sobota, 30 maja 2026

Kolorowy świat- malowany świat


           Jak co roku Starostwo Powiatowe w Pruszczu Gdańskim ogłasza konkurs plastyczny dla dzieci. W tym roku tematem był " Kolorowy świat - malowany świat". Wpłynęło aż 548 prac w czterech kategoriach:
         – 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗱𝘀𝘇𝗸𝗼𝗹𝗮 𝗶 𝗸𝗹𝗮𝘀𝘆 𝟬
         – 𝗸𝗹𝗮𝘀𝘆 𝟭–𝟯
         – 𝗸𝗹𝗮𝘀𝘆 𝟰–𝟲
         – 𝗸𝗹𝗮𝘀𝘆 𝟳–𝟴
    Dzisiaj, podczas wernisażu  w parku w Wojanowie odbyło się uroczyste wręczenie nagród. Szkoda, że nagród było tyle ile mogło być, bo prace piękne. Wystawione zostało ich więcej, niż tylko nagrodzone, ale wszystkie warte nagrody. Tak jak powiedziała podczas otwarcia pani prowadząca, " chciałoby się takie obrazy powiesić u siebie w mieszkaniu".              Serdecznie gratuluję wszystkim nagrodzonym i wyróżnionym. Moje wnusie też brały udział. Jedna już po raz drugi, a młodsza po raz pierwszy. Starszej nawet przypadła nagroda i dyplom II miejsca w jej kategorii.
      Wygrane oraz wybrane prace  można zobaczyć na plenerowej wystawie pokonkursowej.
Ja odbyłam spacer po parku i w pięknych okolicznościach przyrody obejrzałam prace już dzisiaj.






















piątek, 15 maja 2026

Dzień Niezapominajki

 

                Andrzej Zalewski,  dziennikarz radiowej Jedynki, prowadzący audycję "Ekoradio", zainicjował w 2002 roku 0bchodzenie Święta Polskiej Niezapominajki. Przyjęło się i zostało. 
Obchodzone jest corocznie 15 maja. To ekologiczne i społeczne święto promuje walory rodzimej przyrody, życzliwość oraz pamięć o bliskich i lokalnych tradycjach. Niebieski kolor kwiatka symbolizuje tajemnicę i ofiarność, a samo święto zachęca do sadzenia kwiatów i dbania o zieleń . Jest to symbol pamięci, ale zapomnieliśmy o tym co daje nam niezapominajka, bo to coś więcej niż  ładna ozdoba w wazonie i ogrodzie.
       Niezapominajka  należy do rodziny szorstkolistnych i obejmuje 152 gatunki i kilkaset mieszańców. Już w XVI wieku występowała w  lekospisach i dziełach zielarskich.  W lecznictwie przede wszystkim były stosowane dwa gatunki, niezapominajka polna oraz niezapominajka błotna. 
         Polna to chyba ta, występująca też pod nazwą pagórkowa, preferująca tereny piaszczyste, dlatego spotkać ją można na wydmach oraz obrzeżach pól.
         Niezapominajka błotna  preferuje stanowiska wilgotne, najlepiej bagna oraz podmokłe łąki. Niezapominajka błotna wytwarza kwiaty o dwukrotnie większej średnicy (nawet   około 1 cm) niż niezapominajka polna.
          Są też:
         Niezapominajka wczesna ,  objęta ochroną jako gatunek zagrożony wyginięciem.
        Niezapominajka alpejska , często spotkać ją można w przydomowych ogrodach, a dziko występujące jedynie w Karkonoszach.
       Niezapominajka leśna spotykana powszechnie na terenie całej Polski. Preferuje żyzne i wilgotne gleby lasów liściastych i zarośli. Bardzo popularna w ogrodach. Często dziczeje, co w dużej mierze przyczynia się do jej rozpowszechnienia. 
        Ja zauważyłam, że z mojej ładnej, często wyrasta w następnym roku jakaś inna, właśnie taka dzika, ale kiedy ją raz , kilka lat temu wprowadziłam do ogrodu, to ciągle się wysiewa i to w różnych miejscach. 
     W dawnej medycynie stosowano ziele kwitnące, korzeń, jak i same kwiatostany. Stosowano ją   jako środek wymiotny i przy histerii oraz  jako roślinę pomocną w leczeniu gruźlicy płuc i przewodu pokarmowego oraz chronicznych nieżytów oskrzeli.
            Kwitnie od kwietnia do października i jest chętnie oblatywana przez pszczoły.
Już na początku XVI wieku niektórzy lekarze zachęcali do jedzenia pączków, liści i kwiatów niezapominajek w sałatkach albo w owsiankach. Wyciągi z korzeni polecano do leczenia obolałych oczu. Angielski botanik Thomas Johnson polecał niezapominajkę na ukąszenia węży i skorpionów. Uznawano też, że niezapominajka polna jest pomocna w leczeniu gruźlicy płuc z obfitymi nocnymi potami i wychudzeniem, przewlekłego nieżytu oskrzeli, krwioplucia, kaszlu oraz gruźlicy jelit. W medycynie ludowej papką z ziela hamowano krwawienia z nosa.
        Ziele jest bogate w wapń i potas. Do aktywnych składników należą fenolokwasy i alkaloidy.  W niezapominajkach znajduje się także kwas rozmarynowy oraz cyklitol – bornezytol. Nowe badania z 2020 roku wykazały, że bornezytol jest silnym inhibitorem enzymu konwertującego angiotensynę, dzięki czemu działa hipotensyjnie. Niezapominajki zawierają kwas krzemowy, alantoinę, antocyjany, saponiny, śluzy, a w nasionach olej tłusty bogaty linolowy, linolenowy i palmitynowy.
      Zebrane kwiaty i kwitnące ziele należy suszyć w naturalnej temperaturze. Promienie słoneczne rozkładają antocyjany podczas suszenia kwiatów.
      Działanie niezapominajek: antyseptyczne, przeciwkrwotoczne, przyspieszające gojenie ran, przeciwzapalne, sekretolityczne, rozszerzające oskrzela, obniżające ciśnienie tętnicze. W  wodnych wyciągach  wpływają rozwalniająco, a nawet wymiotnie. Wodne i wodno-alkoholowe wyciągi z samych kwiatów, jak i ziela pobudzają odruch migawkowy, rozluźniają gęstą wydzielinę śluzową, hamują rozwój bakterii i grzybów. Z uwagi na skład chemiczny niezapominajki należą do grupy ziół  „czyszczących krew”. 
      Zewnętrznie napar z kwiatostanów i ziela niezapominajki wpływa uelastyczniająco na skórę, hamuje powstawanie zmian trądzikowych i wyprysków, wzmaga odnowę naskórka, zmniejsza ilość zaskórników. Odwar z ziela i kłączy z korzeniami zawiera dużo saponin i kwasu krzemowego, co można wykorzystać w celach kosmetycznych. Płukanie włosów w odwarze z niezapominajki ma podobne działanie jak w przypadku skrzypu, czy poziewnika.
       Wskazania: nieżyty układu oddechowego /kaszel, chrypka, infekcje, stany zapalne oskrzeli i krtani/, nadciśnienie; stany zapalne i złogi w układzie moczowym /jako surowiec oczyszczający drogi moczowe, zapobiegający powstawaniu biofilmu w moczowodach w trakcie zakażenia/, nadciśnienie.
        Napar z niezapominajki: 1 g ziela kwitnącego lub kwiatów zalać 120 ml wrzącej wody. Parzyć pod przykryciem 20 minut, przecedzić. W ciągu dnia wypijać 2-4 filiżanki naparu. Przy schorzeniach układu oddechowego, przeziębieniu, grypie dodać do naparu miód, melasę lub syrop z malin. Napar można używać do płukania gardła, okładów i przemywania skóry, a także płukania włosów osłabionych, z brakiem połysku i z rozdwojonymi końcówkami.
      Odwar z niezapominajki: 3 g kłączy z korzeniami lub ziela kwitnącego zalać 220 ml zimnej wody, powoli podgrzewać do zagotowania, gotować około 10 minut, maksymalnie do 20 minut, odstawić na pół godziny pod przykryciem. Pić kilka razy dziennie po 100 ml. Stosować do okładów na oczy w stanach zapalnych, do irygacji jamy nosowej, przemywania skóry, płukania włosów.
        Nalewkę z ziela lub kłączy niezapominajki. W medycynie biologicznej używa się nalewkę ze świeżego ziela, 1:10 na alkoholu 60%. Nalewkę należy zażywać po 15-20 kropli w łyżce wody 3 razy dziennie. 
         Próbowaliście kiedyś zjeść ten kwiatek? Zamiast o niej zapominać, zróbmy z niej herbatkę. 

wtorek, 12 maja 2026

" Cały ten błękit " - Melissa Da Costa

            Dawno nie wzruszyłam się tak bardzo przy żadnej książce. Dowiedziałam się o niej z polecanek na Facebooku, więc kiedy natrafiłam na nią w księgarni, nie mogłam się oprzeć. Wiedziałam, że jest ciekawa, ale to mało powiedziane. O czym jest ta książka? O życiu, które obok tragedii może nam zesłać także piękne chwile. Dwudziestosześcioletni Emile dowiaduje się, że ma przedwczesnego alzheimera. Pozostają mu maksymalnie dwa lata życia. Nie chce, aby najbliżsi patrzyli jak umiera, nie chce litości, nie chce leczenia, które i tak nic nie da. Postanawia wyruszyć na ostatnią wyprawę życia. Poprzez ogłoszenie szuka towarzysza podróży. Zgłasza się tylko jedna osoba. Dziwna dziewczyna w czerni. Co skrywa? Dlaczego pragnie uciec od swojego życia? Wyruszają kamperem w Pireneje. Émile pragnie przeżyć ostatnie chwile na własnych zasadach, a Joanne stara się uwolnić od ciężaru przeszłości. Obydwoje w tej podróży życia wracają do swoich przeszłości i poznają siebie nawzajem. Podczas wspólnej drogi Émile i Joanne odnajdują  spokój, zapomnienie i odwagę, by nie odkładać niczego na później. Odnajdują też miłość o której nie mówią, ale ją czują i okazują w małych gestach , w serdeczności.  
     Ich wyprawa wśród  malowniczych krajobrazów południowej Francji opisywana  przez autorkę Mélissę Da Costa w  niezwykle plastyczny sposób, sprawiła, że sama zapragnęłam być w tym miejscach. Malownicze pejzaże,  ciepło słońca, szum fal, zapach lawendy,  tą podróż czuje się wszystkimi zmysłami. Niezwykle subtelne, piękne  opisy pełne emocji i wzruszeń. Razem z bohaterami przechodzimy przez proces zapominania, pogłębiającą się utratę pamięci, pogarszanie się stanu zdrowia, aż do ostatniej chwili życia. Książka skłania do refleksji nad życiem i docenianiem chwili, a  opisy przyrody czynią ją naprawdę wyjątkową. 
         Autorka przytacza też piękne cytaty innych autorów.

" Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na poszukiwaniu nowych lądów, 
lecz na nowym spojrzeniu".
                              Proust
*
" Największym podróżnikiem jest ten, kto umiał kiedyś odbyć podróż w głąb siebie".
                             Konfucjusz
*
" Jeżeli płaczemy, bo nie ma już słońca, łzy uniemożliwiają nam zobaczenie gwiazd".
*
" Piękno nie tkwi w przedmiocie na który patrzymy, lecz w naszych oczach".
---
34 książka, 626/14.625

środa, 6 maja 2026

" Gdańsk, Czas burzy" - Hilke Sellnick

         Kiedy w lutym przeczytałam pierwszą część trylogii , gdzie historia toczy się w XIX wiecznym Gdańsku, chciałam zaraz czytać część drugą. Niestety musiałam poczekać, aż zostanie wydana. No i doczekałam się, właśnie skończyłam. Zaaferowana pierwszą częścią, teraz, na początku trochę się nudziłam, jakby pisana była na siłę, na ilość, jednak kolejne strony i rozdziały znowu wciągnęły mnie klimatem i atmosferą starego Gdańska.
       Wiele też dzieje się w fabule. Historie pokazane z perspektywy różnych bohaterów pozwalają w różnorodny sposób postrzegać  tamtą rzeczywistość, a w  sercu malowniczego Gdańska, miasta tętniącego życiem i przemysłowym zgiełkiem, rozkwitają kolejne odsłony historii rodu Forsterów i Berendów. "Gdańsk. Czas burzy" to opowieść o determinacji, miłości i intrygach, osadzona w  realiach drugiej połowy XIX wieku. 
      Autorka oddaje atmosferę epoki,  topografię miasta, obyczajowość oraz społeczne wyzwania tamtych czasów. To opowieść o walce o pozycję w świecie, gdzie reguły gry ustalane są przez mężczyzn, o poświęceniu dla rodziny i firmy, a także o odwadze podążania za głosem serca, nawet gdy wydaje się to niemożliwe.
             Już czekam na kolejną część, ale ta ukaże się dopiero w czerwcu. 
---
33 książka, 527/13.999

poniedziałek, 4 maja 2026

Rysowane przez wnusię

          Wnusia zawsze lubiła malować. Jeszcze nie miała trzech latek, gdy była u mnie przed przedszkolnym wiekiem, a siadała przy małej sztaludze i rysowała. Różne to były rysunki. Najczęściej abstrakcja, łączenie kolorów, czasem kilka kresek, a my w tym widzieliśmy to, co chcieliśmy widzieć. Przecież prawdziwi artyści też widzą swoje, nie zawsze to co my. :-). Swoją pasję rozwija i wychodzi jej to chyba coraz lepiej.
             To te najstarsze abstrakcje, które znalazłam.
Czy to mogą być kwiaty?


A to zachód słońca widoczny przez szuwary?


          A to już znacznie później nasz kotek i piesek znajomych.




            W ubiegłym roku , podwodny świat.


           I ubiegłoroczna zima.



              Ołówkiem.


I to już ostatnie, najnowsze.








           Jest tego oczywiście znacznie więcej.

sobota, 2 maja 2026

Ogród, refleksje na temat

         Przed wielu laty, w pierwszomajowe święto było sadzenie ziemniaków, więc w Święto Flagi poszłam popracować w moim ogrodzie. Na chwilkę, tylko w cieniu. Ciągle porządkuję to co powinnam zrobić wiosną. Robię to tak na raty, bo wydolność moja jest nie najlepsza, ale cóż, z opóźnieniem, ale jakoś daję radę. Po zakończeniu przewidzianej pracy, usiadłam sobie na ławeczce, też w cieniu i był to czas na chwilę refleksji. 
          Przed sześćdziesięciu laty , ojciec zaczął sadzić pierwsze drzewa w naszym rodzinnym domu. Przetrwały do dzisiaj między innymi jabłonie, grusza , krzewy porzeczek i olbrzymi iglak, ale to nie jest zwykły świerk, a chyba daglezja. Ma bodaj kilkanaście metrów wysokości i rozłożysty na kilka metrów. Potem rodzice dosadzali inne drzewka i krzewy. Niektórych już nie ma. Wyginęły, albo zostały wycięte. Ostatnio młodzież wycięła kwitnące krzewy.
          Ja nasz ogród uprawiam od jedenastu lat. Każda drzewko, krzew, bylina, wszystko posadzone własną ręką, według własnego pomysłu. Też nie wszystko przetrwało. Nawet niektóre drzewka i krzewy wymarzły lub nornice załatwiły im korzenie i padły. W tym roku sporo sama musiałam powycinać, po tegorocznej zimie, ale taka kolej w ogrodzie. Coś ginie, coś innego dostaje nowe miejsce. Na początku nie mogłam się doczekać efektów. Wszystko wydawało mi się takie małe w tym wielkim ogrodzie. Było tyle pustki, bo przecież wszystko robiłam sukcesywnie przez lata, a teraz niektóre drzewka mają już chyba po kilka metrów wysokości. Rozrosły się krzewy, a niektóre zrobiły się brzydkie, bo się zestarzały. Ogród trzeba tworzyć ciągle na nowo. 
             Siedząc tak sobie na ławeczce i podziwiając dzieło swoich rąk i natury, pomyślałam, zastanawiałam się, jak będzie ten ogród wyglądał za pięćdziesiąt lat. Kto będzie się nim opiekował? Co zostanie zmienione? Czy będę mogła do niego zajrzeć jako duch?
               Kiedy spoglądam w okno, widzę kwitnącą magnolię. Na początku liczyłam kwiaty, które się na niej pojawiły. Teraz bym ich nie policzyła. Niektóre kwiaty zostały uszkodzone przez mróz, ale z daleka tego nie widać.




          Prawie każda roślina w ogrodzie ma swoją historię. Aż trudno uwierzyć, że ta tuja i jałowiec rosły kiedyś w skrzynce na balkonie. Nie można ich było rozdzielić i tak jak rosły w skrzynce zostały posadzone do ogrodu. 


                Świerk, który kilka lat temu rósł u mamy w wiaderku, ma już kilka metrów wysokości.


         Siejące się same kocimiętki, które czasem obskubuje nasz rudzielec.


            Niezapominajki też się rozsiewają, gdzie chcą, ale te, ja przesadzam tam, gdzie według mnie, mogą być. Tam gdzie one chcą, mogłyby zagłuszyć inne rośliny.


               Kwitną śliwy, czereśnia, a na trawniku stokrotki. Gdy patrzę z góry przez okno, wygląda to, jakby ktoś te kwiatki z drzew rozsypał na trawie. Z tego samego okna ciekawie wygląda kontrast niebieskich szafirków i żółtych, niestety mleczy, ale będą tam już tylko chwilę. 


          To ostatnie to dowód, że mój ogród żyje po swojemu. Jest jeszcze wiele takich miejsc, gdzie nie doszłam z porządkowaniem. Kiedyś mnie to martwiło. Teraz  już akceptuję.




              Drzewko, które nie wiem dlaczego,  padło w ubiegłym roku. Nie usuwam go. Może kiedyś obsadzę jakimś bluszczem. Na razie "zadomowiły się" na nim wiewiórki.


            I pomyśleć, że przed jedenastu laty, tutaj było gołe pole po budowie.