Właśnie skończyłam czytać tą książkę i płaczę. Autorka to młoda kobieta, a przedstawiła aż do bólu prawdziwy obraz starości, niedołężności z nią związanej i śmierci. „Kiedy żurawie odlatują na południe” to powieść inspirowana notatkami opiekunów dziadka autorki. Opowiada o 90 letnim Bo, który walczy o godność i relacje z synem, mając za towarzysza wiernego psa Sixtena. Jego żona przebywa w ośrodku dla chorych na demencję, a jedynymi przerywnikami w codzienności są rozmowy telefoniczne z równie wiekowym przyjacielem, który wkrótce umiera , wizytami osób z opieki społecznej, które mu pomagają w codzienności i wspominaniem przeszłości. Syn próbuje zabezpieczać jego potrzeby, w tym niestety, również podejmuje decyzję o odebraniu mu psa, którym Bo nie może się już w należyty sposób opiekować. To ciężka decyzja dla obu.
piątek, 20 marca 2026
" Kiedy żurawie odlatują na południe" - Lisa Ridzen
Jest to wzruszająca historia o przemijaniu, pamięci i pożegnaniu, o życiu i o odchodzeniu. Książka aż do bólu szczera. Są sceny niezbyt przyjemne, ale takie zachowania starych ludzi czasem są, są też wywołujące uśmiech. Nie wyśmiewanie, ale szczery uśmiech, książka pełna ciepła i delikatności. Pełna zwykłego, prawdziwego życia, aż do ostatniego oddechu.
Mocna lektura, która budzi emocje, empatię i łzy. Uznana została za Książkę Roku 2024 w Szwecji. Książka budzi refleksje. Co lepsze odejść będąc młodszym, mniej niedołężnym, czy dożyć tak sędziwego wieku, ale z tego konsekwencjami? A jednak bohaterowie książki chcą żyć dopóty to możliwe i pomimo wszystko. Moja mama miała ponad dziewięćdziesiąt dwa lata i też mówiła, ja chcę jeszcze żyć i dała temu dowód, gdy w ostatnich godzinach a właściwie minutach, chciała jeszcze aby zabrali ją do szpitala, bo tam jej pomogą. Zawsze przecież pomogli. Czy ja też tak kurczowo będę trzymała się tej ostatniej nadziei. To chyba zależy od człowieka. Mój brat, pomimo że miał tylko sześćdziesiąt sześć lat, pogodził się i zaakceptował to co się miało stać. Może dlatego, że to nie była starość , a ból wywołany chorobą.
Myślę, że książkę powinien przeczytać każdy. Pomimo, że porusza trudny temat, łatwo się ją czyta.
---
26 książka, 368/11.192
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
-
Ostatni dzień lipca. Jak ten czas leci. Dla mnie to lato na półmetku. Od wczoraj znowu upały po trzydzieści stopni. Nie wychodzę ...
-
Ceramika bolesławiecka produkowana była w Bolesławcu i jego okolicach od XIV wieku, a po roku 1945 także w Niemczech. Zajmowal...
-
Kolejny journal na bazie fotografii zgromadzonych przez mamę. Tym razem nie korzystałam z gotowych zeszytów, ale zrobiłam okła...
-
Tak jak pisałam poprzednio, minęło półtora miesiąca, aż pojechałam kolejny raz i oczywiście znowu na tydzień. Dokończyłam nowe rabatk...
-
Dzisiaj coś z cyklu satyra w krótkich majteczkach. Był kiedyś taki kącik w " Kobiecie i życiu". Nie wiem czy jest ...
-
Pomysł zrodził się jeszcze jak robiłam poprzedni zeszyt, wystarczyło wykonać. A zatem jak zwykle stary notesik, tym razem zaledwie...
-
Moja mama zawsze narzekała na swoje dzieciństwo. Mówiła : o dzieci się nie dbało. Dostały jeść i poszły się bawić z patykami, kam...

Zamówiłam już ją sobie:)
OdpowiedzUsuńDziękuję.
M
Dziękuję za polecenie, wygląda na taką którą naprawdę warto przeczytać!
OdpowiedzUsuń