, w którym średnie temperatury powietrza wahają się pomiędzy 0 a 5 °C , z tendencją wzrostową. My mamy już nawet wyższe. Opad atmosferyczny jest umiarkowany, zazwyczaj ciekły, a jeśli stały, zamarznięty, to zanikający. Na razie nie pada, ale jest chyba dosyć wilgoci po roztopach śniegu. Dzień wyraźnie staje się dłuższy.
     Podstawowe pory roku klimatu umiarkowanego, wiosna, lato, jesień, zima, są zarówno porami klimatycznymi, jak i astronomicznymi. Pory uzupełniające swoich astronomicznych odpowiedników nie mają. Są one powiązane jedynie z klimatem, i mają własny, charakterystyczny wpływ na przyrodę. Generalnie przedwiośnie jest okresem dodatnich temperatur powietrza, podczas gdy ziemia dopiero rozmarza. Jest to okres wschodów pierwszych roślin zielonych oraz budzenia się soków w roślinach wieloletnich. Dla roślin rocznych i dwuletnich niebezpieczne są wtedy przymrozki , gdy za dnia jest ciepło, a w nocy przychodzi  temperatura poniżej zera. Jest to również okres niebezpieczny dla roślin o zdrewniałych pniach, gdyż z powodu różnicy temperatur zaczynają przedwcześnie krążyć soki w ich częściach nadziemnych przy ciągle jeszcze zamarzniętej części podziemnej. Zawsze się tego boimy. Niestety w tym roku i zima narobiła trochę szkód.
      To zaranie wiosny jest okresem budzenia się wegetacji ze spoczynku zimowego i początkiem prac polowych w rolnictwie, w ogrodach. Zakwitają pierwsze drzewa, krzewy oraz byliny, te których kwiaty rozwijają się przed rozwojem liści, a więc: leszczyny, wierzba iwa, olsza czarna, osika, wiąz pospolity, dereń właściwy, cis pospolity, z bylin przylaszczka pospolita, podbiał pospolity, zawilec gajowy, kaczeńce, śnieżyczka przebiśnieg, krokusy i inne. W marcu pszczoły w ciepły dzień dokonują pierwszego wiosennego oblotu. Pierwszym wiosennym motylem jest Rusałka wierzbowiec. 
         Przed dwoma tygodniami pisałam, że przyleciały nasze żurawie. Słychać  lecące klucze gęsi. Budzi się też mój ogród. Co prawda leżą jeszcze resztki śniegu.


Przed tygodniem było go jeszcze bardzo dużo, chociaż kwitły już oczary.


         Dzisiaj już kwiatków jest więcej.







            Przyleciała też pierwsza, pracowita pszczółka. Wczoraj widziałam biedronkę.


     
            A ja wróciłam właśnie z ogrodu. Wychodzę codziennie na godzinkę sprzątać i jestem styrana jak wół, ale jutro pójdę znowu. I to co niepokoi, to cały ogród , trawa, rabaty są podziurawione. Dziury wielkości pięści. Ciekawe co pożarły i co jeszcze poniszczą, bo myślę, że to nornice


          I wspomnienie. Wszyscy się chyba uczyliśmy tego wiersza Władysława Broniewskiego.

Pierwiosnek

Jeszcze w polu tyle śniegu,
jeszcze strumyk lodem ścięty,
a pierwiosnek już na brzegu
wyrósł śliczny, uśmiechnięty.

Witaj, witaj, kwiatku biały,
główkę jasną zwróć do słonka,
już bociany przyleciały,
w niebie słychać śpiew skowronka.

Stare wierzby nachyliły
miękkie bazie ponad kwiatkiem:
„Gdzie jest wiosna? Powiedz, miły,
czyś nie widział jej przypadkiem?”

Lecz on widać milczeć wolał.
O czym myślał – któż to zgadnie?
Spojrzał w niebo, spojrzał w pola,
szepnął cicho: " Jak tu ładnie" .

sobota, 7 marca 2026

" Miasto miłości" - Marlena Wittstock


           Jak zapowiada tytuł, to romans. Rzecz dzieje się w Gdańsku, chociaż mogłoby wszędzie, bo z Gdańskiem wspólne są tylko wymienione z nazwy miejsca. Troje bohaterów połączonych uczuciem i ich przegrane życie. Czy warto rezygnować z miłości, by nie skrzywdzić innych? Czy warto zrezygnować z odwzajemnionej miłości dla kogoś? I dlaczego tak się stało.
         To zwyczajna opowieść o losach zwykłych ludzi,  opowiadająca ich losy w latach przed II wojną światową. 
          Romans, a ja nie przepadam za nimi, ale czytało się dobrze i nawet losy bohaterów mnie zainteresowały. Według mnie, książka nie powala, ale można przeczytać.
---
22 książka, 343/9.688

piątek, 6 marca 2026

Tęsknota



         Byłam dzisiaj w moim mieszkaniu. Ono wciąż na mnie czeka. Tutaj mieszkam, a tam jest mój dom. Pojechałam, żeby zobaczyć, czy nie ma czegoś w skrzynce pocztowej i chyba zatęskniłam. Skrzynka pękała w szwach, ale od reklam i ulotek. Były też rozliczenia ze Spółdzielni, PIT z ZUS-u. No i tęsknię, za tamtym spokojem, porządkiem, możliwością stawiania dekoracji, bez poczucia przykrych skojarzeń. Nie wiem czy zrobiłam dobrze, że przed dwoma już laty, wróciłam, bo ja wróciłam tylko ciałem. Bo nie wiedziałam jeszcze tak do końca czego chcę, a byłam popędzana i zostałam bez wyboru. Byłoby już wszystko "posprzątane" i byłabym wolna, a teraz znowu nie potrafię podjąć decyzji, bo ..., bo ciągle mam jakieś zasady, bo tak wypada. Uświadomiłam sobie, że te książki, jedna za drugą, teraz ogród, to moja ucieczka od prawdziwego życia. Na pocieszenie kupiłam sobie kwiatki do wazonu i idę sprzątać do ogrodu.

czwartek, 5 marca 2026

" Złodziejka listów" - Anna Rybakiewicz

        Anna Rybakiewicz w swoich książkach sięga do okresu II wojny światowej. Nie inaczej jest w tej książce. Opisuje w niej losy młodej Żydówki zakochanej w oficerze SS, poprzez pisane przez nią listy. Listy zostały znalezione już obecnie, więc w teraźniejszości toczy się drugi wątek. Ten niezbyt ciekawy. Jednak i o Żydówce można powiedzieć, że miała więcej szczęścia niż rozumu, chociaż ta " głupota " pozwoliła jej przeżyć. 
      Astrid Rosenthal  na kilka dni przed likwidacją getta w Łomży, ucieka do Warszawy. Na swojej drodze spotyka Waltera Schmidta, oficera SS. Początkowo mężczyzna jest oczarowany dziewczyną, do czasu, aż jej prawdziwa tożsamość zostaje ujawniona. Na szczęście Astrid udaje się uciec  i  znajduje schronienie w maglu prowadzonym przez Niemkę. Walter za wszelką cenę  próbuje odnaleźć Astrid. Ona z kolei zrobi wszystko, aby nie dać się złapać, gdyż wie, że skończy się to dla niej tragicznie. Nie przeczuwa jednak, czym tak naprawdę kieruje się niemiecki oficer.
---
21 książka, 492 /9.345

wtorek, 3 marca 2026

Cytaty

 Kiedy ktoś nie może manipulować tobą, manipuluje innymi, aby źle o tobie myśleli.

*

Zamartwianie się jest całkowitą stratą czasu. Nie zmienia niczego, miesza w twoim umyśle i kradnie twoje szczęście.

*

W chwili gdy zastanawiasz się, czy kogoś kochasz, przestałaś go kochać już na zawsze.

niedziela, 1 marca 2026

" Sekrety domu Bille"- Agnieszka Janiszewska

   

          Tak bardzo pasuje mi tutaj cytat z wiersza  księdza Twardowskiego "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Sekrety, tajemnice ukrywają prawdę o ludziach. Może czasem w dobrej wierze, ale szkodzą innym i nam samym. Zabraknie czasu, albo zostanie go zbyt mało, aby naprawić, aby cieszyć się wspólnie. Zrozumienie przychodzi czasem za późno, jak w tej książce Agnieszki Januszewskiej.
         Mieszkanie państwa Bille na Żoliborzu pełne było tajemnic. Dwie siostry, które się w nim wychowywały, prawd dowiedziały się zbyt późno, aby wszystko naprawić, zmienić swoje podejście do bliskich.
        Kolejne gosposie zatrudniane przez mecenasa  Bille nie potrafiły ułożyć sobie stosunków z jego córkami i schorowaną żoną, Eweliną, aż w ich progach stanęła  młoda dziewczyna, Zuzanna, która na zawsze odmienia życie wszystkich członków rodziny. Zuzanna też ma swoją tajemnicę. Wszystkie one zostają odkrywane na kolejnych kartach książki, aby znaleźć dobre zakończenie. Dorosłe już siostry, odwracają się od ojca, kiedy ten po śmierci żony, żeni się powtórnie ze swoją gosposią, widząc w Zuzannie wroga czyhającego na majątek.
       Poznane tajemnice rzucają jednak zupełnie nowe światło na całe małżeństwo Państwa Bille i prowadzą do pojednania, chociaż z żyjącymi jeszcze osobami.

" Pamięć kieruje się swoimi prawami, 
bo wie kiedy wrócić i jakie przywołać wspomnienia"
---
20 książka, 526/8.853

sobota, 28 lutego 2026

Koniec miesiąca lutego



        Wczoraj  rano, kiedy stanęłam przy łazienkowym oknie, zobaczyłam je,  nasze żurawie przyleciały.  Stały na polu, na śniegu, a za chwilę się odezwały. Nie zawiodły. Moje serce się rozradowało, bo znowu przyleciały na swoje stare śmieci i do nas.  To też dowód, że wiosna tuż, tuż. Zima się ma ku końcowi. 
         Luty,  a właściwie zima w tym roku była zaśnieżona i mroźna, jak dawniej, jak w czasach mojej młodości. Dała się tu i ówdzie we znaki, a teraz ocieplenie i następne obawy, bo raptowne roztopy to dużo wody, która nie zdąży wsiąkać w jeszcze zmarzniętą ziemię, ale też zastrzyk wody, nawilżenie dla roślin.
       Koniec lutego to nadzieja, że wkrótce obudzi się ogród. Skończy się czytanie książek, bo ogród będzie dopominał się swego, ale nagroda w postaci kwiatów i zieleni zrekompensuje wszystko. W ubiegłym roku 6 marca już było sporo wiosennych kwiatów, a w tym jeszcze zwały śniegu, ale to wszystko już za progiem.

piątek, 27 lutego 2026

" Gdańsk - Początek drogi" - Hilke Sellnick

 

         Oglądam czasem na YouTube cykl " O czym milczy historia", w którym Urszula Pawlik w bardzo ciekawy sposób mówi i różnych historiach. Chyba zawsze w związku z jakąś polecaną książką. Kilka takich książek potem czytałam. Ostatnio mówiła o historii Gdańska, a polecała książkę niemieckiej pisarki Hilke Sellnick, gdzie rzecz dzieje się w XIX wiecznym Gdańsku. Jest to powieść obyczajowa przedstawiająca atmosferę  Gdańska z tamtego okresu.
      Jest 1860 rok. Hanzeatyckie miasto handlowe i początek przemysłowych przemian, miasto pełne kontrastów, gdzie nowoczesność styka się z tradycją, a burzliwe czasy przemian społecznych i gospodarczych stają się tłem dla prywatnych dramatów i triumfów.  Ulice, zaułki, patrycjuszowskie kamienice, precyzyjnie odmalowane realia miasta i historia silnej młodej kobiety, której los splata się z losami innych bohaterek. Każda zmaga się na swój sposób z ograniczeniami tamtego okresu.  Relacje między tymi kobietami, ich wybory i zachowania, tworzą wielowarstwowy obraz świata, w którym każda z nich próbuje odnaleźć własną przestrzeń, balansując między oczekiwaniami społeczeństwa a osobistymi pragnieniami. Autorka kreśli  portrety psychologiczne bohaterek, pokazując ich siłę mimo zależności od mężczyzn i braku realnego wpływu na własny los. „Gdańsk. Początek drogi” to powieść o codzienności, przeciwnościach i determinacji. Też o miłości. Dzięki tej książce na chwilę przeniosłam się w inny czas. Już, zaraz chciałam czytać dalszy ciąg, bo są razem trzy tomy. Niestety, muszę poczekać do prawie końca marca, bo dopiero wtedy ukaże się tłumaczenie drugiej części. Przyznam, że nie mogę się doczekać.

Cytat, to inskrypcja na grobie:
" Nie zostawiłem Was. Wyprzedzam Was tylko o krok."

---
19 książka, 495/8.327

środa, 25 lutego 2026

Dzisiaj do taty


                 Tato, miałbyś dzisiaj 98 lat. Niektórzy żyją jeszcze w tym wieku. Ciebie nie ma już od 28 lat. Taka nasza kolej rzeczy. Rodzimy się i odchodzimy. Jedni wcześniej, drudzy później. Nie pamiętam, czy kiedyś wspominałam ciebie na blogu. Kiedy żyłeś, a nawet kiedy odszedłeś, nie miałam pojęcia o blogowaniu, a potem była codzienność. W minionym roku częściej wracałam myślami do naszego rodzinnego domu. Już nic przykrego nie może mnie tam spotkać, bo wszystko się wypełniło. Nikt oprócz mnie nie został już po tej stronie.

Do ojca

"Słyszę twój głos w wieczornym pacierzu wiatru
widzę pogodny spacer rąk
po włosach mojego dzieciństwa
i chodzi za mną
twoje wieczorne śpiewanie.
Dziś jak domowy ogień przychodzisz.
Czuję jak trzaska wśród płomieni czas.
Daleką gwiazdą patrzą twoje oczy
przez okno nocy
bierzesz moją łzę".

                         Wiesław Malicki

poniedziałek, 23 lutego 2026

" Historia LEGO " Jens Andersen

       "Historia  LEGO"  napisana przez Jensa Andersena, to dziewięćdziesiąt  lat zmagań i radości związanych z  zabawką stulecia, bo taki tytuł otrzymało LEGO. 
Początek narodził się w warsztacie stolarskim Ole Kirka Christiansena w duńskim Billund. w latach 30-tych XX wieku, czyli w okresie wielkiego kryzysu, kiedy to zwykły stolarz, producent  drabin i desek do prasowania zmuszony został do przemyślenia profilu działalności. Tak narodziły się drewniane zabawki, a pomysł ich wytwarzania został podpatrzony, aby nie powiedzieć skradziony firmie angielskiej.
Autor przedstawia kolejne zmiany, poprzez kluczowe momenty, pożary niszczące zakłady,  ryzykowny zakup pierwszej wtryskarki do tworzyw sztucznych w 1947 roku,  opatentowanie w 1958 roku słynnego systemu wypustek i rurek, który zrewolucjonizował zabawę. Jens Andersen otrzymał  pełny dostęp do archiwów rodziny Christiansenów i dzięki temu „Historia LEGO” to  opis sukcesów, ale też  analiza kryzysów, które niemal doprowadziły firmę do bankructwa na początku XXI wieku. Jest to też historia rodziny kierującej tym biznesem. Andersen  kreśli portrety czterech pokoleń właścicieli, pokazując, jak ich osobiste wartości wpływały na globalną strategię marki. Udowadnia, że za plastikowym klockiem stoi skomplikowana maszyneria ludzkich losów i odwagi w podejmowaniu ryzyka.
       LEGO reprezentuje  wizję znaczenia zabawy z życiu człowieka. To ich myśl przewodnia,
a sama nazwa LEGO  to skrót od duńskiego leg godt  czyli "baw się dobrze".
      Książka zawiera sporo dokumentów, raportów i zdjęć, a dzięki lekkiej narracji dobrze się czyta.
---
18 książka, 495/7.832

sobota, 21 lutego 2026

"Nie oddam dzieci" - Katarzyna Michalak


             Chyba nigdy nie było tylu autorów piszących książki. Może dlatego, że teraz książkę może wydać każdy, wystarczy  za to zapłacić. Bez cenzury. Nigdy też nie było chyba tylu wydawnictw tym się parających.  Pewnie dlatego jest wielu autorów, do których nie warto wracać. Z pisarstwem Katarzyny Michalak zetknęłam się po raz pierwszy i po przeczytaniu " "Nie oddam dzieci" mam zamiar wrócić. Poznać inne pozycje tej autorki.
         Po książkach czytanych ostatnio, z historycznym tłem II wojny światowej, ta jest całkowicie współczesna, ale również tragiczna. Najpierw płakałam, potem byłam wzburzona, a potem było już wszystko. Złość, żal, współczucie, bo działa się czarna rzeczywistość, a przecież nie możemy powiedzieć, że to tylko książka, że to nieprawda. Takie rzeczy dzieją się na prawdę. Znamy je z telewizji, z gazet i oby nie z rzeczywistości.
         Michał Sokołowski, młody i utalentowany chirurg oddany swojej pracy, nie zauważa momentu, w którym staje się ona ważniejsza niż rodzina. Dopiero gdy jego ukochana żona i najmłodszy synek giną pod kołami rozpędzonego samochodu, Michał uświadamia sobie, co tak naprawdę jest ważne, ale jest już za późno. Michał przeżywa stratę, czuje się winny i swoim postępowaniem doprowadza do sytuacji grożącej odebraniem mu pozostałych dzieci. Musi znaleźć w sobie siłę, aby o nie zawalczyć.
          Książka ma jednak głębszy sens, niż tylko ukazanie co w życiu jest ważne. Pokazuje też drugą stronę tego dramatu. Dlaczego dochodzi do tak tragicznych zdarzeń. Patologia rodzin gdzie wychowują się nieodpowiedzialni, źli ludzie. Tacy wzrastają nie tylko w rodzinach alkoholików, przemocowców, ale też bogatych , wpływowych, znanych, których prawo powinno karać, a broni.
        Treść książki dramatyczna, wstrząsająca i do bólu prawdziwa. Przeczytałam jednym tchem.
---
17 książka, 288/7.337

czwartek, 19 lutego 2026

" Miłość z krwi i kości" - Anna Rybakiewicz

 

       Wszystkie dotychczas czytane książki Anny Rybakiewicz , a przeczytałam trzy, mają historyczne tło II wojny światowej i oczywiście wątek miłosny. " Miłość z krwi i kości" to historia trójki przyjaciół, Basi, Romka i Leszka. Tragiczna przeszłość, bo wojna w której giną rodzice Basi i Romka, ale też tragiczna ze względu na to co wydarzy się pomiędzy trójką młodych ludzi. Skutki tego wydarzenia będą odczuwać przez dziesiątki lat, aż wnuczka Barbary, Ula, antropolog w 2019 roku zidentyfikuje szczątki swoich pradziadków zamordowanych w 1943 roku. Co przyniesie to odkrycie. Jakie tajemnice kryje historia rodziny. Jak przeszłość łączy się z teraźniejszością i jak wybory, które podejmujemy, wpływają na nasze życie. Czy odnalezione po wielu latach kości mają moc zjednoczenia dwóch zwaśnionych rodzin? 
       Ta książka to fikcja literacka, ale przyczynkiem do jej napisania była prawdziwa historia,  jakich pewnie wiele, nie mniej książka warta przeczytania.
---
16 książka, 432/7.049

poniedziałek, 16 lutego 2026

" Stare i nowe obyczaje" - Bożena Krzywobłocka


          Porządkując mój księgozbiór, czasem zwracam uwagę na niektóre książki, których już nie chcę. Oddaję je do biblioteki, a te stare, pachnące starym papierem wykorzystuję czasem do moich robótek. Obklejam nim to i owo. Zanim jednak to zrobię, to po raz ostatni jeszcze czytam, bo może znajdę jeszcze w nich coś, co warto zachować. Ostatnio wyszperałam książeczkę z serii Rodzina i dom. Miałam z tej serii sporo broszurek na temat pielęgnacji niemowlęcia, opieki, nauki, zabawy z dziećmi itd. Te porady już nie przystawały do naszych czasów. Cóż, minęło ponad czterdzieści lat. Już jakiś czas temu je zlikwidowałam. Została jeszcze jedna, " Stare i nowe obyczaje" Bożeny Krzywobłockiej. Jest to książka która nie straciła swojego znaczenia. No może można by było dopisać co nieco, bo jednak świat i ludzie, a zatem zwyczaje trochę ewaluowały, ale książka zawiera też dużo z historii tego tematu. Jest to ciekawy zbiór obyczajów codziennych związanych z elementarnymi sferami życia człowieka, czyli narodzinami, dorastaniem, śmiercią a także obchodzeniem różnych świąt. Ciekawy, bo autorka  bardziej się skupia na  przedstawianiu  historycznym danych zachowań sięgającym nawet czasów antycznych. Czyli historia, ale wiele z opisywanych obyczajów ludzkich jest kontynuowana również dziś, może w trochę zmienionej formie.
      Życiu człowieka od narodzin, aż do śmierci, towarzyszą niezliczone zwyczaje, tradycje i obrzędy. Wiele z nich jest specyficznych wyłącznie dla Polski i nimi się głównie autorka zajmuje. W swojej książce sięga do tych już zapomnianych, ale także do najnowszych, wynikających z wymogów współczesnego życia /książka pisana w latach 80'-tych XX wieku/.  Nie jest to podręcznik savoir-vivre'u, lecz raczej luźna gawęda o przemianach obyczajowości na przestrzeni wieków.
          Autorka zmarła w 2004 roku, moja książeczka wydana została w 1981 roku, a ja teraz z przyjemnością ją przeczytałam, no i na razie, pozostanie na półce.

" Każda kolejna demokratyzacja życia niesie za sobą nieuchronne rozluźnienie istniejących reguł obyczajowych i upraszcza je.  Powstają jednak nowe zwyczaje."
---
15 książka, 240/6.617

piątek, 13 lutego 2026

" Przez trudy do gwiazd" - Anna Rybakiewicz

         Zima sprzyja czytaniu książek i to mi ostatnio najlepiej wychodzi. Jedną kończę, następną rozpoczynam. Całe dni zaczytana. Czasem i noc, kiedy nie mogę zasnąć. Nigdy nie miałam tyle czasu, aby się temu poświęcić, a ostatnia książka zwraca uwagę, jak wszystko może się zmienić i nawet liter się nie będzie znało. Kiedyś byłam już blisko tego . Udar, utrata pamięci. Bohaterka tej książki tego doznaje.  Jest 1990 rok. Po powrocie ze szpitala potrzebuje stałej opieki, a jedyną osobą, która oferuje jej wsparcie, jest jej sąsiad, Leon Białowąs. To on każdego dnia czyta kobiecie jej pamiętnik,  przywracając wspomnienia. 
         W swoim pamiętniku Anastazja spisywała swoje przeżycia z czasów szkolnych, poprzez trudy przeżywane podczas zsyłki  w głąb Związku Sowieckiego.  Na kazachskich stepach Anastazja zapisuje codzienność zesłańców i uczucia, które niespodziewanie się w niej budzą, aż po powojenne życie. Pokazuje, że pomimo tragicznych przeżyć można jeszcze być szczęśliwym.  Cieszę się, że ta książka trafiła w moje ręce.
---
14 książka, 416/6.377

czwartek, 12 lutego 2026

Czy to ja źle postąpiłam

          Istnieje popularne powiedzenie: "rodzeństwo poznaje się, kiedy dzielony jest spadek". Oznacza ono, że dopiero w obliczu podziału majątku często ujawniają się prawdziwe relacje między braćmi i siostrami, rodziną, w tym chciwość i konflikty, które wcześniej były ukryte. To zdanie, często określane jako "japońskie porzekadło", podkreśla, że pieniądze i majątek mogą wpływać na sposób, w jaki ludzie traktują się nawzajem, odsłaniając ich prawdziwe oblicze w trudnych sytuacjach. Wartość spadku i konieczność jego podziału ujawniają prawdziwe motywacje i cechy rodzeństwa. Spadek może stać się przyczyną sporów i ujawnić zazdrość lub chciwość, których wcześniej nie było widać. To prawdziwy test relacji.

     Sytuacja spadkowa jest sprawdzianem dla relacji rodzinnych, pokazując, kto jest prawdziwym sojusznikiem, a kto stawia interesy materialne ponad więzi.
W moim przypadku rodzeństwa nie ma. Jedyny brat od ponad dwóch lat nie żyje. Do spadku po mojej mamie są więc jego dwaj synowie. Bratowa, ku mojemu zaskoczeniu w nim nie uczestniczy, zresztą byłby to tylko inny podział części przypadającej bratu. Z całego wyposażenia w domu proponowałam, aby wzięli co chcą. Oni i dalsza rodzina. Oni nic nie chcieli, chodzili, szacowali, aż usłyszałam w obecności obcej kobiety, że to co wartościowe zostało wywiezione.
         A ja wywiozłam prawie tonę makulatury, 160 dużych worków ubrań do PCK lub PSZOKu i owszem zabrałam kilka starych szafek, filiżanek. Zabrałam swoje dzieciństwo, wspomnienia, kiedy tata robił te szafki, był stolarzem, a ja mu przytrzymywałam deski, podawałam gwoździe itd. Razem z bratem , brat był młodszy, a teraz już go nie ma. Moim zdaniem dla bratowej i bratanków, którzy niezbyt się interesowali, może dlatego, że czuli się odepchnięci, bo mama ich nie lubiła, tak zresztą jak i bratowej, to może mieć wartość materialną, finansową, ale to nie są żadne antyki, tylko stare 60 letnie zwyczajne meble robione przez mojego tatę. To ja ścierałam z nich kurze, rozkładałam serwetki, ja się wśród nich wychowałam. Również jakieś pojedyncze części zastawy, czasem już wyszczerbione, ale zapamiętane z dzieciństwa lub kupowane dla mamy przeze mnie. Zostały meblościanki, szafy wyposażenie kuchni , lodówka, kuchenka itp.  Ja tylko wzięłam kilka drobiazgów, i to w momencie kiedy wnukowie mojej mamy powiedzieli, że nic z tych rzeczy nie chcą. Według nich również za nisko wyceniłam dom. Zrobili więc drugą wycenę, swoją, która potwierdziła jedynie to co już było, a nawet mniej.  Nie wiem o co chodzi, bo za wszelką cenę bratowa domagała się kluczy, a ja powiedziałam, że ja czuję się odpowiedzialną za ten dom, jestem córką, jestem najstarsza i to moje dzieciństwo i wspomnienia. Zawsze kiedy chcieli, mogłam tam być , udostępnić i byłam. Sęk w tym, że chyba nie chcieli, a tak właściwie to nie wiem czego chcieli.  Tak długo kombinowali, że w końcu dałam im klucze, bo ponoć ktoś był chętny, aby kupić i chciał obejrzeć od środka. Chyba jednak nikogo nie było, a od kluczy zrobili odbitki, nie mówiąc mi tego. Aby uzasadnić posiadanie swoich powiedzieli, że znaleźli takie klucze w starych gratach ich ojca w piwnicy.  Kłamstwo, bo brat czegoś takiego nigdy by nie zrobił, aby klucze od domu zostawić w jakich śmieciach i stało się to w momencie otrzymania ich ode mnie.
        Teraz wzięli sprawę w swoje ręce. Przetrzebili ogród, wycięli ozdobne krzewy, drzewka, dzielą działkę na mniejsze i chyba po swojemu będą sprzedawać.  Była osoba chętna, żeby zaopiekować się domem, zamieszkać w nim, zachować to co zostało po rodzicach, ale dla nich to była promocyjna cena sprzedaży, więc zrobili swoją. Jest zima, nieogrzewany i niezaopiekowany dom niszczeje. Tamta osoba się wycofała, bo dwukrotnie się sposobiła i dwukrotnie spotkała ją odmowa. Oni nie mają chętnych, a ostatni mój, w ich opinii był nieuczciwym. Teraz się całkowicie wycofałam. Szkoda mojego zachodu i zdrowia. Czy rzeczywiście  źle się zachowałam?  Czy nie miałam prawa tak postąpić, czuć się wykonawcą od spadku po moich rodzicach? Jesteśmy współwłaścicielami po połowie, ale dla mnie to jeszcze emocje, przeżycia, moje dzieciństwo i wiele lat życia.