poniedziałek, 18 października 2021

Agnieszka Krawczyk - " Zawsze w porę" Ulica Wierzbowa

 

            Czytałam latem książkę Agnieszki Krawczyk " Splatane ścieżki" i chociaż nie przepadam za tego rodzaju literaturą, uznałam ją w sam raz jako wakacyjny przerywnik i warto ją zabrać ze sobą na wczasy. Ostatnio spotkałam się z kolejną książką Agnieszki Krawczyk pt. "Zawsze w porę i Ulica Wierzbowa". Zachęcający opis na okładce , cytuję " Wciągająca opowieść o ludziach, którzy walczą o swoje szczęście i wierzą, że życie pisze dla nich dobry scenariusz. I choć teraz pada deszcz, wkrótce musi zaświecić słońce.", skusił mnie, abym ją przeczytała. Niestety bardzo się rozczarowałam. Historie bohaterów nawet bardzo prozaiczne, mogą być ciekawe, ale powinny być ciekawie opisane . Tutaj wielu bohaterów, w końcu mieszkańcy całej ulicy, nudzą. Książka dla zabicia czasu, nic ciekawego nie wnosi, zatem nie poleciłabym. No może jeden cytat.

" W życiu są przypływy i odpływy, jak na morzu. Zdarzają sie też sztormy, każda burza ma jednak swój kres, a po niej wschodzi słońce"


niedziela, 17 października 2021

Karma powraca 2

 

            Ich związek chyba nie był udany. Pierwsza dziewczyna, pierwszy chłopak, ślub, dziecko. 
On niezbyt wykształcony, bez matury, ale pewny siebie, głośno wyrażajacy brak szacunku dla innch, zwłaszcza urzędników, nauczycieli, księży. Dzięki prywatnej firmie ojca, dyrektor. Ona z ambicjami, studia, fakultety, kursy, stanowisko. Nawet kosztem dziecka. Widać było gołym okiem, że coś jest nie tak. Gdy syn miał pietnascie lat, on znalazł sobie inną. Najpierw po cichu, były kłamstwa, że nikogo nie ma. Ona podejrzewała, potem była już prawie pewna, ale starała się jeszcze, aby go zatrzymać. Nic to nie dało, odszedł i ułożył sobie życie z inną. Z byłą żoną utrzymywał poprawne stosunki. Rozwód na pierwszej rozprawie, bo wcześniej się dogadali odnośnie wszystkiego. Ona uznała, że na siłę nic nie zrobi, chociaż płakała i cierpiała, zgodziła się na rozwód. On zaczął wić gniazdko z drugą i jej dziećmi. Widać było, że się bardzo zmienił. Był radosny, spokojny, nawet przestał krytykować i źle mówić o wszystkich, których wcześniej obrażał. Ona też zaczęła żyć na nowo. Chyba jest na dobrej, nowej drodze z kimś nowym. A on? Jego nowa pani zabrała dzieci i wróciła do siebie, bo ponoć poszło coś o dzieci. Przyjedżdża od czasu do czasu, ale chyba bardziej w interesach. Czasem wyjeżdżają gdzieś razem. On został sam w nowo uwitym gniazdku. Karma powraca.

sobota, 16 października 2021

Koniec zaprawiania

           Dostawiłam w spiżarni kolejne i chyba ostatnie słoiki.  Ostatnie robiłam przetwory z pigwy. Wiem, że mam już wszystkiego nadmiar, ale nie mogę patrzeć jak coś, co urosło, się marnuje. Próbowałam rozdać owoce, ale co tam, brak chętnych. Czy rzeczywiście teraz przetwory robią tyko wyjątki? Moje pokolenie wybiórczo, bo ponoć nie ma dla kogo, kiedyś jak były w domu dzieci, to jeszcze tak, ale teraz, po co. Młodzi, chyba poza moją córką, też nie robią, a co można z tego zrobić, pytają, jakby nie mieli internetu, albo nie potrafili sobie poszukać. Lenistwo, bo jak są pieniadze, to przecież wszystko się kupi. A ja nie potrafię wyrzucić. Jak to mówiła moja babcia, to przecież dar Boży. I tak szukałam po internecie co można zrobić z pigwy oprócz nalewki , lepsza jest z pigwowca. W końcu zrobiłam pigwę marynowaną, kompot i dżem o posmaku goździków. Spróbowałam też zrobić racuszki , dodając potartą pigwę. Były całkiem niezłe, kwaskowate, posypane cukrem do podwieczorkowej kawy. Pomyślałam więc, że może i do kruchego ciasta się nada. Przecież teraz robi się różności. Ja dotychczas  z pigwą jeszcze nie wymyślałam. To pierwszy taki rok. Umyłam więc ją, obrałam, oczyściłam z gniazd nasiennych, najgorsza w tym robota, pokroiłam w cienkie paseczki , wymieszałam z cukrem, nałożyłam do słoików i pasteryzowałam. Spróbuję jakie z tego będzie ciasto, a nuż kogoś zachwyci😊.


piątek, 15 października 2021

Jesiennie

                 Jesienne dekoracje zrobione jeszcze przed pożegnaniem z Amisiem i przed ponurą pogodą. Dzisiaj już nic nie  zostało  z czerwonych liści winobluszczy. Tylko smutek.







czwartek, 14 października 2021

Elżbieta Sidorowicz - Okruchy gorzkiej czekolady Rachunek nieprawdopodobieństwa cz1 i 2


            Kolejną autorką i  książką do której dotarłam, szukając pisarki o moim imieniu, jest Elżbieta Sidorowicz i "Okruchy gorzkiej czekolady Rachunek nieprawdopodobieństwa". 
Książka ma formę  pamiętnika pisanego przez mężczyznę.  Lekki przystępny język, którym autorka wprowadza nas w skomplikowany świat młodego mężczyzny, jednocześnie jest niezwykle barwny i plastyczny, co sprawia, że czyta sie z wielką przyjemnością. Znajdujemy się w świecie  komputerów, algorytmów szyfrujących, backdoorów, szulerskich rozdań pokerowych, a wśród nich miejsce na przyzwoitość, człowieczeństwo, honor, nieprzekupność. Co dzieje się pomiedzy mężczyzną i dziewczyną, nauczycielem i uczennicą, opiekunem i podopieczną. Czy miłość ma szansę na spełnienie. Jak się zakończy? W ten obyczajowy wątek wpleciony jest też drugi, sensacyjny. Niebanalna, poruszająca opowieść, której dałam się porwać. Dwie części, łacznie 690 stron  i dążenie do odpowiedzi jak zakończy się ta historia.Polecam.

" Nie mów Bogu, że masz wielki problem.
Powiedz swojemu problemowi, że masz wielkiego Boga"
**
" Plan to coś, co potem wyglada absolutnie inaczej" 
chyba Tuwim cytowany w tej książce

PS.
Jak czytam , to nie myślę tyle o tym co się stało.


niedziela, 10 października 2021

Nasz złoty kot


           Czy jestem nienormalna? Nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Wszędzie go widzę. Jak siedzi za oknem i się melduje, że przyszedł, jak stoi przed drzwiami i prosi o wpuszczenie do środka, jak siadam przy komputerze i już pędzi, aby położyć się obok na biurku, jak przychodzi do mnie i przeszkadza w robótkach, bo pora, aby iść spać, jak siadamy do posiłku, a on łasi się by dostać kąsek z naszego jedzenia. Biorąc go, przecież powinnam mieć taką świadomość, że takie coś może nastąpić. Czy miałam? Czy o tym nie myślałam. Przecież straciłam jednego przed trzynastu laty, po wspólnych siedemnastu. Ten był z nami niecałe dwa lata. Nasz złoty kot. Dlaczego jeszcze się dobijam. Przegladam zdjęcia, słucham łzawej muzyki i cierpię. Może powinnam się upić. Dorosła kobieta, a nie potrafi sobie poradzić ze śmiercią kota, nie, tylko, ale, aż kota, przecież członka rodziny. Dlaczego go wypuszczałam na wolność? Bo on tego chciał, bo był w ten sposób szczęśliwy, bo  nuda  byłyby dla niego  groźniejsza  niż choroba. Mówią, jak kogoś kochasz, to pozwolisz mu nawet odejść. A teraz tak nardzo boli.

Franciszek J. Klimek

KOT, KTÓRY MRUCZY

Wskoczył mi na kolana

zgrabnym kocim susem

i wiadomo: już teraz

długo się nie ruszę. 

Ładnie mruczysz – szepnąłem

z pieszczotliwym gestem.

– Wiem o tym – odpowiedział

– Mruczę, a więc jestem.


piątek, 8 października 2021

Koci los, kocie życie

       Już nigdy....  I czyja to wina? Kierowcy, że jechał za szybko i nie wyhamował, kota, że się zagapił. a może się spieszył, czy moja, że pozwoliłam mu żyć na wolności. Ale przecież w ten sposób był szczęśliwy. Czasem wymykał się na noc, jak mu się udało. Wczoraj nie był na kolacji. Na śniadanie też nie przyszedł. A może się spieszył, na wołanie. Przyniosłam go. Po raz ostatni. Był kotem, ale też członkiem rodziny. Nasz złoty kot.😿 nasz Amiś.