niedziela, 9 sierpnia 2026

Mój azyl - czerwiec

           Wpisy na moim blogu poświęcam głównie książkom, robótkom ręcznym i oczywiście ogrodowi, temu przy domu, w którym mieszkam. Ten ogród jest, ale w każdej chwili mogę go nie mieć. Pomimo to poświęcam mu dużo sił i czasu. W końcu go stworzyłam od podstaw.
     Od trzech, a właściwie od dwóch lat mam jeszcze coś naprawdę swojego i teraz też tworzę tam mój azyl. Ostatni raz pisałam o nim prawie przed rokiem, we wrześniu, co nie oznacza, że tam nie bywałam. Bywałam i w tym roku nawet na dłużej. Trzykrotnie po kilka dni.
         Na przełomie maja i czerwca porządkowałam po zimie, poszerzałam rabatki, sadziłam kwiaty, przycinałam krzewy.




         Z różnych staroci robiłam dekoracje.   




         A kiedy się zmęczyłam , siedziałam na tarasie i słuchając wiatru, obserwowałam efekty .


          Odwiedzał mnie gil.


            Wieczorem siadałam przy kominku i czytałam książki. Kolejny dzień był podobny. Śniadanie na tarasie, praca,  trochę odpoczynku i  kolacja też na tarasie. Posadziłam czerwony i różowy łubin, kupiony u ogrodnika. Na niebieski szkoda już było mi pieniędzy, więc wykopałam z rowu przy drodze. Bałam się czy się przyjmie, ale teraz widzę, że wypuszcza nowe listki. Kwitły czosnki, lilie, śniadki, białe gwiazdeczki, które wieczorem i na deszcz się zamykają. Mama miała kiedyś takie. Sąsiadka powiedziała. Nie lubię ich, wszystkie wyrzuciłam, bo same  rosną po całym ogrodzie. A ja je uwielbiam, jak w zupełnie niespotykanym miejscu rozjaśniają rabatkę.







        W leśnej części, pod świerkami też co nieco już wyrastało.


           To był początek lata, a właściwie jeszcze wiosna.





            Wyjeżdżając obiecałam sobie, że za kilka dni wrócę, niestety minęło półtora miesiąca zanim pojawiłam się tam znowu. W czasie wielkich upałów prawie nie wychodziłam z domu, potrzebna była też pomoc wakacyjna do wnuczek, no i obowiązki w domu. Jak pojechałam znowu to prawie złapałam się za głowę. Wszystko wyrosło, ale i zarosło, ale o tym w następnym poście.

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Tworząc wspomnienia

             Kolejny journal na bazie fotografii zgromadzonych przez mamę. Tym razem nie korzystałam z gotowych zeszytów, ale zrobiłam okładkę z pudełka po słodyczach , obszyłam tkaniną i dekoracjami i wszyłam kartki z różnych papierów. Reszta jak w każdym moim journalu, klej, papiery, koronki, no i tym razem znowu zdjęcia. Z pewnością nie jest  on ostatni , bo pomysły się jeszcze roją, ale na jakiś czas dam sobie spokój.



























piątek, 31 lipca 2026

Ostatni dzień lipca

         Ostatni dzień lipca. Jak ten czas leci. Dla mnie to lato na półmetku. Od wczoraj znowu upały po trzydzieści stopni.  Nie wychodzę z domu, a o pracy w ogrodzie nawet nie myślę. Wczesnym rankiem zerwałam tylko czarną porzeczkę i zrobiłam dżemik, a po południu znowu fotkowałam. Tak wszystko się zmienia. Wczoraj kwitło, dzisiaj już po. Za miesiąc będzie tylko wspomnieniem.






































                  Jutro chyba z samego rana muszę pójść obcinać to co przekwitło.