piątek, 17 kwietnia 2026

Kaplica Świętej Anny

            Nadal w temacie gdańskich franciszkanów i kościoła Świętej Trójcy.
Kaplicę św. Anny można by było nazywać kościołem, kościółkiem. Jest bowiem oddzielnym obiektem, jednak obok tak ogromnego  kościoła, jest  jedynie kaplicą. Należy ona do najwspanialszych zabytków polskiej architektury późnego gotyku. Dobudowanie kaplicy św. Anny związane było z domniemanym zobowiązaniem rady miejskiej wobec króla Kazimierza Jagiellończyka, który chciał wybudowania świątyni, w której posługiwano by się językiem polskim. 


         Na terenie Gdańska znajduje się niewiele zabytków tak bardzo polskich jak kaplica Św. Anny.  To w niej przez kilka wieków gromadzili się gdańscy Polacy na nabożeństwa. Nawet w okresie reformacji głoszono tu kazania w polskim języku. Był czas, kiedy kaplicę  odwiedzano tak licznie, że nie tylko ona sama, ale często i cały dziedziniec ledwie wystarczał, aby pomieścić zgromadzonych.
      Kaznodziejami w kaplicy Św. Anny byli kapelani z wielkiego kościoła. Nie była więc  wyłączonym kościołem. Dobrami kaplicy zarządzali rektorzy kościoła Św. Trójcy do roku 1709. Wówczas polski kościół został odłączony od kościoła Św. Trójcy. Dokonało się to poprzez ustanowienie odrębnego, polskiego kaznodziei, wyłącznie dla posługi w kościele Św. Anny. Pierwszym takim zarządcą został Andrzej Waszetta. Jednakże postępujący szybko proces germanizacji miasta sprawił, że w latach trzydziestych XIX wieku gminę polską przy kościele tworzyło tylko 5-6 osób. I nawet tak znakomita postać jak słynny nauczyciel i kaznodzieja, autor gramatyki języka polskiego Krzysztof Celestyn Mrągowiusz, nie był w stanie zaradzić powolnemu rozpadowi gminy. W 1871 roku zmarł ostatni polski kaznodzieja Teodor Mill, a gminę polską decyzją Wyższej Kościelnej Rady Ewangelickiej, ostatecznie w 1876 roku rozwiązano.  Odtąd świątynia ponownie przeszła pod zarząd kościoła Św. Trójcy.
         Jeśli chodzi o architekturę, swoje piękno zawdzięcza szczególnie wspaniałemu szczytowi zachodniemu, w którym bogato profilowane sterczyny połączone są ażurowymi łukami kształtowanymi w tzw. ośli grzbiet,


oraz wyjątkowemu gwiaździsto-sieciowemu sklepieniu. 


            Architektura kaplicy, podobna jest do dużego kościoła, co nasuwa przypuszczenie, że budowniczym był ten sam architekt. Zachodnie szczyty są prawie bliźniacze. Tak dekoracyjnie bogate i finezyjne zwieńczenia z ceglanych kształtek spotkamy w niewielu gotyckich budowlach. Dodatkowo, każdy ze szczytów zwieńczony jest kutym, żelaznym krzyżem. Do dziś, te zachowane krzyże są wspaniałymi zabytkami średniowiecznego kowalstwa. W dachu kaplicy możemy zauważyć liczne tzw. dymniki / małe okienka/, a także zachowaną od strony dziedzińca uroczą facjatkę transportową, służącą do wciągania na poddasze różnego rodzaju towarów i materiałów. W jej zwieńczeniu znajduje się dzwon, wykonany w gdańskim warsztacie Jana Anthony w roku 1745 zachowany w pierwotnym miejscu jako jeden z nielicznych w Gdańsku. 
        Do wnętrza kaplicy prowadzą nas z klasztornego dziedzińca dwa wejścia zamknięte kruchtami. Wcześniej istniało też główne wejście od strony zachodniej. Kiedy jednak w końcu XVI wieku usypano nowe fortyfikacje miejskie, niemal dotykające zachodniej fasady kościoła Św. Anny, trzeba było z niego zrezygnować.  Pozostał także ślad po małym, południowym wejściu wybitym kiedyś w średniowiecznym murze. Dziś to zamurowane miejsce wewnątrz kościoła tworzy wnękę, w której umieszczono często nawiedzaną figurę Św. Antoniego. Istnieją jeszcze dwa wewnętrzne przejścia w ścianie wschodniej. Jedno z nich prowadzi do kościoła Św. Trójcy, drugie do zakrystii.
         Świątynia wewnątrz mierzy 21,60 m długości, 10 m szerokości i 9,50 m wysokości. Zwieńczona została pięcioma gwiaździsto-sieciowymi sklepieniami, z których dwa, wschodnie i zachodnie posiadały freski z 1580 roku. Niestety zostały one w wieku XIX zatynkowane. Od strony południowej kaplica posiada 5 okien, pierwotnie wąskich, a w roku 1630 znacznie powiększonych.
          Stojący przy wschodniej ścianie  ołtarz wykonano  około 1650 roku. Oryginalny jest tylko jego szkielet. W prostokątnej niszy umieszczony został w październiku 1946 roku obraz Matki Bożej Miłosierdzia wykonany  w latach międzywojennych w Wilnie, jako wierną kopię obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej, na zlecenie polskiego emigranta z Ameryki. Obraz nie został jednak nigdy odebrany. Wraz z rozpoczęciem wojny przekazano go do klasztoru wileńskich franciszkanów na przechowanie. Wreszcie po licznych perypetiach wojennych został on przewieziony do Polski przedostatnim pociągiem ewakuacyjnym przez o. Gerarda Domkę. Zakonnicy wykupili kopię za pokaźną, jak na tamte czasy sumę 300 tysięcy złotych. 



          W południowo-wschodnim narożniku kaplicy umieszczono ambonę wykonaną w roku 1721. Przedsięwzięcie to kosztowało wówczas 430 florenów. Zbudował ją stolarz Paweł Karde urodzony we Frankfurcie nad Menem. Upiększenia zaś i wykończenia pochodzą od rzeźbiarza Krzysztofa Steina i malarza Fryderyka Falkenberga. Jest to niezwykle cenny zabytek, nie tylko ze względu na walory artystyczne, ale też w dużej mierze dlatego, że opatrzony został wieloma napisami, z całą pewnością cennymi zabytkami językowymi XVIII-wiecznej polszczyzny. Balustrada schodów zawiera  4 rzeźby Ewangelistów. Znajdujący się nad amboną ośmioboczny baldachim ozdobiono również ornamentem akantowym i zwieńczono rzeźbą anioła.


     Z tyłu kościoła znajduje się  wykonana w 1645 roku galeryjka z organami pochodzącymi z 1710 roku. Początkowo rozciągała się ona także na ścianę północną, lecz po 1945 roku została skrócona, a wyraźnym śladem po przeróbkach jest brak centralnego położenia organów i filarów podtrzymujących galerię, co niejednokrotnie intryguje odwiedzających świątynię. Balustrada została przyozdobiona scenami biblijnymi, zaczerpniętymi w większości ze Starego Testamentu. Pierwotnie obrazów było 21. Po przeróbkach galerii pozostało ich tylko osiem. 
Do 1945 roku były one dodatkowo wzbogacone oryginalnymi, umoralniającymi tytułami umieszczonymi na balustradzie. 


       Na ścianach południowej, zachodniej i północnej znajdują się  stacje Drogi Krzyżowej namalowane prawdopodobnie przez trzech różnych autorów. Pierwszy reprezentuje dobry poziom dziewiętnastowiecznego malarstwa religijnego, drugi usiłuje go naśladować, natomiast trzeci tworzy na poziomie sztuki ludowej. Niektóre z obrazów są jednocześnie dziełem dwóch ze wspomnianych malarzy. Całość została przeniesiona do kaplicy z katedry w Kwidzynie.
         Zarówno do dużego kościoła Świętej Trójcy, jak i do Kaplicy Świętej Anny można wejść do środka, co często jest teraz uniemożliwione, a pozostaje jedynie klęcznik przy zamkniętych, najczęściej kratą, drzwiach. 

środa, 15 kwietnia 2026

Radości i problemy

              Wczoraj pracowałam trochę w ogrodzie, a w nocy, słyszałam jak padało. W sam raz na to, co przesadziłam. Z deszczu ucieszyła się też przyroda. Wszystko bardziej się zazieleniło. Rozkwitły drzewa tarniny, a forsycje nabrały bardziej intensywnego koloru. Radość dla oczu i serca. Wczoraj po pracy zrobiłam kilka fotek. Na ostatnich niektóre kwiatki były ledwo otwierające się. Teraz są w pełnym rozkwicie. Niestety, krokusy już przekwitły.



                  Żonkile posadzone wokół drzewa, to takie miniaturowe. Kupowałam je kwitnące do świątecznych dekoracji, a potem wysadzałam do ogrodu. Teraz kwitną już takie normalne, duże.



              Oprócz żółtych żonkili , prawie wszystko w odcieniach różowego.









     Niestety widać, że nie nadążam z porządkami. Kwiatki przebijają się przez ubiegłoroczne liście. Zastanawiam się, może nawet je zostawię, rozpadną się i będzie kompost już na rabacie. W ubiegłym roku posadziłam różne cebulki. Mam nadzieję, że w przyszłości stworzą łąkę.






           Po zimie dobrze zachowały się trawki zimozielone. 


                I to co mnie zaskoczyło. Dopiero zaczyna, ale już są pierwsze kwiatki. Ona się chyba nazywa magnolia gwiaździsta. Zawsze była śnieżno biała, a teraz ma kwiatki z odcieniem różu. 




                No i takie małe podsumowanie. Chociaż tu i tam coś już kwitnie, to jeszcze jest pusto. Dopiero wszystko się budzi.


               Niestety ogród to nie tylko radości. Kiedyś prowadziłam oddzielny blog o naszym ogrodzie zatytułowany Moje ogrodowo - radości i problemy, a problemy niestety są. Dziury w trawie i na rabatach. Nie wiem czy to tylko nornice, czy na przykład turkucie. Lałam wodę z płynem do naczyń, ale nic nie wyszło. Nie widać też wschodzących lilii, a były takie pachnące, piękne. Nie wiem czy to jeszcze za wcześnie, czy nornice zjadły. A może zmarzły. Po zimie dużo widać zmarzniętych roślin. Niektóre już wycięłam. Niektóre nie wiem, czy czekać, że coś jeszcze z nich będzie. Szkoda. 






              No, ale widać, że i tak musi być. Zapomnieliśmy co znaczy zima. Moja mama, kiedyś okrywała rabaty stroiszem, ale skąd go wziąć i jak okryć te duże krzewy. Jeszcze niewiadomą są dla mnie budleje i hortensje. Mam nadzieję, że przeżyły.

wtorek, 14 kwietnia 2026

Kościół Świętej Trójcy

             Obiecałam sobie niedawno, że muszę zobaczyć Kościół Świętej Trójcy od wewnątrz . Pisałam o nim  też niedawno
                Jest to kościół i klasztor Franciszkanów. Dawniej był znacznie większy. Teraz to co na pierwszym planie tworzy Muzeum Narodowe. To widok od strony południowej. 



             Od strony zachodniej widzimy budynki patrząc ze Skweru Daszyńskiego.


          Budynek ozdobią trzy misterne, gotyckie szczyty, po jednym nad każdą nawą. 
 To bogate zwieńczenie świątyni, oparte na ceramicznym fryzie o motywach wiciowych, przeszło gruntowną konserwację w latach 1923-1924. Na wysokiej, 26-metrowej ścianie, tuż ponad środkowym oknem widnieje wykuta w granicie data odnowy kościoła,  1686, co często mylnie traktowane jest jako rok zakończenia budowy.
         Przechodząc na stronę południową, w jej wschodniej części znajduje się budynek Prowincjałatu / taki współczesny styl/.

 a w części zachodniej galeriowy budynek kazalnicowy. Wzniesiony został w XVII wieku jako Dom Kaznodziei. Na parterze była stajnia. Jest to jedyny obiekt tego typu, który przetrwał II wojnę światową. 
Budynek  Domu Kazalnicowego, od czasu powstania do roku 1990, pozostał w stanie niezmienionym. W 1990 roku dokonano jego gruntownej renowacji i adaptacji dla potrzeb klasztoru. Wybudowano go w związku z ciągle rosnącym zapotrzebowaniem lokalowym Gimnazjum Akademickiego i usytuowano w nim mieszkania dla lektorów języka polskiego, którzy jednocześnie pełnili rolę kaznodziejów w polskim kościele Św. Anny.



           Od tej strony znajdują się też dwoje olbrzymich drzwi wejściowych.  Ich niezwykle bogata snycerska  dekoracja doskonale imituje metalowe formy okuciowe.



            Przez bramę budynku kazalnicowego weszłam do środka, jeszcze nie do kościoła, ale na dziedziniec klasztorny.



           Na wprost wejście do Kaplicy Św. Anny. Przed nią figury Świętej Klary i Świętego Franciszka. Święty Franciszek z Asyżu, założyciel zakonu franciszkanów, a święta Klara, też z Asyżu, 
włoska zakonnica, duchowa córka świętego Franciszka, współzałożycielka klarysek.
        

                Dom galeriowy widziany z dziedzińca.


           Oprócz dwojga drzwi od strony północnej, do kościoła prowadzą drzwi z dziedzińca. 
Są to zwykłe, proste wrota z XV wieku.


 Kościół w ogóle sprawia wrażenie bardzo ascetycznego, prostego. Jest to jednak ogromny.
         Jest dziś największą budowlą franciszkańską w Polsce, a zarazem drugim co do wielkości kościołem gdańskim. Jest też jednym z nielicznych gdańskich kościołów, który nie uległ, poza prezbiterium, dużym zniszczeniom podczas drugiej wojny światowej. 
         Gdański klasztor franciszkański wzniesiony został w południowej części miasta, na terenie dzielnicy zwanej Stare Przedmieście, w odległości około 300 metrów od miejskich murów obronnych. U schyłku średniowiecza składał się on z okazałego kościoła z przyległą kaplicą św. Anny oraz zabudowań klauzury umieszczonych po jego południowej stronie, otaczających wraz z krużgankami czworoboczny wirydarz / teraz Muzeum/.
          Kościół Świętej Trójcy to trójnawowa, sześcioprzęsłowa budowla halowa o długości 51 metrów, szerokości 29 metrów i wysokości 23 metrów, z charakterystycznym dla świątyń klasztornych, wydłużonym prezbiterium. Wschodnia ściana prezbiterium otrzymała ukośny przebieg, aby dostosować ją  do przebiegu ulicy Rzeźniczej, która była o wiele starsza od kościoła. Wnętrze kościoła oświetla  czternaście dużych  okien. 


              Przykryty został sklepieniem sieciowym, dźwiganym przez dziesięć ośmiobocznych filarów, natomiast prezbiterium przykryto sklepieniem sieciowo – gwiaździstym o motywie gwiazdy ośmioramiennej. 



        
Do części prezbiterialnej kościoła przechodziło się przez arkadę tęczy i lektorium, czyli przegrodę oddzielającą przestrzeń przeznaczoną dla zakonników od części, w której mogli przebywać świeccy.


           Za lektorium, w części zakonników, znajdował się chór wypełniony drewnianymi stallami, składającymi się od początku XVI wieku z 99 siedzisk ze skrajnymi ściankami zdobionymi reliefowymi ornamentami maswerkowymi i motywami roślinnymi oraz dzikimi bestiami.
          Pomimo zawieruchy wojennej, w wyniku której zaginął między innymi dawny barokowy ołtarz główny, kościół zachował szereg cennych dzieł ruchomych z XV-XVIII wieku. Na wschodniej ścianie nawy południowej wisi późnogotycki krucyfiks z około 1500 roku. W miejscu tym znajdowało się niegdyś przejście pomiędzy krużgankami klasztoru, a kościołem. Wysokość gotyckiej figury Chrystusa wynosi 250 cm. Belki krzyża pochodzą z późniejszego okresu.

               Jednym z najcenniejszych elementów wyposażenia jest wspierająca się na trzecim filarze ambona.  Jest ona najstarsza z zachowanych na Pomorzu Gdańskim. Wykonali ją w roku 1541 zakonnicy. Początkowo głosili z niej swą naukę bracia katoliccy , a w czasach późniejszych protestanci. W latach 1631-1650 ambona została poszerzona i powiększona. Kolejne odnowienia przeszła w latach 1663, 1793 i 1821. Pomimo tych licznych interwencji jej główny, sześcioboczny korpus z szerokimi gzymsami zachował swój niezwykły, gotycki klimat. Zewnętrzna część kosza ambony przedstawia kunsztownie wyrzeźbione postaci Ewangelistów. U ich stóp znajdują się atrybuty, stąd łatwo o identyfikację. Nad każdym z Ewangelistów wznosi się  koronkowy, późnogotycki baldachim. Pod korpusem dodano późniejszą, barokową dekorację. Ponad całością umieszczono w 1617 roku manierystyczny, ośmioboczny baldachim o ornamentalnie płaskorzeźbionym gzymsie, dzieło Thomasa Götzena. Szczyt baldachimu wypełniony jest ażurowymi płycinami ornamentu , postaciami aniołków i pełnoplastyczną rzeźbą Chrystusa.  Obecne schody wraz z bramką zostały wykonane w 1821 roku, albowiem poprzednie w 1812 roku zniszczyli Francuzi.
         Filar, przy którym wznosi się ambona, ozdobiono manierystyczną polichromią na przełomie XVI i XVII wieku. Tego rodzaju malarstwo, na tle ówczesnej sztuki gdańskiej należy raczej do rzadkości,  tym bardziej stanowi ono cenny zabytek.


 
        W części południowo-wschodniej kościoła usytuowane są organy. W czasie drugiej wojny światowej zostały rozebrane i wywiezione do żuławskiej wsi Lichnowy, skąd po 1945 roku powróciły, lecz nie zostały zamontowane z powodu zniszczeń instrumentu i świątyni. Ich elementy były przechowywane w skrzyniach i workach na poddaszu kościoła. Przed demontażem w czasie ostatniej wojny istniały  dwa prospekty organowe. Duży pochodził z roku 1648, a mniejszy wykonany został w latach 1703-1704 przez Tobiasa Lehmanna. W latach 1960-1961 zestawiono na tym samym miejscu tylko elementy tego ostatniego. Organy były wielokrotnie przebudowane, m.in. przez Martena Friese w latach 1616–1618, a ostatnio w 1914.  Pełna odbudowa i oddanie do użytku miały miejsce w 2018 roku. Obecnie instrument posiada 2441 piszczałek, 45 głosów oraz 5 sekcji, w tym 2 sekcje pedałowe / mała i duża/. Największa piszczałka ma wysokość 4,5 metra, a najmniejsza 5 centymetrów. W odbudowie uczestniczyło w sumie 70 osób. Renowację XVIII-wiecznego instrumentu  prowadził organmistrz  z Drezna.        
      Organy zbudowane są z drewna, metalu i skóry. 70 elementów zostało wyprodukowanych współcześnie w celu zastąpienia zniszczonych lub zaginionych części.
Organy umieszczone są na wąskim chórze, podtrzymywanym trzema wspornikami w kształcie pełnoplastycznych herm. Na podniebieniu chóru namalowane zostały cztery postacie kobiece symbolizujące pory roku.




         Od połowy XVI wieku w protestanckich świątyniach pojawiały się liczne epitafia.
Miały one pełnić między innymi rolę dydaktyczno-moralizatorską. Wypełniały przy tym  pustkę po usunięciu czczonych przez katolików obrazów i rzeźb. Sam Marcin Luter nie widział nic zdrożnego w obrazach umieszczanych w kościołach, byleby były zaopatrzone w napisy. Przy okazji, warto dodać, że epitafia dedykowano tylko najwybitniejszym i niezwykle zasłużonym osobom. Na terenie Gdańska na przestrzeni XV-XIX wieku powstało ich  120. Do dziś zachowała się połowa, z tego 8 w kościele Św. Trójcy.

 
W południowo-zachodnim narożniku kościoła znajdują się dwie bliźniacze kaplice grobowe. Powstały one w okresie późnego baroku w 1720 roku. Lewa, poświęcona została rodowi Hardersów, prawa natomiast jest kaplicą grobową rodu Offenberg.




Przed kaplicami grobowymi okratowane schody do krypt.

      W kościele znajdują się liczne, zabytkowe płyty nagrobne, które w wielu miejscach tworzą posadzkę. Stanowią tym samym  świadectwo pochówków wewnątrz świątyni. Możemy doliczyć się ich ponad 160, dalsze trzy są w kaplicy Św. Anny i osiem w prezbiterium. Miejsce pochówku wykupywane było na określony czas, potem przechodziło na własność gminy, dlatego niektóre płyty były przekuwane. Najstarszy napis nagrobny pochodzi z 1568 roku, a najnowszy z 1790.




        Po prawej stronie grobowców jest niewielki wejście na poddasze kościoła, a także przejście do kaplicy Św. Anny. Jest ono obramowane charakterystycznym ceglanym łukiem zwanym „oślim grzbietem”.


          W 1605 roku kościół został wyposażony w zegar na wieży.  Miał on trzy tarcze i bił godziny. Po trzydziestu pięciu latach zegar zmodernizowano. Posiadał  odtąd czwartą tarczę umieszczoną we wnętrzu kościoła i dodatkowo wybijał kwadranse. Kolejny zegar wykonano 
w 1702 roku. Również był  zegarem kwadransowym. Jego cztery drewniane tarcze były umieszczone na szczycie ośmiobocznej wieżyczki tuż pod gzymsem kosza nakrytego cebulastym hełmem. W 1945 roku zegar ten został  spalony. Ocalała jedna ze wskazówek oraz kuty w żelazie mechanizm zegara. 


       Zegar odbudowano  w 2006 roku.  
Kolejnymi, bardzo cennymi elementami wnętrza w kościele Św. Trójcy, są trzy duże XVII-wieczne żyrandole, zawieszone w nawie środkowej. Przy wejściu do kościoła możemy napotkać  renesansową skrzynię ofiarną z XVI wieku. Została ona wykonana z drewna, jednak pokryta jest całkowicie kutymi płaskownikami, gęsto nitowanymi. Zamykana jest na trzy potężne skoble, co pozwala przypuszczać, że aby ją otworzyć, w przeszłości potrzeba było trzech osób lub trzech instytucji z osobnymi kluczami, którzy jednocześnie, a przy tym komisyjnie wyciągali złożone datki.


         Z czasów późniejszych zachowały się również nieliczne obrazy i rzeźby. Wszystko jest niezwykłe i ciekawe, bo mówi o wielkiej historii. Przydałaby się jeszcze kolejna wizyta poświęcona zwiedzaniu tego miejsca i udział w nabożeństwie, by posłuchać tych organów.




          Franciszkański kościół św. Trójcy posiada niezwykłą historią i cenne zabytki sztuki sakralnej. Posiada też coś jeszcze. Wnętrza tej świątyni zdobi wyjątkowa szopka bożonarodzeniowa.  P
ierwszą taką inscenizację w historii zorganizował w 1222 roku w Greccio niedaleko Rzymu sam Św. Franciszek. Od tego czasu jego współbracia rozprzestrzenili szopki i żłóbki w najróżniejszych postaciach po całym świecie.
     Ta, którą możemy  obejrzeć u gdańskich franciszkanów, jest o tyle interesująca, że posiada mechanizm wprawiający w ruch figurki ludzi, zwierząt, a nawet sztuczne morze ze statkami. W ten sposób przesuwają się przed nami dzieje Polski, zawarte w postaciach świętych naszego narodu, jak również ludzie różnych stanów i zawodów. Szopka powstała około roku 1950. Jest stałym całorocznym elementem wystroju kościoła, jednak uruchamiana jest tylko w okresie Bożego Narodzenia. Próbowałam robić zdjęcia przez szybę, ale niezbyt wyszły.






     Ale to jeszcze nie koniec. Jest jeszcze kaplica Św. Anny, jednak o niej w odrębnym wpisie.