środa, 12 sierpnia 2026

Mój azyl - lipiec i sierpień

       Tak jak pisałam poprzednio, minęło półtora miesiąca, aż pojechałam kolejny raz i oczywiście znowu na tydzień. Dokończyłam nowe rabatki, posadziłam rośliny, wypieliłam i tylko nie skosiłam trawy, bo popsuła mi się kosiarka. Piłam kawę na tarasie, czytałam, słuchałam brzęczenia owadów, śpiewu ptaków, szumu drzew i zasilałam akumulatory.







             Na kolejny wyjazd już nie czekałam tak długo. Byłam tam z dziewczynami zebrać borówki, a kiedy przejęła je druga babcia, pojechałam na dłużej. Kilka dni i naprawdę nie chciało mi się wracać, ale mus to mus. W tym tygodniu mamy na zmianę wakacyjny dyżur. Też będzie fajnie jak przyjdą dziewczyny.
          Tym razem skosiłam trawę, bo pojechałam ze zrobionym sobie prezentem, nową, akumulatorową kosiarką i znowu kupą roślin do wsadzenia, z domowego ogrodu. Tym razem przeżyłam też dzień z ulewami, a nawet grzmotami.





       Ogródek rozkwitł, przekwitł i pomału sposobi się do jesieni, o czym dla mnie świadczą żółte rudbekie. Królują oczywiście hortensje.






          Piszę sposobi się do jesieni, ale jeszcze trochę kwiecia cieszącego oko i owady jest.






           Lubię takie ozdóbki , więc wieszam, a z chwastami już nie szaleję.



           Są dalsze plany w sprawie zagospodarowania i oczywiście planowane kolejne wyjazdy jeszcze w tym roku.

niedziela, 9 sierpnia 2026

Mój azyl - czerwiec

           Wpisy na moim blogu poświęcam głównie książkom, robótkom ręcznym i oczywiście ogrodowi, temu przy domu, w którym mieszkam. Ten ogród jest, ale w każdej chwili mogę go nie mieć. Pomimo to poświęcam mu dużo sił i czasu. W końcu go stworzyłam od podstaw.
     Od trzech, a właściwie od dwóch lat mam jeszcze coś naprawdę swojego i teraz też tworzę tam mój azyl. Ostatni raz pisałam o nim prawie przed rokiem, we wrześniu, co nie oznacza, że tam nie bywałam. Bywałam i w tym roku nawet na dłużej. Trzykrotnie po kilka dni.
         Na przełomie maja i czerwca porządkowałam po zimie, poszerzałam rabatki, sadziłam kwiaty, przycinałam krzewy.




         Z różnych staroci robiłam dekoracje.   




         A kiedy się zmęczyłam , siedziałam na tarasie i słuchając wiatru, obserwowałam efekty .


          Odwiedzał mnie gil.


            Wieczorem siadałam przy kominku i czytałam książki. Kolejny dzień był podobny. Śniadanie na tarasie, praca,  trochę odpoczynku i  kolacja też na tarasie. Posadziłam czerwony i różowy łubin, kupiony u ogrodnika. Na niebieski szkoda już było mi pieniędzy, więc wykopałam z rowu przy drodze. Bałam się czy się przyjmie, ale teraz widzę, że wypuszcza nowe listki. Kwitły czosnki, lilie, śniadki, białe gwiazdeczki, które wieczorem i na deszcz się zamykają. Mama miała kiedyś takie. Sąsiadka powiedziała. Nie lubię ich, wszystkie wyrzuciłam, bo same  rosną po całym ogrodzie. A ja je uwielbiam, jak w zupełnie niespotykanym miejscu rozjaśniają rabatkę.







        W leśnej części, pod świerkami też co nieco już wyrastało.


           To był początek lata, a właściwie jeszcze wiosna.





            Wyjeżdżając obiecałam sobie, że za kilka dni wrócę, niestety minęło półtora miesiąca zanim pojawiłam się tam znowu. W czasie wielkich upałów prawie nie wychodziłam z domu, potrzebna była też pomoc wakacyjna do wnuczek, no i obowiązki w domu. Jak pojechałam znowu to prawie złapałam się za głowę. Wszystko wyrosło, ale i zarosło, ale o tym w następnym poście.

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Tworząc wspomnienia

             Kolejny journal na bazie fotografii zgromadzonych przez mamę. Tym razem nie korzystałam z gotowych zeszytów, ale zrobiłam okładkę z pudełka po słodyczach , obszyłam tkaniną i dekoracjami i wszyłam kartki z różnych papierów. Reszta jak w każdym moim journalu, klej, papiery, koronki, no i tym razem znowu zdjęcia. Z pewnością nie jest  on ostatni , bo pomysły się jeszcze roją, ale na jakiś czas dam sobie spokój.