środa, 15 lipca 2026

Egoizm czy jednak nie



      Czytałam kiedyś na temat rzeczy, za które nie musimy przepraszać i chyba się z tym zgadzam. I oto wnioski.
Nie przepraszajmy za:

           Za to, że potrafimy powiedzieć "nie".
Umiejętność odmawiania to wyraz szacunku do samego siebie. Często ludzie próbują nami manipulować i nakłaniać do działań, które są korzystne tylko dla nich. Mamy prawo odmówić  i nie musimy się z tego tłumaczyć.

          Za swoje marzenia i cele.
Nie żyjmy z poczuciem winy, bo ktoś inny uważa inaczej.  Nasze marzenia to część nas i nikomu nie musimy się z nich tłumaczyć. Róbmy codziennie krok w ich kierunku. I nie słuchajmy tych, którzy nie mają odwagi marzyć.

         Za czas poświęcony sobie.
Samopoczucie i szczęście zaczynają się od zadbania o własne potrzeby. Kiedy zadbamy o siebie, łatwiej będzie nam pomagać innym. 

          Za swoje priorytety.
Nikt nie ma prawa wywoływać w nas poczucia winy za to, co dla nas ważne. Prawdziwi przyjaciele i bliscy to zaakceptują i uszanują.

          Za zakończenie relacji, które nas niszczyły.
Nie musimy przepraszać za to, że wybraliśmy siebie. Czasem jedynym wyjściem z relacji, które odbierają nam siły, jest odejście. Mamy prawo otaczać się ludźmi, którzy szanują nasze granice i wspierają nasz  rozwój.

         Za swoje niedoskonałości.
To one czynią nas wyjątkowym. Nie przepraszajmy za to, co odróżnia nas od innych. Kto wytyka nam nasze słabości, sam często czuje się niepewnie i chce się dowartościować naszym kosztem.

         Za swoje przekonania.
Mamy prawo mieć własne zdanie, wartości, poglądy religijne czy moralne. Silne osobowości często są niewygodne, bo nie dają sobą manipulować i nie przepraszają za to, w co wierzą.

        Za to, że czegoś nie wiemy.
Nie musimy wiedzieć wszystkiego. Prawdziwa siła tkwi w chęci uczenia się. Przyznanie się do niewiedzy to dowód dojrzałości i odwagi.

       Za swoje oczekiwania.
Mamy prawo oczekiwać tego, co sami dajemy innym. To znak, że zależy nam na relacjach i chcemy je rozwijać. Jeśli nasze oczekiwania nie zostały spełnione, nie przepraszajmy za to. Oczekiwania to wyraz troski, a nie słabości.

          Za to, że wydajemy pieniądze na siebie.
To naturalne, że chcemy nagradzać siebie za swoją pracę. Radość z drobnych przyjemności to nie egoizm , to sposób na docenienie siebie i swojej wartości.

           Za działania innych ludzi.
Nie jesteśmy odpowiedzialni za czyjeś decyzje i błędy, nawet jeśli jesteśmy z kimś blisko. Każdy ponosi odpowiedzialność za własne zachowanie. Nie przepraszajmy za cudze słowa i czyny.

         Zgadzam się z tym wszystkim, ale czasem zastanawiam się, czy niektóre z nich, nie są  to zachowania egoistyczne? 

niedziela, 12 lipca 2026

" grudzień" - Julia Rozumek


              Książka dla dzieci,  o dziewczynce obserwującej wiejski świat wokół siebie w grudniowe, adwentowe dni, w czasach dzieciństwa mojej mamy, albo i wcześniej / mowa np. o prasowaniu żelazkiem z duszą/. Książka mówi o magii grudnia, a może nawet o magii, która dzieje się w życiu przez cały rok. My dorośli na zdarzenia, które ją tworzą nie zwracamy uwagi, traktując za coś zwykłego, a jednak można ją dostrzec oczami dziecka. Z pewnością ta magia była bardziej zauważalna przed stu laty, jak w książce, ale nic nie szkodzi żeby ją znowu odkryć, chociażby czytając w grudniowe wieczory tą książkę razem z dzieckiem.
---
40 książka, 22/17.264
              

czwartek, 9 lipca 2026

" Sierpień" - Julia Rozumek

         Prawdę mówiąc, spodziewałam się po tej książce czegoś innego, chociaż nie potrafię określić czego. Po przeczytaniu pierwszych stron, myślałam, że będzie rozczarowaniem. Tymczasem...
         O czym jest "Sierpień"? Jest to historia mieszkańców małej, polskiej wsi początku lat 70-tych. Jest to też  historia rodziny z której wywodzi się  para nastolatków u progu swojego dorosłego życia oraz  ich przyjaciół i sąsiadów. Historia opisana dzień po dniu , w którym niby nic się nie zdarzyło, a jednak zdarzyło się tak wiele.
        "Sierpień " to opowieść o zwykłej codzienności, o prostym życiu bez pośpiechu, bez internetu, a nawet powiedziałabym bez postępu technicznego. To sentymentalny powrót do lat mojej młodości, do tego co bezpowrotnie minęło.

" Jest ostatnia chwila przed długimi, mroźnymi wieczorami. Przed głuchą, cichą pustką zbyt szybko kończących się dni. Przed trudnym wstawaniem przy wygasłym piecu.  Przed ciężkim paltem i spóźnionym przez śnieg autobusem do miasta." 

    "Sierpień" pachnie zbożem zbieranym z pola,  rozgrzaną słońcem skórą, śliwkowym kompotem, drożdżówką z jagodami, pierogami. To ciepłe wieczory, przyjaźnie, młodzieńcza  radość i beztroską, ale też obowiązki i praca. To pierwsze zakochania, a pomiędzy opisami głębokie rozważania, refleksje, myśli pełne mądrości o  życiu, miłości, rodzinie, pracy. O tym co ważne. To książka, która pozostanie we mnie na dłużej.
          To książka na sierpień, na wakacje, ale też na szare jesienne dni. Polecam

" Sierpień wzbudza poczucie straty. 
Jest pożegnaniem lata, które nieuchronnie odchodzi i wróci dopiero za rok"
---
39 książka, 245/17.064

wtorek, 7 lipca 2026

Wakacje


        W przedszkolu wakacyjna, miesięczna  przerwa, tydzień półkolonii zaliczony, rodzice w pracy, więc dobrze, gdy jest taka instytucja pod nazwą " babcia". A najlepiej gdy są dwie. W tym tygodniu wnusie są u drugiej babci, więc mam czas na ogród. Odchwaściłam ostatnio kostkę brukową i przycięłam rośliny przy niej , a nawet na niej rosnące, nadając im chciany przeze mnie kształt. Mchu w szczelinach nie usuwam.




          Dzisiaj chciałam robić dalej. Niby nie pada, nawet nie mży, ale jest takie coś w powietrzu, że będąc w ogrodzie przez chwilę, miałam mokrą koszulę i bynajmniej nie od potu. Zmusiło mnie do powrotu do domu. Przycięłam jednak tamaryszka, nadając mu trochę przestrzeni wewnątrz i tym samym więcej światła dla roślin rosnących pod nim.


           No i znowu wpadłam w zachwyt, bo czyż można przejść obojętnie, kiedy kwiaty przybrane są 
w krople deszczu, kiedy lipa, chociaż mokra to pachnie, kiedy to wszystko jest takie moje i dla mnie, w podziękowaniu za moją pracę.














             W następnym tygodniu dziewczyny przychodzą do mnie. Będzie zrywanie porzeczek, szukanie poziomek i dużo biegania, zabaw w chowanego, obserwacji przyrody, radości i śmiechu.

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Portret damy - Henry James


          Ktoś chyba robił porządki w swoich książkach i oddał, a osoba obdarowana mi pożyczyła. Książka wydana w 1977 roku / były też wydania nowsze/ pachniała starym papierem. Jej pierwsze wydanie było jeszcze starsze, bo z 1881 roku. Książka zupełnie inna niż współczesne i nie chodzi mi o tematykę, ale o sposób przekazu, o język, bogaty, niecodzienny, wręcz uroczysty. A książka to jak w tytule, portret damy, prawie studium psychologiczne. Zresztą nie tylko jednej damy ale osób występujących w książce.
       Akcja książki toczy się w XIX wieku. Młoda Amerykanka, Isabel Archer, po śmierci rodziców , pod opieką ciotki przyjeżdża do Europy. Tutaj, po odrzuceniu oświadczyn dwojga starających się o nią, wybiera na męża swego rodaka, osiadłego we Włoszech, Gilberta Osmonda. Małżeństwo to okazuje się fatalną pomyłką.
       " Portret damy" to historia młodej kobiety, która sprzeciwiała się typowej roli kobiet. Pomimo upływu dziesiątek lat, temat pozostaje aktualny. Czy my kobiety się poddamy, niestrudzenie spełniając ludzkie zachcianki, tak aby pokładane w nas nadzieje, usatysfakcjonowały i zadowoliły innych? A może swoją ścieżkę życiową poprowadzimy tak Isabel Archer, główna bohaterka tej powieści Henry'ego Jamesa? Wiemy czego chcemy, ale czy o to walczymy. W obecnych czasach, widok kobiety idącej pod prąd, nikogo już nie dziwi, ponieważ te społeczne oczekiwania względem naszej płci  się rozluźniły.
         W czasach, o których pisał Henry James, takie postępowanie było  ewenementem.  Kiedyś opinia publiczna nie miała takiej tolerancji, dla tych, co postanowili żyć po swojemu. 
            Jest to książka, która przenosi nas w przeszłość, do czasów innych wartości i ideałów,
o cenie wolności, zderzeniu ideałów z brutalną rzeczywistością oraz zgubnych skutkach własnych wyborów. Powieść oddaje scenerię XIX-wiecznych elit. Zakończenie nie jest zupełnie jednoznaczne i pozostawia  miejsce na własne przemyślenia. 
            Jeszcze raz wspomnę o języku jakim napisana jest książka,  wspaniałym , pełnym treści i intelektu. Książki jednak nie czytało się łatwo. To nie jest książka do przeczytania, raz dwa, jak twory współczesnych autorów. Może nie przytłaczała, ale nie łatwa do czytania. Zdania wielokrotnie złożone, pełne drobiazgów, refleksji, autoironii, wymagała skupienia. Nie mniej, była to dla mnie literacką ucztą.
---
38 książka, 805/16.819

sobota, 27 czerwca 2026

Upalny początek lata

              Nie pamiętam takich upałów, że kiedykolwiek były, chociaż można mi zarzucić niepamięć, bo zapominam. Już minęła godzina dwudziesta, a jeszcze jest trzydzieści stopni. U nas było dzisiaj trzydzieści cztery. Jutro ma być jeszcze więcej. Aż strach bierze, jak to wszystko zbierze się na burze. Coś tego zbierania wyszło mi dużo w tym krótkim tekście, co nie oznacza, że zabiorę się do podlewania ogrodu. Nie wytrzymuję takiej temperatury i siedzę , zgodnie z zaleceniami alertowymi, w domu. Nigdy nie lubiłam upałów. Może dlatego, że jestem grudniowa, zimowa, wolę jednak chłody. Najlepiej wiosnę i jesień. Wiosna budzi nadzieję, a jesień nostalgię i daje odpoczynek. Mój ogród musi sobie jakoś radzić sam i poczekać na deszcz.
























środa, 24 czerwca 2026

Klątwa


        Na portalu podlaskawiedzmapl  przeczytałam kiedyś:

     Klątwa zdrowia czasami może pochodzić od samych rodziców. Tylko po to byśmy nie poszli dalej, by nie zostali sami. Bo liczą, że jesteśmy zobowiązani być na ich każde zawołanie. Lecz kiedy klątwa wejdzie za głęboko, to często dzieci umierają jeszcze przed rodzicami i też się nimi nie zajmą tak jak oni by chcieli.
        Przekleństwo rodziców to jedna z najcięższych klątw, z którą żyje wiele osób. Jedni są jej świadomi, inni nie wiedzą dlaczego wali im się życie. Nie wiedzą dlaczego chorują i nie potrafią wrócić do zdrowia, a zarobione pieniądze obracają się w pył. Jeśli rodzice żyją, ich przekleństwo często staje się ich codzienną modlitwą, powtarzaną jak mantra. Chociaż być może tylko raz się nie podporządkowaliśmy.

       To straszne słowa i aż trudno w nie uwierzyć, że są prawdziwe, ale ja już w nie wierzę. Mało tego,  ja czasem czuję, że jestem przeklęta. Może klątwa, to zbyt wielkie obciążenie, ale wszędzie się czyta, że słowa matki mają wielką moc. Mnie prześladują słowa mojej mamy, wypowiadane niejednokrotnie." Nie czekaj na moją śmierć, bo  umrzesz prędzej niż ja, albo zaraz po mnie. Ludzi, którzy nie szanują rodziców, to spotyka."  Dla niej szacunek, to było bezwarunkowe posłuszeństwo, nawet w wieku 70 lat. Nie byłam dla niej niedobra, starałam się, ona była najważniejsza, z wiele dla niej rezygnowałam w swoim życiu, aż w pewnym momencie nie chciałam się do końca podporządkować, zrezygnować z siebie, ze swojej rodziny.  To wystarczyło za grzech ciężki. Teraz kiedy zdrowie się sypie i kiedy źle się poczuję, kiedy coś zaczyna boleć, kiedy coś nie wychodzi, to zaraz zaczynam myśleć i przypominają się jej słowa. 
     Ostatnio miałam sen. Nie pamiętam szczegółów, ale pamiętam, że powiedziałam,  jestem zmęczona, ja już nie chcę żyć. Ale to nieprawda. Pomimo wszystkiego co czuję, co się czasem dzieje, pomimo snu, ja przecież chcę jeszcze żyć. Dla córki, dla wnuczek, dla siebie. Czy  znowu poddaję się mamie? Dzisiaj przecież patrzę już na nią inaczej.
        Moja mama  mówiła głównie o  problemach. Nie spała i czuła się wyczerpana. Była drażliwa, zrzędliwa i zgorzkniała. Nigdy się nie zmieniła. A ja cierpiałam, bo nie wiedziałam jak jej pomóc. To czego wymagała było dla mnie nie do przyjęcia, a jednak się naginałam.
Zrozumienie, że każdy jest odpowiedzialny za swoje życie, zajęło mi lata.  Dopiero niedawno powiedziałam stop, bo zrozumiałam, że moja udręka, moja depresja, moja bezsenność i mój stres nie rozwiązywały  problemów, ale pogarszały je.
      Doszłam do wniosku, że moim obowiązkiem wobec samej siebie jest zachować spokój i pozwolić każdemu rozwiązać to, co mu się należy. Pomogła niewątpliwie psychoterapia.
Nie można też pozwolić, aby całe nasze życie kierowane było z urazy, ponieważ matka nie dała nam miłości,  upokarzała. Matka była początkiem naszego istnienia i bez wątpienia miała cięższe życie, trudniejsze, nieraz samotne. Z pewnością nie miała takiego poziomu świadomości, jak ja, ani szansy na uzdrowienie.
         To nie znaczy, że nie cierpiałam, ale ona też miała matkę, której potrzebowała, a może ta też nie dała jej tego co powinna.
         Słowa matki mają jednak moc, dlatego ja nigdy nie powiedziałabym mojej córce tego, co słyszałam od swojej mamy.