niedziela, 26 lipca 2026

" Rzeka lodu" - Ariel Lawhon


         Jest takie powiedzenie " nie oceniaj książki po okładce" i chociaż ma ono głębsze znaczenie, można też odnieść dosłownie. Będąc ostatnio z wnuczkami w bibliotece, zwróciłam uwagę na książkę  " Rzeka lodu". Po okładce to nic pochlebnego, ale podobała mi się  i tytuł, który według mnie wiele zawierał. Wzięłam ją, a pani bibliotekarka powiedziała, petarda, super wybór i po przeczytaniu całkowicie się z tym zgadzam.
          Jest to książka, której treść oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Są w niej opisane losy kobiety, która żyła  w 1789 roku. Wówczas w  zamarzniętej rzece Kennebec, która przepływa przez małe miasteczko, znaleziono zwłoki mężczyzny. Martha Ballard zostaje wezwana jako pierwsza na miejsce wypadku, by rozwiązać tajemnicę śmierci.  Zmuszona jest samodzielnie dotrzeć do prawdy o morderstwie, kiedy miejscowy lekarz podważa wyniki śledztwa kobiety. W książce 30 procent treści to fikcja literacka. Martha Ballard jest prawdziwa. Była akuszerką, uzdrowicielką, żoną i matką. Przez 30 lat pisała pamiętniki. To one stały się źródłem informacji  do napisania tej książki.
         To opowieść o Marthcie Ballard, ale poprzez jej profesję o kobietach żyjących w tamtych czasach. Ich życie musiało być związane z mężczyznami. Czasem te związki były dobre, ale częściej chyba nie.  To opowieść o świecie utkanym z sekretów, gdzie cnota może być  karą, a wina przywilejem, oczywiście  mężczyzn, w którym kobieta nie ma głosu, a jednak to ona jest motorem życia. W tle intryg pięknie opisane zostało małżeństwo bohaterki. To opowieść o prawdzie, która wymaga odwagi.
     Autorka przywołuje konkretne fakty, tworząc intrygującą i bardzo ciekawą opowieść. Sensacja, thriller, kryminał dla mnie proza obyczajowa.

" Pamięć to paskudna rzecz, podatna na wypaczenia i zniekształcenia.
  Ale papier i atrament przyjmują prawdę bez emocji i relacjonują ją bez uprzedzeń."

Może dlatego piszę bloga i nie tylko.
---
41 książka, 469/17.733

piątek, 24 lipca 2026

Ogród wiedźmy

           Tak mi się podobała ta tabliczka, że musiałam kupić. Nawet błąd w pisowni zaakceptowałam, tzn. kupując nie zauważyłam.


        Dla niektórych jestem wiedźmą, dla innych wróżką. Z uwagi na wiek, raczej tą pierwszą. To jednak nieważne. Ważny jest ogród, bo taki miał być, trochę zaczarowanym magiczny i to nic, że chwasty. Teraz mówię, że to nie chwasty rosną, ale roślinność spontaniczna. Też gdzieś przeczytałam i mi się podobało. Ostatnio upaja zapachem lilii. 
Niektóre już przekwitły. 





              Liliowce nie pachną, ale też są piękne.


              Wczoraj zebrałam kilkanaście taczek z przekwitłych kwiatów. Głównie przywrotnik i czyściec wełnisty. Wcześniej już obcinałam szałwie i kocimiętki. , ale nie zdążyłam wszystkiego, więc teraz je skończyłam. Było też sporo innych, które już brzydko wyglądały, Dzisiaj odpoczywam, bo przecież ogród nie może być tylko do pracy, bo by jego magia zniknęła.









piątek, 17 lipca 2026

Nieustająca fascynacja.

             Według ilości poświęcanego czasu na różne zajęcia, nie licząc oczywiście codziennych obowiązków, to wymieniłabym ogród, książki i wnusie. Nadal oczywiście fascynuje mnie robienie journali. Ostatnio poświęcałam na to mniej czasu, ale nie zaprzestałam. To nieustająca fascynacja. Tym razem z wpisami na temat szczęścia. Móc robić to co się lubi, to też szczęście, czyli   41   stron szczęścia.










































I co poradzę, że już mam pomysły na następne. Teraz z wykorzystaniem zdjęć od mamy.