Policzona jest każda chwila
nie możemy żadnej zmarnować
poniedziałek, 2 listopada 2026
niedziela, 1 listopada 2026
Święta zmarłych
Listopadowa zaduma to czas szczególnej refleksji nad przemijaniem, kruchością ludzkiego życia oraz pamięcią o tych, którzy odeszli, a jest ich po tamtej stronie coraz więcej z grona rodziny, znajomych. Pierwsze dwa listopadowe dni są dniami szczególnie im poświęconymi, Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny.
Znowu tłumnie, nie jak co dzień, idziemy z kwiatami, ze zniczami i stać będziemy przy grobach. Szkoda, że nie wszyscy z zadumą, ale nawet jeśli, to samo przyjście oznacza, że pamiętamy. Chcę jednak wierzyć, że w większości przypadków te dni mają wymiar duchowy w modlitwie i zadumie nad tajemnicą śmierci oraz wiecznym spoczynkiem zmarłych.
Lampion zrobiony
i świeczka się pali
Milkną westchnienia
cicho w oddali...
Nadchodzi wielkiej
zadumy czas
O tych, którzy odeszli
ale byli wśród nas.
Krótsze, listopadowe dni, opadające liście i jesienna aura sprzyjają zatrzymaniu się w codziennym pędzie i przemyśleniu własnego życia, bo przemijanie to nieodłączna część ludzkiego doświadczenia. Wszystko, co nas otacza, ludzie, uczucia, chwile, miejsca, podlega nieustannym zmianom. Często budzi to w nas nostalgię, tęsknotę, a czasem lęk przed utratą tego co kochamy. Jednak przemijanie nie musi być jedynie źródłem smutku, a może stać się okazją do dostrzeżenia piękna w ulotnych momentach.
Heraklit z Efezu mówił: „Panta rhei”– wszystko płynie, nic nie pozostaje takie samo, a buddyzm naucza, że świat jest w ciągłym ruchu, a cierpienie rodzi się z naszego przywiązania do tego, co nietrwałe. I to jest prawda.
Starożytny filozof Heraklit twierdził, że zmiana jest podstawą istnienia, a naturalną reakcją na przemijanie jest smutek. Doświadczamy go, gdy odchodzą bliscy, gdy kończy się pewien etap życia lub gdy zauważamy upływający czas w nas samych. Wszystko co nieuniknione, będzie, więc cieszmy się chwilą, która trwa.
Przemijanie
Przemijasz...
Krzykiem noworodka
Mgłą poranka
Liściem spadającym z drzewa
Stukaniem laski siwiejącego starca
Obłokiem wtopionym w nieba źrenice
Odlotem ptaków
Tam, gdzie żar leje się strugami
Przemijasz...
Nie zdążysz się zatrzymać
...życie jest już za Tobą
Zofia Soboń
***
Odnaleźć wieczną ciszę
Każdego dnia
Budujemy wiele dróg
Jedna z nich
Prowadzi zawsze tam
Gdzie muzyka
Szumiących drzew
Do snu kołysze
By pośród bliskich
Odnaleźć wieczną ciszę
Anna Barbara Lachnik
piątek, 30 października 2026
" Tam gdzie kończy się czas" - Małgorzata Dawid
Druga książka z tych, ładnie opakowanych. „Tam, gdzie kończy się czas” to psychologiczna powieść obyczajowa. Tak właściwie to bajka dla dorosłych, ale z przesłaniem, bo przecież bajki zawsze są z morałem. To druga książka tej autorki i też jest o szukaniu i odnajdywaniu siebie. Główną bohaterką jest Marta, która ma poczucie, że jej życie utknęło w martwym punkcie i ucieka przez palce. Przełomem staje się nagła, niespodziewana śmierć jej przyjaciółki, co zmusza ją do zatrzymania się. Takie chwile się zdarzają w naszym życiu częściej niż byśmy chcieli, ale tylko w książce może być tak jak opisała to autorka, co nie oznacza, że nie powinniśmy się zgadzać i stosować do przesłania z niej wynikającego. Książka porusza kwestie żałoby, odpuszczania, kruchości życia oraz poszukiwania siły i światła w najtrudniejszych momentach.
" Największym złudzeniem człowieka jest wiara, że będzie jutro."
---
54 książka, 262/22.624
środa, 28 października 2026
" Po burzy" - Małgorzata Dawid
Po poprzedniej przeczytanej, pełnej ciepła i uczuć, książce " Smak marzeń" , ta, na początku nie zachęcała, a jednak się zaczytałam. To pierwsza z przysłanych w ładnym opakowaniu. Jest to opowieść o kobiecie, która musi odnaleźć siebie, gdzie bolesna prawda może dać wolność. Tak właściwie, to książka o wielu kobietach, które po trochu gubiły siebie, w imię miłości. Ta pokazuje, że można się odrodzić, ale prawda jest taka, że bohaterka " Po burzy" miała to ułatwione. Nie mniej książkę się dobrze czytało. To taka historia na samotny, wakacyjny wieczór. I jest jeszcze coś w mojej opinii. Dlaczego współczesne autorki muszą w swoich powieściach bluzgać? Tutaj co rusz, było niecenzuralne słowo. Czy to ma podkreślić siłę kobiet? Czy to jest sposób wysławiania się w pewnych sferach? Ja takiego zachowania nie spotkałam w swoim otoczeniu, wśród znajomych, zawodowym czy rodzinnym i to mnie raziło najbardziej.
Tego, co według mnie stanowi o wartości tej książki, to niektóre mądre myśli, których należy szukać między wersami.
---
53 książka, 244/ 22.362
poniedziałek, 26 października 2026
Kolorowa jesień.
W sobotę byłam znowu na działce. Zakręciłam wodę, posadziłam tulipany, wypiłam kawę i delektowałam się ciszą i kolorami.
I już mam plany na przyszły rok, oby tylko zdrowie pozwoliło.
sobota, 24 października 2026
Cmentarz
Obok różnych miejsc przechodzimy, przejeżdżamy, mijamy codziennie, albo co jakiś czas i nie mamy pojęcia jakie historie kryją. Miejsce o którym chcę napisać też mijałam kilkakrotnie. Ciekawa byłam co to za pomnik, przy drodze, w lesie, na wzgórku, gdzie prowadzą schodki. Myślałam, że to jakieś miejsce straceń. Dzisiaj się tam zatrzymałam. Nie spodziewałam się tego co się dowiem.
Jest to cmentarz wojenny żołnierzy radzieckich, założony po wojnie. Urządzeniem cmentarza zajęli się mieszkańcy okolicznych wsi. Cmentarz ogrodzony, z obeliskiem po środku głównej ściany, raczej symboliczną mogiłą na której stało kilka zniczy, czyli ktoś pamięta i czterema kwaterami z obrzeżami , porośniętymi trawą. W zbiorowych czterech mogiłach spoczywa 530 osób poległych w tym rejonie. Tylko niecała setka została zidentyfikowana.
Z tablicy informacyjnej dowiedziałam się, że w tym miejscu znajdował się szpital polowy. Z taką informacją spotkałam się po raz pierwszy.
Tylko jedno miejsce, niedaleko Gdańska i aż 530 osób, a ile było takich miejsc. Gdzieś czekały na nich matki, żony, dzieci, a oni nigdy nie wrócili. Może byli wśród nich również źli, jak mówiono o nich, szabrownicy, gwałciciele, ale z pewnością byli też tacy, co nie zasłużyli na brak możliwości powrotu do domu, do swoich rodzin. Bezmyślność wojen. Straszne jest to, że nadal, po osiemdziesięciu latach od tamtych zdarzeń giną ludzie, też Rosjanie. W imię czego. Wtedy wypędzali agresora, a teraz, bo ktoś sobie wymyślił wojnę? Ile ludzkich istnień, jakie koszty finansowe, materialne. Przecież gdyby to zostało zainwestowane w ich kraju, gdzie jak słyszymy jest w różnych częściach bieda i zacofanie, jakie byłyby efekty. A wszystko zostaje zniszczone. Miasta, niepotrzebnie niszczone można odbudować, ale życia się nikomu nie wróci.
Taka refleksja na progu świąt zmarłych.
No i co my byśmy zrobili teraz bez internetu. Poszukałam zaraz więcej informacji na ten temat i wiem więcej.
Podczas II wojny światowej miejscowość Warcz stanowiła kluczowy punkt niemieckiej linii obrony przedpola Gdańska. Zażarte walki o wieś i jej okolice rozegrały się w marcu 1945 roku w ramach operacji pomorskiej Armii Czerwonej /2. Front Białoruski/, która dążyła do likwidacji tzw. Twierdzy Gdańsk. Warcz leżał na trasie natarcia radzieckiej 16 Gwardyjskiej
Brygady Pancernej oraz jednostek piechoty idących na Gdańsk od południowego
zachodu. Obszar ten charakteryzował się trudnym, zalesionym terenem / kierunek do Domachowa), co Niemcy wykorzystali do przygotowania silnych pozycji. Linia oporu opierała się na nasypach,
naturalnych przeszkodach terenowych oraz gęstej sieci okopów. Druga linia obrony biegła bezpośrednio w rejonie Warcza.
Według odnalezionych dokumentów i rozkazów bojowych Wehrmachtu, obejmowała ona
strategiczne wzgórze o wysokości 59,8 metrów, skąd niemiecka obrona ciągnęła się na
północny wschód wzdłuż brzegów lokalnego potoku w
kierunku Wojanowa.
Radzieckie raporty bojowe z tego rejonu donosiły o
konieczności masowego użycia saperów z powodu zaminowania terenu, licznych
rowów przeciwpancernych oraz rozbicia czołgów i pojazdów
pancernych.
W czasie wojny w miejscowości funkcjonował niemiecki podobóz koncentracyjnego Sztutowa. W marcu 1945 roku, po
przełamaniu linii obrony i zajęciu wsi przez Sowietów, w budynku lokalnej
szkoły w Warczu natychmiast utworzono szpital polowy Armii Czerwonej.
Cmentarz Żołnierzy Radzieckich powstał
bezpośrednio przy drodze wojewódzkiej nr 226 , tuż obok
dawnego szpitala polowego. Znajdują się tam cztery zbiorowe mogiły, w których
pochowano od 530 do 720 żołnierzy poległych w krwawych starciach o Warcz i
sąsiednie wioski. Podczas powojennego remontu starej szkoły
w Warczu odnaleziono ukryte w ścianach pakiety listów frontowych pisanych przez
żołnierzy do rodzin, które zostały tam zdeponowane przez oficera NKWD i
przetrwały dziesięciolecia. Zdjęcie szkoły ze strony tejże szkoły.
piątek, 23 października 2026
" Smak marzeń" - Lavyrle Spencer
To już jedna z ostatnich, które swoje odczekały. Ta około dwudziestu lat, ale chociaż minęło tyle czasu warto było po nią sięgnąć.
Niby banalna w tym o czym opowiada, ale sposób w jaki to robi jest godny podziwu. Północna Dakota, rok 1917, rodzina norweskich osadników zajmująca się rolnictwem. Do osady przybywa nowa nauczycielka, Wszyscy sadzili, że będzie to mężczyzna, a tutaj prawie dziecko, osiemnastolatka. Musi zamieszkać ,jak dotychczas każdy nauczyciel , w domu farmera, który nie cierpi kobiet. Takie sprawia wrażenie. Od początku można sądzić, jak to może się zakończyć, ale warto poznać drogę tej znajomości. Problemy, rozterki wewnętrzne i przeżycia ich i rodzin tam zamieszkałych. Jest to czas I wojny światowej, pobory do wojska nie ominęły też Ameryki. Nie ominęła ich też grypa hiszpanka. Wszystko to opisane niezwykle barwnym językiem. Widzi się krajobrazy, ludzi , czuje zapachy i rosnące napięcie pomiędzy bohaterami, a iskrzy przez cały czas, bo jak może być, gdy rozsądek walczy z uczuciem. Gdy w tej samej kobiecie zakochuje się i ojciec i syn. Polecam
---
52 książka, 489/22.118
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Pojechałam tam wczoraj nie z myślą zamknięcia sezonu działkowego, ale przewietrzyć umysł, naładować serce. Była bardzo ładna p...
-
Ostatnie dwie, które otrzymałam do przeczytania były autorstwa Katarzyny Michalak. Pierwsza, którą chciałam czytać była " ...
-
Właśnie skończyłam czytać i siedzę teraz przy komputerze i brak mi słów. Jestem zdenerwowana, zła, sama nie wiem jaka. Książka...
-
Długo musiała przeleżeć na półce, aby doczekać się swojej kolejki. Pamiętam, że dostałam ją w prezencie pod choinkę od zaprzy...
-
" Odmieniec" to książka z mojej półki, chociaż nie dosłownie, bo dostałam ją zupełnie przypadkowo, od kogoś, kto jej nawe...
-
W sobotę byłam znowu na działce. Zakręciłam wodę, posadziłam tulipany, wypiłam kawę i delektowałam się ciszą i koloram...


























