poniedziałek, 26 października 2026

Kolorowa jesień.

                     W sobotę byłam znowu na działce. Zakręciłam wodę, posadziłam tulipany, wypiłam kawę i delektowałam się ciszą i kolorami.
















               I już mam plany na przyszły rok, oby tylko zdrowie pozwoliło.

sobota, 24 października 2026

Cmentarz

       Obok różnych miejsc przechodzimy, przejeżdżamy, mijamy codziennie, albo co jakiś czas i nie mamy pojęcia jakie historie kryją. Miejsce o którym chcę napisać też mijałam kilkakrotnie. Ciekawa byłam co to za pomnik, przy drodze, w lesie, na wzgórku, gdzie prowadzą schodki. Myślałam, że to jakieś miejsce straceń. Dzisiaj się tam zatrzymałam. Nie spodziewałam się tego co się dowiem.
          Jest to cmentarz wojenny żołnierzy radzieckich, założony po wojnie. Urządzeniem cmentarza zajęli się mieszkańcy okolicznych wsi. Cmentarz ogrodzony, z obeliskiem po środku głównej ściany, raczej symboliczną mogiłą na której stało kilka zniczy, czyli ktoś pamięta i czterema kwaterami z obrzeżami , porośniętymi trawą. W zbiorowych czterech mogiłach spoczywa 530 osób poległych w tym rejonie. Tylko niecała setka  została zidentyfikowana.





              Z tablicy informacyjnej dowiedziałam się, że w tym miejscu znajdował się szpital polowy. Z taką informacją spotkałam się po raz pierwszy.
Tylko jedno miejsce, niedaleko Gdańska i aż 530 osób, a ile było takich miejsc. Gdzieś czekały na nich matki, żony, dzieci, a oni nigdy nie wrócili. Może byli wśród nich również źli, jak mówiono o nich, szabrownicy, gwałciciele, ale z pewnością byli też tacy, co nie zasłużyli na brak możliwości powrotu do domu, do swoich rodzin. Bezmyślność wojen. Straszne jest to, że nadal, po osiemdziesięciu latach od tamtych zdarzeń giną ludzie, też Rosjanie. W imię czego. Wtedy wypędzali agresora, a teraz, bo ktoś sobie wymyślił wojnę? Ile ludzkich istnień, jakie koszty finansowe, materialne. Przecież gdyby to zostało zainwestowane w ich kraju, gdzie jak słyszymy jest w różnych częściach bieda i zacofanie, jakie byłyby efekty. A wszystko zostaje zniszczone. Miasta, niepotrzebnie niszczone można odbudować, ale życia się nikomu nie wróci.
        Taka refleksja na progu świąt zmarłych.


                   No i co my byśmy zrobili teraz bez internetu. Poszukałam zaraz więcej informacji na ten temat i wiem więcej. 
           Podczas II wojny światowej miejscowość Warcz  stanowiła kluczowy punkt niemieckiej linii obrony przedpola Gdańska. Zażarte walki o wieś i jej okolice rozegrały się w marcu 1945 roku w ramach operacji pomorskiej Armii Czerwonej /2. Front Białoruski/, która dążyła do likwidacji tzw. Twierdzy Gdańsk. Warcz leżał na trasie natarcia radzieckiej 16 Gwardyjskiej Brygady Pancernej oraz jednostek piechoty idących na Gdańsk od południowego zachodu. Obszar ten charakteryzował się trudnym, zalesionym terenem / kierunek do Domachowa), co Niemcy wykorzystali do przygotowania silnych pozycji. Linia oporu opierała się na nasypach, naturalnych przeszkodach terenowych oraz gęstej sieci okopów. Druga linia obrony biegła bezpośrednio w rejonie Warcza. Według odnalezionych dokumentów i rozkazów bojowych Wehrmachtu, obejmowała ona strategiczne wzgórze o wysokości 59,8 metrów, skąd niemiecka obrona ciągnęła się na północny wschód wzdłuż brzegów lokalnego potoku w kierunku Wojanowa.
          Radzieckie raporty bojowe z tego rejonu donosiły o konieczności masowego użycia saperów z powodu zaminowania terenu, licznych rowów przeciwpancernych oraz rozbicia czołgów i pojazdów pancernych.
         W czasie wojny w miejscowości funkcjonował niemiecki podobóz  koncentracyjnego Sztutowa. W marcu 1945 roku, po przełamaniu linii obrony i zajęciu wsi przez Sowietów, w budynku lokalnej szkoły w Warczu natychmiast utworzono szpital polowy Armii Czerwonej.
    Cmentarz Żołnierzy Radzieckich powstał bezpośrednio przy drodze wojewódzkiej nr 226 , tuż obok dawnego szpitala polowego. Znajdują się tam cztery zbiorowe mogiły, w których pochowano od 530 do 720 żołnierzy poległych w krwawych starciach o Warcz i sąsiednie wioski. Podczas powojennego remontu starej szkoły w Warczu odnaleziono ukryte w ścianach pakiety listów frontowych pisanych przez żołnierzy do rodzin, które zostały tam zdeponowane przez oficera NKWD i przetrwały dziesięciolecia. Zdjęcie szkoły ze strony tejże szkoły.


                To czego się dzisiaj dowiedziałam , udowodniło, jak mało wiemy o miejscach w których żyjemy.

piątek, 23 października 2026

" Smak marzeń" - Lavyrle Spencer

         To już jedna z ostatnich, które swoje odczekały. Ta około dwudziestu lat, ale chociaż minęło tyle czasu warto było po nią sięgnąć.
         Niby banalna w tym o czym opowiada, ale sposób w jaki to robi jest godny podziwu. Północna Dakota, rok 1917, rodzina norweskich osadników zajmująca się rolnictwem.  Do osady przybywa nowa nauczycielka, Wszyscy sadzili, że będzie to mężczyzna, a tutaj prawie dziecko, osiemnastolatka. Musi zamieszkać ,jak dotychczas każdy nauczyciel , w domu farmera, który nie cierpi kobiet. Takie sprawia wrażenie. Od początku można sądzić, jak to może się zakończyć, ale warto poznać drogę tej znajomości. Problemy, rozterki wewnętrzne i przeżycia ich i rodzin tam zamieszkałych. Jest to czas I wojny światowej, pobory do wojska nie ominęły też Ameryki. Nie ominęła ich też grypa hiszpanka. Wszystko to opisane niezwykle barwnym językiem. Widzi się krajobrazy, ludzi , czuje zapachy i  rosnące napięcie pomiędzy bohaterami, a iskrzy przez cały czas, bo jak może być, gdy rozsądek walczy z uczuciem. Gdy w tej samej kobiecie zakochuje się i ojciec i syn. Polecam
---
52 książka, 489/22.118

czwartek, 22 października 2026

Manufaktura radości

           W internetowym sklepie Manufaktura Radości zakupiłam książki. Często kupuję je przez internet, ale jeszcze nigdy nie otrzymałam ich tak opakowanych. Od kobiety dla kobiet. 


 Miłe zaskoczenie. Mam nadzieję, że treść książek też taka będzie.

poniedziałek, 19 października 2026

" Jakie życie, takie wspomnienia"

            Książki nie tylko czytam, ale dla swoich potrzeb piszę. Może to piszę książki jest określeniem na wyrost, ale spisałam swoje wędrówki po górach, wydrukowałam i dałam oprawić u introligatora jako książkę. Podobnie zrobiłam z " Pierwsze lata życia mojej córki". Mam też zebrane wszystkie moje wiersze, tylko wydrukować i może też zrobić w formie książki.
       Teraz zrobiłam książeczkę od pierwszych słów jej treści do końca, to znaczy napisałam, wydrukowałam, zszyłam kartki i zrobiłam okładkę. Książka jest wspomnieniem o mojej mamie. Nieduża, bo tylko 36 stron, 73 krótkie notki o tym co ją charakteryzowało, jaka była, o tym co dobre i co złe. Wspomnienie.






Jakie życie, takie wspomnienia.

1./

            Rok 1932 rozpoczął się w piątek. Był rokiem przestępnym. 28 sierpnia, pilot Franciszek Żwirko i konstruktor Stanisław Wigura zwyciężyli w największej międzywojennej imprezie lotnictwa sportowego, Międzynarodowych Zawodach Samolotów Turystycznych Challenge w Berlinie. Kilkanaście dni po tym tryumfie, 11 września 1932 roku obaj zginęli w katastrofie lotniczej. 31 sierpnia miało miejsce całkowite zaćmienie słońca widoczne w Polsce.
         W grudniu, jako piąte dziecko urodziła się Leokadia. Zawsze miała pretensje o to imię. Siostry miały Łucja, Marta, a ona Leosia, jak mówiła. Uważała, że rodzice się nie wysilili, aby nadać jej ładne imię, bo przecież dzień przed Leokadią, też w grudniu, jest na przykład Marii.
        To nic, że gdy była dorosła mówiono do niej Lusia, Luśka, miała za to wieczny żal do swoich rodziców. Drugie według niej było jeszcze gorsze, Waleria. W okresie późnej starości przyznała, że to nie było tak, że rodzice. Sprawa z imieniem wyglądała zupełnie inaczej. Ponoć była słaba, ciągle spała po urodzeniu, ale który noworodek ciągle nie śpi, więc rodzice przyspieszyli dzień chrztu. Któregoś ranka zapakowali ją w becik i dziadkowie poszli z nią do kościoła. Było bardzo zimno i ślisko, wręcz niebezpiecznie. Przejęci i zdenerwowani drogą dziadkowie, zapomnieli jak na imię miała mieć ich wnuczka i dali to, które pierwsze przyszło im do głowy. A może wówczas, było to dla nich nawet oryginalne. Po co więc była ta złość i żale do rodziców.
        Jej teściowa też była Leokadia. Może to dodatkowo powodowało niechęć, bo teściowej nie lubiła. Takie imię nadane przez rodziców, według niej, świadczyło o daleko idącej obojętności i braku miłości. Przez całe życie pielęgnowała w sobie i w nas tą niechęć do swoich rodziców o imię, którego nie lubiła, aby w wieku dziewięćdziesięciu lat sobie przypomnieć, że to nie do końca tak było, że rodzice. Jako noworodek ponoć była bardzo słaba, tak mówi, bo ciągle spała. A które noworodki nie śpią oprócz przerw na karmienie? Postanowiono ją więc w trybie przyspieszonym ochrzcić. Więc pewnego grudniowego, mroźnego poranka jej dziadkowie pojechali z nią do kościoła. Droga był trudna, bardzo śliska, duży mróz, pewnie się zmachali i byli zdenerwowani sytuacją i z tego wszystkiego zapomnieli jak miała mieć na imię i dali to, co przyszło im na myśl. Była piąta, potem urodziło się jeszcze szóste. Według niej, zupełnie niepotrzebne. Jej zdaniem te najstarsze doznawały ciepła i zainteresowania ze strony ich babci, która zmarła jak Leokadia miała sześć lat. We wczesnym dzieciństwie mogła więc ich babcia być również dla niej pociechą, tak samo jak dla starszych. Czy była? Dzieci raczej nie pamiętają tego co się dzieje gdy są mali, więc trudno przytaknąć, ale też zaprzeczyć jej zdaniu, że nikt się nią nie interesował. Czy rzeczywiście nie miała nawet lalki? Czy tylko nie miała lalki o jakiej marzyła?
        Życie na gospodarstwie nie było łatwe. Wówczas lalki szyło się z gałganków. Te piękne, były dla wyższych sfer. Czy takiej gałgankowej też nie miała? Mówiła, że dzieci dostały jeść i szły na podwórze. Tam bawiły się patykami, piaskiem, wodą, roślinkami i wyobraźnią. Od wczesnych lat pomagały w gospodarstwie. Te najmłodsze pasły na przykład gęsi. Z literatury wiemy, że tak właśnie wyglądało kiedyś życie. W tamtym, jej czasie, często jeszcze też , ale czy wszyscy, którzy się wtedy rodzili mieli żal do rodziców,

piątek, 16 października 2026

" Hrabina Cosel" - Józef Ignacy Kraszewski


             Długo musiała przeleżeć na półce, aby doczekać się swojej kolejki. Pamiętam, że dostałam ją w prezencie pod choinkę od zaprzyjaźnionej Pani. Wydana w 1968 roku, czyli ja skończyłam akurat ósmą klasę. Wtedy trudno mnie było zainteresować taką lekturą, odłożona więc na półkę, zapomniana, czekała.
         Józef Ignacy Kraszewski urodził się 1812 roku w Warszawie w ziemiańskiej rodzinie. Był encyklopedystą oraz uznanym polskim historykiem. Przez długi czas gromadził prywatną bibliotekę, która miała pomagać mu w jego działalności naukowej i pisarskiej. Według zamierzeń kolekcja miała stanowić  kompletny zbiór dzieł, ilustrujących dzieje i stan sztuki polskiej od XVI do XIX wieku. Oprócz dzieł książkowych zawierała reprodukcje, wydawnictwa ilustrowane, albumy, mapy, plany architektoniczne. Posiadał w swoich zbiorach ponad 2300 książek  historycznych, co pozwalało mu dbać o detale epoki. Podczas dwudziestoletniego pobytu w Dreźnie zaznajomił się dokładnie z historią saską w okresie panowania Augusta II. Zbadał wówczas całą dostępną literaturę i inne materiały, rękopisy i stąd trylogia saska w skład której wchodzi, wydana w 1873 roku,  powieść "Hrabina Cosel".       Jest to powieść naprawdę historyczna, ale też obyczajowa. Historyczna bo prawdziwe są wszystkie postaci, prawdziwe miejsca i prawdziwe zdarzenia i to co autor wymyślił, aby ubrać w odpowiednie słowa.  Jest to historia życia, wzlotu na sam szczyt i wielkiego upadku hrabiny Cosel, kobiety, która istniała naprawdę. Żyła w latach 1680 – 1765 i  należy do najbarwniejszych postaci saksońskiej historii.  Anna Konstancja von Brockdorff  w 1703 roku poślubiła wysokiego urzędnika finansowego Adolfa Magnusa von Hoyma. Król August II Mocny usłyszawszy o jej wielkiej urodzie spowodował, że przyjechała do Drezna, a wkrótce namówił młodą piękność, by stała się jego oficjalną metresą. Jednak Anna nie była łatwa, a była nawet cwana. Postawiła warunki. Po pierwsze rozwód z Hoymem, a po drugie obietnica króla, że w przyszłości zostanie jego legalną żoną. Przez wiele lat wiodła u jego boku prawdziwie bajkowe życie. Umiała zadbać o swoje interesy. Hołubiona, obdarowywana, zaszła na sam szczyt, ale stała się niebezpieczna. Królewska niestałość podsycana dworskimi intrygami zniszczyły jej szczęśliwy los i doprowadziły do tragicznego końca, jednak nigdy, nawet za cenę życia,  nie zgodziła się na utratę honoru.
Książka " Hrabina Cosel" to nie tylko dzieje tej kobiety, ale też opis funkcjonowania drezdeńskiego dworu w tamtej epoce. Autor odtworzył atmosferę intryg, ambicji, rywalizacji, manipulacji.  Opisał obyczaj, moralność i życie sfer wokół królewskiego dworu.
To także opowieść  o wielkich wydarzeniach historycznych, które kształtowały losy Polski i Europy w XVII i XVIII wieku. Obszerne przypisy wyjaśniają prawdziwość historyczną osób, miejsc, ale też niektórych słów z epoki Kraszewskiego. Styl pisania i bogactwo opisów sprawiły, że uznałam tą książkę  za jedną z lepszych jakie przeczytałam w ostatnim czasie.
          Dodatkowo, moje wydanie  jest ubogacone o zdjęcia z  filmowej adaptacji powieści  wg.
Jerzego Antczaka, z Jadwigą Barańską i Mariuszem Dmochowskim w rolach głównych.
         Oglądałam ten film " przed wiekami" i chętnie bym obejrzała ponownie. A swoją drogą, jest tyle kolejnych wersji np. " Lalki" , a na Cosel nikt się nie pokusił.
---
51 książka, 367/21.629

niedziela, 11 października 2026

" Gwiazdka z nieba" - Katarzyna Michalak


             Ostatnie dwie, które otrzymałam do przeczytania były autorstwa Katarzyny Michalak. Pierwsza, którą chciałam czytać była " Zagubiona" Rozpoczynałam kilka razy i niestety, nie potrafiłam się przemóc. Nie mój styl. Odłożyłam. Już obie chciałam oddać, ale przecież czytałam kiedyś książkę Michalak i mi się podobała, więc spróbowałam tą drugą, " Gwiazdkę z nieba" . Zaczęłam i wciągnęła mnie. Losy kilku osób, których los ściągnął na mazurską wieś. Akcja zaskakiwała co rusz to nowym wątkiem, ciekawym wątkiem.  Przeczytałam z przyjemnością. Jest to książka z tych lekka, łatwa i przyjemna. Typowa jak z kobiecej biblioteczki i nie tylko na zimowy czas i jest to tom pierwszy mazurskiej serii. 
---
50 książka, 316/21.262