niedziela, 15 marca 2026

Z wędrówek po mieście

     W Gdańsku mieszkam dopiero, a może już szesnasty rok i wciąż niewiele o nim wiem.  Często przechodząc gdzieś, zwracam na coś uwagę i myślę, muszę tutaj wrócić i poznać to dokładniej. Potem wracam do domu, jest praca, obowiązki, złe samopoczucie i zapominam . Tym razem będąc na ulicy Rzeźnickiej , wyciągnęłam telefon. Jak to dobrze, że chcąc dzwonić nie trzeba teraz szukać budek telefonicznych, a dodatkowo zawsze ma się przy sobie aparat fotograficzny, a po to właśnie wyjęłam telefon, aby uwiecznić budynki , kompleks budynków stojących na rogu ulic Toruńskiej i Rzeźnickiej. 


       Jest to Muzeum Narodowe i Kościół świętej Trójcy. Wróciłam do domu i poszperałam trochę w sieci, aby dowiedzieć się więcej, a historia liczy sobie kilka setek lat i jest ciekawa.
        Kościół Świętej Trójcy jest to późnogotycka świątynia wzniesiona na  terenie Starego Przedmieścia - Lastadii, w południowej części historycznego Gdańska, dla osadzonych  tu franciszkanów. Właściwie są to trzy kościoły: Wieczerzy Pańskiej -zakonne prezbiterium, Świętej Trójcy -niegdyś dla wiernych świeckich i tzw. "polska" kaplica Świętej Anny. Stanowi on część dawnego zespołu klasztornego Braci Mniejszych Konwentualnych, a w jego skład wchodzą kaplica św. Anny, dom ryglowy i przylegające do kościoła od strony południowej zabudowania klasztorne z wirydarzem. Po reformacji w 1522 roku założono w nim Gdańskie Gimnazjum Akademickie oraz bibliotekę. Po roku 1872 siedziba Muzeum Miejskiego, obecnie oddział Muzeum Narodowego. Jest to cenne dzieło późnogotyckiej architektury ceglanej, z charakterystycznymi schodkowymi szczytami elewacji korpusu nawowego i prezbiterium i niewielkimi wieżyczkami kontrastującymi z masywną bryłą kościoła.
         Zakon Franciszkanów powstał w 1209 roku i związany jest z postacią Św. Franciszka z Asyżu. Bardzo szybko rozpowszechnił się po całej Europie. Do Polski , do Torunia, Chełmna i Nowego, Franciszkanie przybyli w 1239 roku. Ale dopiero   w 1419 roku papież Marcin V zezwolił na założenie klasztoru w Gdańsku. Franciszkanie  zbudowali skromny, ryglowy klasztor z kaplicą i dzwonnicą. Wokół klasztoru powstał cmentarz i ogrody. 9 lat później bracia wybudowali przylegający do klasztoru Kościół Wieczerzy Pańskiej, dzisiejsze prezbiterium, a w 1480roku rozpoczęli budowę Kościoła Św. Trójcy, którą zakończyli w 1514roku. Na zlecenie króla Kazimierza  Jagiellończyka  dla mieszkających  w Gdańsku Polaków zbudowano w 1484 roku Kaplicę Św. Anny.
        Franciszkanie zostali sprowadzeni do Gdańska w wyniku decyzji rady Głównego Miasta i przy poparciu zakonu krzyżackiego. Był to okres szybkiego rozwoju Starego Przedmieścia, w którym działał już kościół parafialny, a tuż obok prosperowała stocznia. Przy budowie kościoła i klasztoru franciszkanie byli zdani na siebie oraz na pomoc mieszczan. Wpłynęło to na bardzo wolne tempo prac oraz początkową jakość i kształt całego założenia. Zakonnicy pozyskiwali darmową, często pochodzącą z odzysku cegłę. W 1484 roku zdecydowano się na rozbudowę. Podwyższono i przykryto nowym sklepieniem prezbiterium, założono ponad nim nowy dach. Pozyskane na niego drewno miało pochodzić z byłych krzyżackich stajni.  Niestety z powodu chaotycznie i po części zapewne niefachowo prowadzonych prac, w 1503 roku zawaliła się ściana południowa, a wraz z nią pięć gotowych już filarów. Po tej katastrofie sprowadzono doświadczonego mistrza budowlanego pracującego dla zakonu krzyżackiego. Ostatecznie w 1514 roku zakończono zakładanie sklepień. Dobudowanie kaplicy św. Anny związane było z domniemanym zobowiązaniem rady miejskiej wobec króla Kazimierza Jagiellończyka, do wybudowania świątyni w której posługiwano by się językiem polskim.
      Od 1431 roku, zabudowania klasztorne, pierwotnie o konstrukcji ceglano – szkieletowej, zaczęto przekształcać na w pełni ceglane. Rozpoczęto od skrzydła wschodniego z małym refektarzem, do którego budowy  być może wykorzystano kolumny ze zburzonego zamku krzyżackiego. W 1481 roku wzmiankowany był już w źródłach pisanych krużganek, a w 1487 roku dormitorium. Wtedy też budowane było skrzydło południowe, a wkrótce potem, na przełomie XV i XVI wieku skrzydło zachodnie. Rok 1503 był pechowy, bo oprócz ściany kościelnej, zawaliła się część krużganków i wielki refektarz. 
    Poza modlitwą, głównym zajęciem mnichów było kaznodziejstwo, spowiedź i organizowanie odpustów, które przyciągały tłumy wiernych, nawet z odległych okolic. W XV wieku bracia prowadzili też misje pośród Prusów oraz działalność duszpasterską wśród gdańskich rybaków. Szczególnym polem franciszkanów były umieszczone na terenie klasztoru szkoły dla nowicjuszy i młodzieży świeckiej, szczycące się bardzo wysokim poziomem. Bracia dysponowali okazałą biblioteką, na początku XVI wieku dysponującą już około 1000 egzemplarzy ksiąg, będącą podobno największą w mieście. Gdański klasztor zamieszkiwali uzdolnieni rzeźbiarze, malarze i rzemieślnicy. W 1519 roku wymieniany jest złotnik, a w 1528 roku zegarmistrz. Jedną z wybitniejszych osobistości był architekt i rzeźbiarz, brat Marcin Leuther, prawdopodobny autor gotyckich stalli z prezbiterium. Głównym źródłem dochodów klasztoru była jałmużna, która przynosiła spore dochody, jako że franciszkanie posiadali jako jedyni prawo zbierania ofiar na terenie całego Gdańska, innym zaś wydzielano poszczególne dzielnice bądź ulice. Z czasem konwent franciszkański stał się na tyle bogaty, iż bracia z innych klasztorów zabiegali tu o księgi, sukno, żywność i inne potrzebne artykuły.
   Dobre czasy klasztoru nie trwały długo. Gdy w 1524 roku spowodowane prądami reformacyjnymi wrzenie religijne osiągnęło w mieście apogeum, spora grupa zakonników opuściła klasztor. Rok później protestanci ogłosili pierwsze ograniczenia dla mnichów. Zakazano im nauczać, spowiadać i zbierać jałmużnę. Następnie wypędzono ich z klasztoru, pozostawiając jedynie chorych i starców. Klasztor został rozgrabiony. Dopiero pojawienie się w mieście w 1526 roku króla Zygmunta Starego położyło kres religijnym rozruchom.  Król nakazał przywrócić katolicki kult, a klasztorowi zwrócić mienie, pod groźbą śmierci lub wydalenia z miasta zakazał też protestanckiej propagandy. Franciszkanie wrócili co prawda do klasztoru, lecz po wyjeździe króla reformacja przybrała na sile. W 1555 roku w klasztorze pozostawało już tylko pięciu zakonników, w tym dwóch Polaków. Wkrótce potem podupadły klasztor został przekazany przez starego i schorowanego gwardiana Jana Rollawa miastu, z przeznaczeniem na szkołę teologiczną.
        Dawny kościół klasztorny wraz ze szkołą, przekształconą później na gimnazjum, przetrwały prawie niezmienione do początku XIX wieku. Jedynie w XVII wieku od strony zachodniej dobudowano przy kościele zachowany do dziś dom o konstrukcji szkieletowej, a od południa zakrystię. Dom miał służyć za mieszkanie dla lektorów języka polskiego zatrudnionych w szkole, którzy jednocześnie mieli obowiązek posługiwania w kaplicy św. Anny. Podczas oblężenia Gdańska z 1807 roku kościół  i dawną klauzurę zamieniono na szpital, zaś największą salę na magazyn siana. W 1812 roku świątynię oddano Francuzom i zamieniono w magazyn odzieży. Budowla odniosła szkody w trakcie walk i bombardowania z 1813 roku, a następnie przemieniona została w szpital garnizonowy. W połowie XIX stulecia dawny klasztor postanowiono przeznaczyć na muzeum, w związku z czym w latach 1867 – 1871 przeprowadzono szeroko zakroją przebudowę zabudowań klasztornych, miedzy innymi dobudowując dodatkowe piętro. Od 1872 roku mieści się w nim  muzeum. Franciszkanie odzyskali kościół dopiero po 1945 roku, musieli jednak przystąpić do usuwania zniszczeń. Trzy bomby zrzucone na prezbiterium kościoła św. Trójcy, zniszczyły dach tej części świątyni. W pożarze spłonął także hełm wieży, a sklepienia budynku zostały poważnie uszkodzone.



         Kościół klasztorny Świętej Trójcy jest dziś największą budowlą franciszkańską w Polsce, a zarazem drugim co do wielkości kościołem gdańskim. Co ważniejsze jest też jednym z nielicznych gdańskich kościołów, który nie uległ, poza prezbiterium, dużym zniszczeniom podczas drugiej wojny światowej. 
 Do lat 50-tych odbudowano korpus nawowy, natomiast prezbiterium, początkowo zamurowane od reszty kościoła odbudowano w latach 90-tych. W 2003 otwarto prezbiterium z oryginalną przegrodą chórową, jedną z niewielu zachowanych w Polsce. Trzy lata później odbudowano wieżę północną, zaś w 2009 wieżyczkę na sygnaturkę na dachu prezbiterium. 


         Dach kościoła zdobi krzyż. Ułożono go w 1495 roku, kiedy to ukończono dach. Pierwotnie krzyż był żółty na zielonym tle, cztery wieki później zmieniono kolory na czarny /tło/ i czerwony. Odbudowując dach po zniszczeniu ostatniej wojny, zapomniano o krzyżu. Dopiero niedawno go przywrócono i to po obu stronach, chociaż pierwotnie był tylko od południa.
    Andrzej Januszajtis, doktor nauk fizycznych, nauczyciel akademicki, encyklopedysta oraz wielki znawca, pasjonat i propagator historii Gdańska przypomniał legendę wyjaśniającą ułożony z dachówek krzyż. 
     Działo się to w okresie upadku klasztornych obyczajów. Pewien zakonnik wdał się potajemnie w romans z dziewczyną, którą spotykał na mieście, a później też w swojej celi. Na koniec u niego zamieszkała, oczywiście bez wiedzy przełożonych i braci. Zdarzyła im się jednak nieostrożność i wszystko się wydało. Dziewczynę złapano, zakonnik uciekł na poddasze kościoła. Widząc zbliżającą się pogoń, wspiął się na więźbę dachową, wyrwał dachówki, przez dziurę w poszyciu wydostał się na zewnątrz i skoczył, ponosząc śmierć.
Od czasu tej tragedii miały również zamilknąć dwa dzwony w wieży zegarowej kościoła. 
         Tyle legenda, ale jak twierdzi Pan Januszajtis ,  może to  dotyczyć czegoś, co wydarzyło się naprawdę. Mogło chodzić o upamiętnienie innego dramatycznego zdarzenia, np. śmiertelnego upadku dekarza, układającego dach. Nic takiego jednak nie odnotowano w klasztornych kronikach? A może odnotowano, tylko zapis do nas nie dotrwał? W każdym razie przytoczona legenda jest nieodłącznym elementem tożsamości tego kościoła.
            Kilka lat temu założono, że w wyniku prowadzonych robót ma być m.in. przywrócenie przejść pomiędzy kościołem, a Muzeum Narodowym. Zamurowane ściany miały  zostać wyburzone, aby jak za dawnych czasów móc przechodzić z kościoła np. na krużganki muzeum. Nie znalazłam informacji, czy to zostało zrealizowanie.
            Tyle na dziś. Mam nadzieję, że niedługo odwiedzę ten kościół, by zobaczyć jego wnętrze. 
          I coś jeszcze. Vis a vis, również przy ulicy Rzeźnickiej stoi stara kamienica, niestety czeka na swoje lepsze czasy. Chyba nic szczególnego. Zwykły budynek mieszkalny, ale miała ciekawy portal.

piątek, 13 marca 2026

Co mnie denerwuje



          Parkingi w miastach mnie denerwują, a raczej konieczność pobierania biletów, jeśli chcesz się zatrzymać. Ja rozumiem, wzdłuż miejskich ulic, aby ograniczyć blokowanie przejazdów lub w miejscach do tego wyznaczonych. Jest parking, jest opłata. Ale teraz nie ma chyba już miejsca gdzie ta głupota i trudność nie istnieje. Parkingi przed sklepami, przychodniami, urzędami i wszelkimi publicznymi miejscami. Przecież jestem ich gościem, bo klient to chyba gość, nie intruz, więc dlaczego. Ja jak zapraszam do siebie gości, to też nie pobieram opłaty, bo autem przyjechali. Jakie to uciążliwe, chodzić po parkingu, szukać parkomatu, wracać do auta, aby włożyć za szybę i dopiero iść w swoim celu. Niepełnosprawny ma zazwyczaj wydzielone miejsce blisko wejścia, ale co to daje, skoro po bilecik musi podejść, wrócić itd. Ktoś sobie wymyślił działalność gospodarczą, polegającą na pobieraniu opłat , bez finansowych nakładów, bo to przecież nie ich parkingi i wymusza działania pod siebie. To właśnie mnie denerwuje. Ja się wręcz wściekam na ten system.

czwartek, 12 marca 2026

" Miasto popiołow" - Marlena Wittstock

         Przed chwilą zakończyłam czytanie trzeciej części z cyklu " Pewnego razu w Wolnym Mieście" zatytułowanego, " Miasto popiołów". Siedzę przed komputerem i nie mogę powstrzymać wzruszenia i łez. Dawno tak nie płakałam przy książce. Przy pierwszych dwóch częściach pisałam, że nie powalają, ale to był wstęp, stopniowo rozwijana historia, która wybuchła w trzeciej części.
         Jest marzec 1945 roku. Na Gdańsk spadają radzieckie bomby, zamieniając go w gruzy, a życie mieszkających w tym mieście ludzi , zwłaszcza kobiet, zamienia się w piekło. Rita opłakuje na oliwskim cmentarzu swoich bliskich, synka, który zmarł na gruźlicę. Janek opuszcza partyzancki oddział i przedziera się do płonącego miasta i w ostatniej chwili ratuje ją przed najgorszym. Żyją pytaniami. Czy Otto przeżył na froncie? Co się stało z Anielą, która pewnego dnia wyszła z domu i słuch o niej zaginął? 
        Z Gdańska wyjeżdżają, a właściwie są wysiedlani  niemieccy mieszkańcy, a ich miejsce zajmują Polacy przybywają ze wschodu, z Kresów. Co przeżywają ci wszyscy ludzie, jaki wpływ wywarła na nich wojna. Jak radzą sobie z wspomnieniami okropieństw wojny. 
       Ta saga jest inspirowana prawdziwą historią rodzinną. Główni bohaterowie są ludźmi uwikłanymi w historię, której nie wybrali. Ich miłość zostaje im odebrana przez niepotrzebne niedomówienia , by powrócić w cieniu narastającego zła jakim jest wojna. Decyzję i wybory bohaterów nie są łatwe,  krzywdzą nie tylko siebie, ale też bliskich i to w imię chronienia ich.
          Teraz po przeczytaniu całości powiem jednoznacznie, polecam.

" Bo choć prawda może być nieuchwytna, 
jej poszukiwanie łączy nas z naszymi przodkami"
---
24 książka, 355/10.360

środa, 11 marca 2026

" Miasto wojny" - Marlena Wittstock

            " Miasto wojny" jest to kontynuacja " Miasta miłości", zatem  kolejne spotkanie z Ritą, Anielą i Jankiem. Jest sierpień 1939 roku. Wybucha wojna. Polacy są represjonowani i szykanowani. Rodzina została podzielona na dwie części. Jedni walczą po stronie Niemców, drudzy po stronie Polaków. Otto, oficer Wehrmachtu, jedzie na front, a Rita proponuje mieszkanie Anieli i Jankowi, który z powodu polskiego pochodzenia traci stanowisko komendanta straży pożarnej oraz mieszkanie służbowe. Wkrótce wraz z innymi Polakami  doświadczają niemieckiej brutalności, a życie wszystkich naznaczone zostaje strachem wobec aresztowań, egzekucji i obozów koncentracyjnych.   Co przyniesie spotkanie po latach rozłąki? 
Jest to opowieść o zwykłych ludziach, których ścieżki życia wytyczyła wojna i Gdańsk w okresie wojny. Książka niewymagająca, warto przeczytać.
---
23 książka, 317/10.005

wtorek, 10 marca 2026

Przedwiośnie w moim ogrodzie

       W kalendarzu jeszcze zima, a w przyrodzie... No właśnie, czy to wiosna? Znamy też takie określenie jak przedwiośnie. Mówi wszystko, bo to przed wiosną, na styku zimy i wiosny. Przedwiośnie to jedna z dwóch uzupełniających pór roku w przyrodzie w strefie klimatu umiarkowanego. Drugą jest przedzimie. Za przedwiośnie przyjmuje się okres roku na styku zimy i wiosny, w którym średnie temperatury powietrza wahają się pomiędzy 0 a 5 °C , z tendencją wzrostową. My mamy już nawet wyższe. Opad atmosferyczny jest umiarkowany, zazwyczaj ciekły, a jeśli stały, zamarznięty, to zanikający. Na razie nie pada, ale jest chyba dosyć wilgoci po roztopach śniegu. Dzień wyraźnie staje się dłuższy.
     Podstawowe pory roku klimatu umiarkowanego, wiosna, lato, jesień, zima, są zarówno porami klimatycznymi, jak i astronomicznymi. Pory uzupełniające swoich astronomicznych odpowiedników nie mają. Są one powiązane jedynie z klimatem, i mają własny, charakterystyczny wpływ na przyrodę. Generalnie przedwiośnie jest okresem dodatnich temperatur powietrza, podczas gdy ziemia dopiero rozmarza. Jest to okres wschodów pierwszych roślin zielonych oraz budzenia się soków w roślinach wieloletnich. Dla roślin rocznych i dwuletnich niebezpieczne są wtedy przymrozki , gdy za dnia jest ciepło, a w nocy przychodzi  temperatura poniżej zera. Jest to również okres niebezpieczny dla roślin o zdrewniałych pniach, gdyż z powodu różnicy temperatur zaczynają przedwcześnie krążyć soki w ich częściach nadziemnych przy ciągle jeszcze zamarzniętej części podziemnej. Zawsze się tego boimy. Niestety w tym roku i zima narobiła trochę szkód.
      To zaranie wiosny jest okresem budzenia się wegetacji ze spoczynku zimowego i początkiem prac polowych w rolnictwie, w ogrodach. Zakwitają pierwsze drzewa, krzewy oraz byliny, te których kwiaty rozwijają się przed rozwojem liści, a więc: leszczyny, wierzba iwa, olsza czarna, osika, wiąz pospolity, dereń właściwy, cis pospolity, z bylin przylaszczka pospolita, podbiał pospolity, zawilec gajowy, kaczeńce, śnieżyczka przebiśnieg, krokusy i inne. W marcu pszczoły w ciepły dzień dokonują pierwszego wiosennego oblotu. Pierwszym wiosennym motylem jest Rusałka wierzbowiec. 
         Przed dwoma tygodniami pisałam, że przyleciały nasze żurawie. Słychać  lecące klucze gęsi. Budzi się też mój ogród. Co prawda leżą jeszcze resztki śniegu.


Przed tygodniem było go jeszcze bardzo dużo, chociaż kwitły już oczary.


         Dzisiaj już kwiatków jest więcej.







            Przyleciała też pierwsza, pracowita pszczółka. Wczoraj widziałam biedronkę.


     
            A ja wróciłam właśnie z ogrodu. Wychodzę codziennie na godzinkę sprzątać i jestem styrana jak wół, ale jutro pójdę znowu. I to co niepokoi, to cały ogród , trawa, rabaty są podziurawione. Dziury wielkości pięści. Ciekawe co pożarły i co jeszcze poniszczą, bo myślę, że to nornice


          I wspomnienie. Wszyscy się chyba uczyliśmy tego wiersza Władysława Broniewskiego.

Pierwiosnek

Jeszcze w polu tyle śniegu,
jeszcze strumyk lodem ścięty,
a pierwiosnek już na brzegu
wyrósł śliczny, uśmiechnięty.

Witaj, witaj, kwiatku biały,
główkę jasną zwróć do słonka,
już bociany przyleciały,
w niebie słychać śpiew skowronka.

Stare wierzby nachyliły
miękkie bazie ponad kwiatkiem:
„Gdzie jest wiosna? Powiedz, miły,
czyś nie widział jej przypadkiem?”

Lecz on widać milczeć wolał.
O czym myślał – któż to zgadnie?
Spojrzał w niebo, spojrzał w pola,
szepnął cicho: " Jak tu ładnie" .

sobota, 7 marca 2026

" Miasto miłości" - Marlena Wittstock


           Jak zapowiada tytuł, to romans. Rzecz dzieje się w Gdańsku, chociaż mogłoby wszędzie, bo z Gdańskiem wspólne są tylko wymienione z nazwy miejsca. Troje bohaterów połączonych uczuciem i ich przegrane życie. Czy warto rezygnować z miłości, by nie skrzywdzić innych? Czy warto zrezygnować z odwzajemnionej miłości dla kogoś? I dlaczego tak się stało.
         To zwyczajna opowieść o losach zwykłych ludzi,  opowiadająca ich losy w latach przed II wojną światową. 
          Romans, a ja nie przepadam za nimi, ale czytało się dobrze i nawet losy bohaterów mnie zainteresowały. Według mnie, książka nie powala, ale można przeczytać.
---
22 książka, 343/9.688

piątek, 6 marca 2026

Tęsknota



         Byłam dzisiaj w moim mieszkaniu. Ono wciąż na mnie czeka. Tutaj mieszkam, a tam jest mój dom. Pojechałam, żeby zobaczyć, czy nie ma czegoś w skrzynce pocztowej i chyba zatęskniłam. Skrzynka pękała w szwach, ale od reklam i ulotek. Były też rozliczenia ze Spółdzielni, PIT z ZUS-u. No i tęsknię, za tamtym spokojem, porządkiem, możliwością stawiania dekoracji, bez poczucia przykrych skojarzeń. Nie wiem czy zrobiłam dobrze, że przed dwoma już laty, wróciłam, bo ja wróciłam tylko ciałem. Bo nie wiedziałam jeszcze tak do końca czego chcę, a byłam popędzana i zostałam bez wyboru. Byłoby już wszystko "posprzątane" i byłabym wolna, a teraz znowu nie potrafię podjąć decyzji, bo ..., bo ciągle mam jakieś zasady, bo tak wypada. Uświadomiłam sobie, że te książki, jedna za drugą, teraz ogród, to moja ucieczka od prawdziwego życia. Na pocieszenie kupiłam sobie kwiatki do wazonu i idę sprzątać do ogrodu.