piątek, 2 grudnia 2022

Trochę wspomnień

          Dyniowy czas już minął, chociaż dyńki jeszcze się zachowały, odłożone do wykorzystania w późniejszym kresie, chociażby dla nasion, albo do malowania. Zastępują je już inne dekoracje. 




        Robiąc ten wpis miałam jednak na myśli trochę letnich wspomnień. Utrwaliłam je metodą decoupagową na desce, tzn. kawałku panela podłogowego / recykliong :-) /  i na podstawce pod świecę, tudzież pod dynię, orzeszki.







czwartek, 1 grudnia 2022

Magiczny grudzień

             Już dzisiaj rozpoczynamy ostatni miesiąc roku. Dla mnie grudzień to już zima, chociaż bez śniegu, ale zima. W końcu ostatnio śniegu jak na lekarstwo i nawet luty jest bez śniegu. Rozpoczął się adwent, a wraz z nim przygotowania duchowe do Narodzenia. Jest to też czas  przygotowań tych w powszechnym, codziennym znaczeniu do świąt. Sprzątanie, zakupy, potem gotowanie, pieczenie itd. itd. W tym roku w sklepach można łapać się za głowę, bo samo łapanie za portfel to mało. Drożyzna jakiej nie pamiętam, no może z czasów galopującej inflacji lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy zarabialiśmy nic nie znaczące miliony. Grudzień to długie wieczory, kiedyś przy piecu, teraz przy kominku. Za oknem ciemno, a w mieszkaniu płomyki i ciepło. Pomału pojawiają się kolejne dekoracje zimowo świąteczne. Kiedyś robiłam to dopiero przed wigilią, teraz tylko z choinką czekam prawie do ostatniego dnia. Grudzień to czas adwentowych świeczników, świec, czerwonych jabłek, orzechów, świerkowych gałązek, golterii, ostrokrzewów. 





        Bardzo lubię też białe ciemierniki. Lubię ten czas. Wieczory z książką, z robótką. Lubię zajrzeć na świąteczny jarmark, na grzane wino lub czekoladę. Pięknie wyglądają ozdobione ulice, świecące lampki rozwieszane nad ulicami. Bajkowości dodają wirujące w powietrzu białe płatki śniegu, jak  oczywiście . Nie groźny wtedy nawet mróz. Grudzień to też czas wspomnień, oczekiwania na najpiękniejsze święta w roku, a dla dzieci to czas oczekiwania z ciekawością co znajdą pod choinką, a może nawet na osobiste spotkanie ze starszym grubaśnym panem z białą brodą w czerwonym odzieniu. Grudzień jest pełen magii, więc niech się dzieje.

wtorek, 29 listopada 2022

Oddział Dzienny

"Szlachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz."

           Ileż mądrości w tej fraszce, nikt się nie dowie dopóty nie musi się leczyć. Oddział Dzienny Szpitala to coś, z czym spotkałam się po raz pierwszy. Nie wiem, kiedy wymyślono taki wytwór, ale jest. Weszłam na stronę, tego gdzie skierowano moją mamę. Przeczytałam, że dobrze zabrać tam swoje jedzenie, picie i coś dla zabicia czasu, a czas płynie tam wolno. Byliśmy tam już kolejny raz. A co to takiego? Powiedziałabym przychodnia , ale trochę inna. Rano rejestracja z masą podpisów, jak podczas przyjęcia do szpitala, potem pod drzwi lekarza w swoją kolejkę. A drzwi, tzn. lekarzy jest kilka, więc ludzi razy tyle co drzwi. Wzdłuż długiego korytarza rząd krzeseł złączonych jedną podstawą. Na co drugim znaczek " zakaz siadania" . W dobie ciągle istniejącego covidu, wiadomo, trzeba zachować dystans, ale jak go zachować skoro miejsc  siedzących brak, nawet jeśli nie przestrzega się zakazu. A gdyby tak jeszcze zgodnie z zleceniami dotyczącymi obostrzeń w placówkach służby zdrowia pamiętać o 1,5 czy 2 metrowej odległości pomiędzy osobami, to ogonek zakończyłby się daleko poza placówką. W końcu na oddział przychodzą osoby poważnie chore, na wózkach, z okryciem głowy zamiast włosów, słabe więc z opiekunami. Mamy tam być na ósmą rano. Staramy się być nawet przed, aby uniknąć porannych korków na ulicach. Pobrany numerek to pozycja w kolejce do rejestracji. Nie jest aż tak źle. Kto się zjawia przed ósmą nie czeka aż tak długo. Dotychczas nie przekroczyło to 20- 30 minut. Gehenna dopiero się zaczyna na dalszym etapie. Lekarz przyjmuje niby od ósmej, ale do gabinetu przychodzi około pół godziny później. W przychodni zazwyczaj po około pięciu minutach przyjmuje pierwszego pacjenta, musi odpalić wcześniej komputer. Oddział Dzienny to przecież nie jest zwykła przychodnia, więc pozostaje samotnie w gabinecie kolejne pół godziny. Jaka to radość jak wejdzie pierwszy pacjent, bo machina nareszcie ruszyła. Czas poświęcony pacjentowi nie jest do kwestionowania. Wiadomo im dogłębniejsza analiza stanu jego zdrowia, tym diagnoza i leczenie lepsze. Powiem tylko, że znacznie dłużej, niż w zwykłej przychodni. Od wyruszenia z domu minęło kilka godzin, więc się zastanawiamy, wyciągać kanapki czy czekać, a może zanim zjem, wezwie mnie lekarz. Jesteśmy jak uwięzieni w pomieszczeniu bez okien, brzęczą wentylatory i klimatyzacja, ludzie chodzą tam i z powrotem, szukają  gabinetów. Pierwsza wizyta u lekarza jest najdłuższa, nawet ponad godzinę, kolejne to sprawdzanie wyników zrobionych poprzedniego dnia badań, badanie osłuchowe, wywiad i decyzje. Jeszcze wypis jak ze szpitalnego oddziału i przechodzimy dalej, do gabinetu głównej pielęgniarki, oddziałowej. Na podstawie zapisów lekarza, ona robi zlecenie co dalej. Jeszcze podpis kolejny, że pacjent się zgadza na zalecenia i przechodzimy na salę zabiegów. W tym wypadku chemioterapii. Pacjenta kładą na kozetce, jeśli jest wolna, bo inaczej trzeba znowu czekać, aż się zwolni i zaczynają proces podawania leku, osoby towarzyszące czekają na poczekalni. Zabieg trwa kilka godzin, ale na poczekalni się trochę przerzedza. Około 14 - 15 tej możemy wracać do domu. Za tydzień powtórka. Oddział Dzienny Szpitala może to i dobrodziejstwo. W końcu ilu pacjentom pomagają każdego dnia. Na łóżko trzeba niestety czekać.

poniedziałek, 28 listopada 2022

"Ostatnie dni w Berlinie" - Paloma Sánchez-Garnica



              Autorki Palomy  Sánchez-Garnica nie znałam. Książkę dostałam w imieninowym prezencie. Jest to powieść historyczna, solidnie osadzona w konkretnym historycznie czasie, pozwalająca przenieść się nie tylko do miejsc i danego okresu, ale też do ówczesnej mentalności i obyczajów. Zanurzyć się w historii społeczeństwa tamtej epoki, poznać i  zrozumieć codzienność tamtych dni. Powieść wielowątkowa, której akcja  umiejscowiona jest w okrutnych czasach i miejscach. Czas akcji to lata 1906-1945, miejsca to Piotrogród, Kołyma, Katyń, Berlin, Warszawa i Szwajcaria. Stalinizm i faszyzm, na tle którego  rozwija się wątek miłosny. Różnorodność postaci i charakterów, będące w ludziach dobro i pozytywne zachowania, ale też  najgorsze cechy charakteru, okrutny, brutalny świat pozbawiony człowieczeństwa, w którym przyszło żyć ludziom na początku XX wieku. Trzyma w napięciu. Skłania do myślenia o tym, ile człowiek jest w stanie zrobić i znieść, by przetrwać.  Ze względu na poruszaną tematykę nie jest łatwa, jest dość opasła, ale czytałam ją jednym tchem. Bardzo zachęcam do przeczytania.

" Niedawny niewolnik staje się najbardziej nieobliczalnym despotą,
gdy dostaje szansę, by stać się panem bliźniego."
Maksym Gorki
*
" Zemsta, to danie serwowane na zimno"

---

25 książka, 576/9309


niedziela, 27 listopada 2022

I znów minął rok


                 W tym roku wcześnie, bo już dzisiaj, 27 mego, rozpoczyna się nowy rok liturgiczny, a rozpoczyna się adwentem, oczekiwaniem. Będą wieńce, lampiony, roraty i przygotowania do świąt Bożego Narodzenia, a przecież wydaje się, że niedawno, były, te sprzed roku. Czas biegnie nieubłaganie, znowu minął rok. 

czwartek, 24 listopada 2022

Cytat z Księgi Mądrości



         " Któż z ludzi rozezna zamysł Boży albo któż pojmie wolę Pana? Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski namiot obciąża rozum pełen myśli.

              Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką – a któż wyśledzi to, co jest na niebie? Któż poznał Twój zamysł, gdy nie dałeś Mądrości, nie zesłałeś z wysoka Świętego Ducha swego?"

Sama prawda, samo życie.

środa, 23 listopada 2022

Jerzy Połomski " Kodeks"

"Kodeks"

         Słowa Adama Kreczmara z muzyką Włodzimierza Korcza. No cóż, piękne. Chyba wszystkie piosenki Jerzego Połomskiego miały nie byle jakie teksty i piękne melodie. Dzisiaj to już tylko wspomnienie.

Jeśli jest góra,
To trzeba na nią wejść.
Jeżeli woda-przepłynąć
Jeśli cierpienie,
To je milcząco znieść.
Jeżeli człowiek
Nie minąć.
Jeśli są karty,
To trzeba nimi grać.
Jeżeli targ jest,
To ku pic.
Jeśli są brudy,
To je do skutku prać.
Jeżeli ludzie
Polubić.
Jeśli są konie,
Ujeździć trzeba je.
Jeżeli długi-zapłacić
Jeśli są skarby,
To się dowiedzieć gdzie.
Jeżeli przyjaźń
Nie stracić.
Jeżeli trąbka
W szeregu trzeba być.
Jeśli są goście
Powitać.
Jeśli jest wino
Do dna ze smakiem pić.
Jeżeli miłość
Nie pytać.

              Żył, lubiłam jego głos, jego piosenki, ale nie interesowałam się, co o nim piszą. Teraz, pewnie po raz ostatni sięgnęłam do zasobów internetu. Był rok młodszy od  mojej mamy. 
          Przyszedł na świat w 1933 roku w rodzinie urzędników. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Radomiu, gdzie przeżył czas agresji Niemiec i ZSRR na Polskę w 1939 roku. Po ukończeniu technikum budowlanego  wyjechał na studia do Warszawy i zdał egzamin wstępny na  architekturę, jednak głupi przepis dotyczący punktów za pochodzenie, spowodował, że nie został na studia przyjęty. Później zdał egzaminy i został przyjęty do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Studia ukończył w 1957 z dyplomem aktora dramatu i estrady. Grał role dramatyczne w Weselu Stanisława Wyspiańskiego, w Mazepie Juliusza Słowackiego, tytułową rolę w sztuce Maksyma Gorkiego Jegor Bułyczow i inne. Jako aktor zadebiutował w 1957 roku w warszawskim Teatrze Buffo, gdzie zagrał m.in. w składankach satyrycznych Grzechy stare i nowe, Żarty na stół, Nasze jajko i Czym chata bogata. Następnie występował w stołecznym Teatrze Syrena. W 1958 roku zajął drugie miejsce w plebiscycie Polskiego Radia na najpopularniejszego polskiego piosenkarza. Podobno słuchacze oddali na niego najwięcej głosów, ale dyrektor Władysław Szpilman zdecydował, że nie wypada, by taki młokos wyprzedził sławnego Mieczysława Fogga, i to jemu przypadło zwycięstwo. Pierwszy utwór dla radia,

 Piosenka dla nieznajomej

 nagrał jeszcze jako student. Już wtedy zyskał popularność, która rosła z każdym rokiem. W 1961 roku zdobył drugą nagrodę na Pierwszym Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie. za utwór pt. Woziwoda. Potem nagród było coraz więcej. W 1969 roku został laureatem festiwalu Złoty Orfeusz w Bułgarii, gdzie zdobył nagrodę jury oraz radia i telewizji, a rok później  trzecie miejsce na festiwalu Coupe d’Europe Musicale w Szwajcarii. Koncertował  w Wielkiej Brytanii, Danii, Czechosłowacji, ZSRR, Jugosławii, Rumunii, na Węgrzech, na Kubie oraz wielokrotnie w ośrodkach polonijnych USA, Kanady i Australii. Trzykrotnie uhonorowany przez mieszkańców Chicago tytułem najpopularniejszego piosenkarza polonii amerykańskiej.
         Chętnie sięgał  po przedwojenne utwory, takie jak To ostatnia niedziela, Kiedy znów zakwitną białe bzy, Każdemu wolno kochać, Młodym być, Szkoda twoich łez. Teksty piosenek pisali dla niego Wojciech Młynarski, Ireneusz Iredyński, Adam Kreczmar, Agnieszka Osiecka, Jacek Korczakowski, Zbigniew Stawecki. Miał też w repertuarze utwór "Upamiętnienie 
 ze słowami wiersza Wisławy Szymborskiej . Z powodzeniem śpiewał zagraniczne przeboje: Formidable, Kilimandjaro, My dear Clementine, House of the Rising Sun, Róża była czerwona, Ach, co za noc. W grudniu 1981 roku w ramach trasy koncertowej wyjechał do Stanów Zjednoczonych, lecz gdy tylko w Polsce  zniesiono stan wojenny oddał zieloną kartę i zdecydował się na powrót do kraju.  W 1990 roku, podczas 27-mego Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. otrzymał wyróżnienie za utwór "Moja młodość" ze słowami Agnieszki Osieckiej i muzyką Seweryna Krajewskiego. Za album pod tym samym tytułem, w 1998 roku otrzymał Złotą płytę. Wcześniej podobny sukces odniósł  longplay "Daj", którego tytułowa piosenka ze słowami Adama Kreczmara i muzyką Jerzego Andrzeja Marka została okrzyknięta przez prasę pierwszym polskim zaśpiewanym erotykiem.  W 2019 roku z powodu problemów ze słuchem zakończył karierę artystyczną. W recenzjach podkreślano umiejętności estradowe piosenkarza, śpiewał barytonem,  nienaganna dykcja, elegancja w stroju i zachowaniu, wysoka kultura interpretacyjna i wykorzystywanie podczas śpiewania całej gamy środków aktorskich. Nazywano go polskim Frankiem Sinatrą i Charles’em Aznavourem, ale sam artysta z dystansem odnosił się do tych porównań.  Zmarł 14 listopada 2022 w Warszawie. Przyczyną śmierci artysty była ciężka 
infekcja, która wdarła się w jego organizm, wcześniej przeszedł operację kolana.
        Wszystkie jego piosenki byłe miłe do słuchania. Ja najbardziej ceniłam powyższy "Kodeks" oraz "Nie Przyznam Się" i " Iść za marzeniem
". Piękne teksty, nie tylko dla rozrywki.