piątek, 23 października 2026

" Smak marzeń" - Lavyrle Spencer

         To już jedna z ostatnich, które swoje odczekały. Ta około dwudziestu lat, ale chociaż minęło tyle czasu warto było po nią sięgnąć.
         Niby banalna w tym o czym opowiada, ale sposób w jaki to robi jest godny podziwu. Północna Dakota, rok 1917, rodzina norweskich osadników zajmująca się rolnictwem.  Do osady przybywa nowa nauczycielka, Wszyscy sadzili, że będzie to mężczyzna, a tutaj prawie dziecko, osiemnastolatka. Musi zamieszkać ,jak dotychczas każdy nauczyciel , w domu farmera, który nie cierpi kobiet. Takie sprawia wrażenie. Od początku można sądzić, jak to może się zakończyć, ale warto poznać drogę tej znajomości. Problemy, rozterki wewnętrzne i przeżycia ich i rodzin tam zamieszkałych. Jest to czas I wojny światowej, pobory do wojska nie ominęły też Ameryki. Nie ominęła ich też grypa hiszpanka. Wszystko to opisane niezwykle barwnym językiem. Widzi się krajobrazy, ludzi , czuje zapachy i  rosnące napięcie pomiędzy bohaterami, a iskrzy przez cały czas, bo jak może być, gdy rozsądek walczy z uczuciem. Gdy w tej samej kobiecie zakochuje się i ojciec i syn. Polecam
---
52 książka, 489/22.118

czwartek, 22 października 2026

Manufaktura radości

           W internetowym sklepie Manufaktura Radości zakupiłam książki. Często kupuję je przez internet, ale jeszcze nigdy nie otrzymałam ich tak opakowanych. Od kobiety dla kobiet. 


 Miłe zaskoczenie. Mam nadzieję, że treść książek też taka będzie.

poniedziałek, 19 października 2026

" Jakie życie, takie wspomnienia"

            Książki nie tylko czytam, ale dla swoich potrzeb piszę. Może to piszę książki jest określeniem na wyrost, ale spisałam swoje wędrówki po górach, wydrukowałam i dałam oprawić u introligatora jako książkę. Podobnie zrobiłam z " Pierwsze lata życia mojej córki". Mam też zebrane wszystkie moje wiersze, tylko wydrukować i może też zrobić w formie książki.
       Teraz zrobiłam książeczkę od pierwszych słów jej treści do końca, to znaczy napisałam, wydrukowałam, zszyłam kartki i zrobiłam okładkę. Książka jest wspomnieniem o mojej mamie. Nieduża, bo tylko 36 stron, 73 krótkie notki o tym co ją charakteryzowało, jaka była, o tym co dobre i co złe. Wspomnienie.






Jakie życie, takie wspomnienia.

1./

            Rok 1932 rozpoczął się w piątek. Był rokiem przestępnym. 28 sierpnia, pilot Franciszek Żwirko i konstruktor Stanisław Wigura zwyciężyli w największej międzywojennej imprezie lotnictwa sportowego, Międzynarodowych Zawodach Samolotów Turystycznych Challenge w Berlinie. Kilkanaście dni po tym tryumfie, 11 września 1932 roku obaj zginęli w katastrofie lotniczej. 31 sierpnia miało miejsce całkowite zaćmienie słońca widoczne w Polsce.
         W grudniu, jako piąte dziecko urodziła się Leokadia. Zawsze miała pretensje o to imię. Siostry miały Łucja, Marta, a ona Leosia, jak mówiła. Uważała, że rodzice się nie wysilili, aby nadać jej ładne imię, bo przecież dzień przed Leokadią, też w grudniu, jest na przykład Marii.
        To nic, że gdy była dorosła mówiono do niej Lusia, Luśka, miała za to wieczny żal do swoich rodziców. Drugie według niej było jeszcze gorsze, Waleria. W okresie późnej starości przyznała, że to nie było tak, że rodzice. Sprawa z imieniem wyglądała zupełnie inaczej. Ponoć była słaba, ciągle spała po urodzeniu, ale który noworodek ciągle nie śpi, więc rodzice przyspieszyli dzień chrztu. Któregoś ranka zapakowali ją w becik i dziadkowie poszli z nią do kościoła. Było bardzo zimno i ślisko, wręcz niebezpiecznie. Przejęci i zdenerwowani drogą dziadkowie, zapomnieli jak na imię miała mieć ich wnuczka i dali to, które pierwsze przyszło im do głowy. A może wówczas, było to dla nich nawet oryginalne. Po co więc była ta złość i żale do rodziców.
        Jej teściowa też była Leokadia. Może to dodatkowo powodowało niechęć, bo teściowej nie lubiła. Takie imię nadane przez rodziców, według niej, świadczyło o daleko idącej obojętności i braku miłości. Przez całe życie pielęgnowała w sobie i w nas tą niechęć do swoich rodziców o imię, którego nie lubiła, aby w wieku dziewięćdziesięciu lat sobie przypomnieć, że to nie do końca tak było, że rodzice. Jako noworodek ponoć była bardzo słaba, tak mówi, bo ciągle spała. A które noworodki nie śpią oprócz przerw na karmienie? Postanowiono ją więc w trybie przyspieszonym ochrzcić. Więc pewnego grudniowego, mroźnego poranka jej dziadkowie pojechali z nią do kościoła. Droga był trudna, bardzo śliska, duży mróz, pewnie się zmachali i byli zdenerwowani sytuacją i z tego wszystkiego zapomnieli jak miała mieć na imię i dali to, co przyszło im na myśl. Była piąta, potem urodziło się jeszcze szóste. Według niej, zupełnie niepotrzebne. Jej zdaniem te najstarsze doznawały ciepła i zainteresowania ze strony ich babci, która zmarła jak Leokadia miała sześć lat. We wczesnym dzieciństwie mogła więc ich babcia być również dla niej pociechą, tak samo jak dla starszych. Czy była? Dzieci raczej nie pamiętają tego co się dzieje gdy są mali, więc trudno przytaknąć, ale też zaprzeczyć jej zdaniu, że nikt się nią nie interesował. Czy rzeczywiście nie miała nawet lalki? Czy tylko nie miała lalki o jakiej marzyła?
        Życie na gospodarstwie nie było łatwe. Wówczas lalki szyło się z gałganków. Te piękne, były dla wyższych sfer. Czy takiej gałgankowej też nie miała? Mówiła, że dzieci dostały jeść i szły na podwórze. Tam bawiły się patykami, piaskiem, wodą, roślinkami i wyobraźnią. Od wczesnych lat pomagały w gospodarstwie. Te najmłodsze pasły na przykład gęsi. Z literatury wiemy, że tak właśnie wyglądało kiedyś życie. W tamtym, jej czasie, często jeszcze też , ale czy wszyscy, którzy się wtedy rodzili mieli żal do rodziców,

piątek, 16 października 2026

" Hrabina Cosel" - Józef Ignacy Kraszewski


             Długo musiała przeleżeć na półce, aby doczekać się swojej kolejki. Pamiętam, że dostałam ją w prezencie pod choinkę od zaprzyjaźnionej Pani. Wydana w 1968 roku, czyli ja skończyłam akurat ósmą klasę. Wtedy trudno mnie było zainteresować taką lekturą, odłożona więc na półkę, zapomniana, czekała.
         Józef Ignacy Kraszewski urodził się 1812 roku w Warszawie w ziemiańskiej rodzinie. Był encyklopedystą oraz uznanym polskim historykiem. Przez długi czas gromadził prywatną bibliotekę, która miała pomagać mu w jego działalności naukowej i pisarskiej. Według zamierzeń kolekcja miała stanowić  kompletny zbiór dzieł, ilustrujących dzieje i stan sztuki polskiej od XVI do XIX wieku. Oprócz dzieł książkowych zawierała reprodukcje, wydawnictwa ilustrowane, albumy, mapy, plany architektoniczne. Posiadał w swoich zbiorach ponad 2300 książek  historycznych, co pozwalało mu dbać o detale epoki. Podczas dwudziestoletniego pobytu w Dreźnie zaznajomił się dokładnie z historią saską w okresie panowania Augusta II. Zbadał wówczas całą dostępną literaturę i inne materiały, rękopisy i stąd trylogia saska w skład której wchodzi, wydana w 1873 roku,  powieść "Hrabina Cosel".       Jest to powieść naprawdę historyczna, ale też obyczajowa. Historyczna bo prawdziwe są wszystkie postaci, prawdziwe miejsca i prawdziwe zdarzenia i to co autor wymyślił, aby ubrać w odpowiednie słowa.  Jest to historia życia, wzlotu na sam szczyt i wielkiego upadku hrabiny Cosel, kobiety, która istniała naprawdę. Żyła w latach 1680 – 1765 i  należy do najbarwniejszych postaci saksońskiej historii.  Anna Konstancja von Brockdorff  w 1703 roku poślubiła wysokiego urzędnika finansowego Adolfa Magnusa von Hoyma. Król August II Mocny usłyszawszy o jej wielkiej urodzie spowodował, że przyjechała do Drezna, a wkrótce namówił młodą piękność, by stała się jego oficjalną metresą. Jednak Anna nie była łatwa, a była nawet cwana. Postawiła warunki. Po pierwsze rozwód z Hoymem, a po drugie obietnica króla, że w przyszłości zostanie jego legalną żoną. Przez wiele lat wiodła u jego boku prawdziwie bajkowe życie. Umiała zadbać o swoje interesy. Hołubiona, obdarowywana, zaszła na sam szczyt, ale stała się niebezpieczna. Królewska niestałość podsycana dworskimi intrygami zniszczyły jej szczęśliwy los i doprowadziły do tragicznego końca, jednak nigdy, nawet za cenę życia,  nie zgodziła się na utratę honoru.
Książka " Hrabina Cosel" to nie tylko dzieje tej kobiety, ale też opis funkcjonowania drezdeńskiego dworu w tamtej epoce. Autor odtworzył atmosferę intryg, ambicji, rywalizacji, manipulacji.  Opisał obyczaj, moralność i życie sfer wokół królewskiego dworu.
To także opowieść  o wielkich wydarzeniach historycznych, które kształtowały losy Polski i Europy w XVII i XVIII wieku. Obszerne przypisy wyjaśniają prawdziwość historyczną osób, miejsc, ale też niektórych słów z epoki Kraszewskiego. Styl pisania i bogactwo opisów sprawiły, że uznałam tą książkę  za jedną z lepszych jakie przeczytałam w ostatnim czasie.
          Dodatkowo, moje wydanie  jest ubogacone o zdjęcia z  filmowej adaptacji powieści  wg.
Jerzego Antczaka, z Jadwigą Barańską i Mariuszem Dmochowskim w rolach głównych.
         Oglądałam ten film " przed wiekami" i chętnie bym obejrzała ponownie. A swoją drogą, jest tyle kolejnych wersji np. " Lalki" , a na Cosel nikt się nie pokusił.
---
51 książka, 367/21.629

niedziela, 11 października 2026

" Gwiazdka z nieba" - Katarzyna Michalak


             Ostatnie dwie, które otrzymałam do przeczytania były autorstwa Katarzyny Michalak. Pierwsza, którą chciałam czytać była " Zagubiona" Rozpoczynałam kilka razy i niestety, nie potrafiłam się przemóc. Nie mój styl. Odłożyłam. Już obie chciałam oddać, ale przecież czytałam kiedyś książkę Michalak i mi się podobała, więc spróbowałam tą drugą, " Gwiazdkę z nieba" . Zaczęłam i wciągnęła mnie. Losy kilku osób, których los ściągnął na mazurską wieś. Akcja zaskakiwała co rusz to nowym wątkiem, ciekawym wątkiem.  Przeczytałam z przyjemnością. Jest to książka z tych lekka, łatwa i przyjemna. Typowa jak z kobiecej biblioteczki i nie tylko na zimowy czas i jest to tom pierwszy mazurskiej serii. 
---
50 książka, 316/21.262

piątek, 9 października 2026

Pożegnanie sezonu na działce.

            Pojechałam tam wczoraj nie z myślą zamknięcia sezonu działkowego, ale przewietrzyć umysł, naładować serce.  Była bardzo ładna pogoda. Babie lato w pełni i ten spokój, który mnie tam zachwyca. Gdybym zabrała ze sobą swoje leki, to zostałabym tam na noc, niestety nie zabrałam, bo sadziłam, że będzie zimno, a tymczasem nawet kominka nie musiałam rozpalać. Pomalowałam resztę stołu, przesadziłam kilka kwiatów. Posadziłam wrzosy kupione po drodze w Lidlu. Schowałam do środka, to co nie musi spędzać zimy na zewnątrz i pocięłam trochę suchych gałęzi na ściółkę i oczywiście delektowałam się miejscem i ciszą. Do domu wróciłam kiedy robiło się ciemno. Teraz pozostało jeszcze zakręcenie i spuszczenie wody, przed zimą. 


Ostatnie, pojedyncze zimowity, które zostały posadzone jeszcze przede mną. Te które ja posadziłam , owszem były wiosną, a teraz wszystkie pożarły nornice.







środa, 7 października 2026

" Odmieniec" - Fred Bodsworth



         " Odmieniec" to książka z mojej półki, chociaż nie dosłownie, bo dostałam ją zupełnie przypadkowo, od kogoś, kto jej nawet dobrze nie widział. Ktoś inny porządkował swoje półki, dał drugiemu wśród pełnej torby innych, a ten drugi powiedział, może chcesz sobie coś wybrać do przeczytania. Wybrałam sześć. Już o trzech pisałam, bo przeczytałam, a to jest kolejna. Jest to perełka, która może sporo wnieść do życia czytelnika, uczy. 
          Mój egzemplarz wydany był w 1987 roku, zdążył już pożółknąć papier, nabrał swoistego zapachu, ale treść bije większość obecnie wydawanych. 
Fred Bodsworth to kanadyjski pisarz. Urodził się w 1918 roku w porcie rybackim nad jeziorem Erie. Z umiłowaniem obserwował ptactwo, którego zwyczaje fascynowały go od lat dziecinnych. "Odmieńca" opublikował w 1959 roku. To chyba jedyna książka Bodswortha przetłumaczona na język polski. Za swoją twórczość literacką autor otrzymał Nagrodę Matta Cohena, jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień dla kanadyjskich pisarzy. 
          A o czym jest ta książka? Powiedziałabym, że o miłości, do przyrody, wśród gęsi i wśród ludzi. Miłość do przyrody wyrażona jej pięknymi, malowniczymi opisami. 
Miłość wśród gęsi poznajemy poprzez opisy losów gąsiora pochodzacego z Hebryd Zewnętrznych, archipelagu położonego na północnym zachodzie Szkocji. Kiedy stado migruje, gąsior zostaje na wyspie. Później jednak zaczyna tęsknić za swoimi bliskimi i uczucie to jest tak dotkliwe, że ptak dąży do ponownego spotkania z resztą stada. Do tego jednak nie dochodzi. Po drodze gąsior spotyka miłość, ale wybranka nie należy do jego gatunku. Poczynania ptaka, jego wędrówkę i wybory, jakich dokonuje, obserwuje przyrodnik Rory Macdonald. Fabuła książki jest jednak szersza. Obejmuje losy rodziców Rory’ego i dzieciństwo chłopaka na wyspie Barra. Dzieje Rory'ego  splatają się z Kaniną, Indianką z plemienia żyjącego na północy Kanady. Autor opowiada o jej dzieciństwie wśród białych i  trudach życia Indian. Czy miłość pomiędzy tymi dwojga ma szansę na spełnienie? 
        To książka  o sztuce dokonywania wyborów oraz ich konsekwencjach,  o różnicach między ludźmi, uprzedzeniach, rasizmie i próbach jego przełamywania. 
       Losy opisywanej gęsi, bernikli białolicej, młodego Szkota i Indianki w pełni odzwierciedlają tytuł książki, bowiem każdy z bohaterów jest na swój sposób odmieńcem, a bernikla, której autor nadał cechy człowieka, bo ona myśli jak człowiek, jest symbolem.
            Ta książka to wspaniała uczta dla duszy i wprost genialna opowieść. Polecam.
---
49 książka, 335/20.946