Nie każda babcia jest seniorką, ale każda seniorka jest babcią, chyba że nie doczekała się w swoim życiu dzieci, ale czy wtedy jest seniorką? Ja jestem i babcią i seniorką.
Babcią jestem od prawie jedenastu lat, a seniorką od prawie roku. Przedtem była nią moja mama. Co prawda ze strony taty najstarsza jestem już od 28 lat. Może są osoby starsze , ale wśród dalekich krewnych. W naszej linii to jestem ja. Nigdy jednak tak o sobie nie myślałam, aż do dnia pogrzebu mojej kuzynki w sierpniu ubiegłego roku. Byłam tam " wiekowa " wśród rodziny, bo to były dzieci kuzynów, czyli młodsze pokolenie. A do jakich wniosków doszłam ostatnio?
Kiedy weszłam w siódmą dziesiątkę swojego życia, nastąpiła radykalna zmiana. Nastąpił wprost krach, ale uważałam, że był to wynik zawirowań i bardzo trudnej, przykrej sytuacji w życiu. Z pewnością pozostawiło to ślady na moim zdrowiu, a ono zaczęło się sypać. Są lekarstwa, jest zmęczenie, często ból, ale to przecież nie tylko choroba, to naturalne zużywanie się organizmu, przecież mam coraz bliżej do mety. Czas zaakceptować inne priorytety, zwolnione tempo, w ogrodzie nie będę pracowała, ale sobie popracuję. Teraz jest czas na spokój, cieszenie się robótkami, książkami itd. Nic nie muszę, wszystko mogę. Oczywiście to wszystko na co pozwala wydolność organizmu, ale ja coraz mniej chcę. Coraz mniej potrzebuję. Lubię być sama, od czasu do czasu spotkać się z córką i wnusiami, pogadać ze znajomymi paniami. Nie należę do kobiet, które uważają, że starość jest okrutna, bo czują się samotne, które czekają na wsparcie od dzieci. Dzieci mają swoje życie, pracę, kredyty, zmartwienia, własne dzieci. Może dlatego nie czekam, bo nie ma dnia, aby córka nie zadzwoniła.
A zdrowie? Też nie jest wieczne. To dobre, to już przeszłość, ale to jakie jest, to też mój atut. Przecież poruszam się, żyję, słyszę, widzę, czuję. Czasem nie chce mi się rano wstać, ale czy muszę. Mogę sobie poleniuchować chociażby z książką w łóżku.
Emerytura i pieniądze, no cóż jeśli ZUS nie zbankrutuje, to nie jest najgorzej. Moje potrzeby nie są wielkie. Najgorsze są niespełnione oczekiwania, a ja niczego nie oczekuję. Cieszę się z drobiazgów, z tego co samo przychodzi. Mówią, że szczęście trzeba sobie samemu stworzyć. Umiejętność cieszenia się sobą to najlepsze lekarstwo przeciwko przygnębieniu. Uczę się odpuszczać przeszłość. Nie oczekuję, że życie znów będzie takie jak dawniej. Teraz jest inaczej. A moim zadaniem jest żyć teraz. Uczę się odmawiać, jeśli jest mi nie po drodze. Może to samolubność, ale zbyt długo się poświęcałam i byłam uległa.
Ponoć jakiś brazylijski onkolog powiedział, że wiek średni zaczyna się po 50-tym roku życia i kończy po 70-tym. Złote lata to lata od 70 do 80. Starość to lata od 80 do 90. A po 90 roku życia zaczyna się długowieczność.
Myślę, że ważne jest , aby nie tracić kontroli nad swoim życiem. Oznacza to samodzielne decydowanie, kiedy i z kim wyjść, co jeść, jak się ubierać, do kogo zadzwonić, o której godzinie iść spać, a o której wstać, co czytać, co robić, co kupować, gdzie mieszkać itd. Bo jeśli nie potrafisz robić tego wszystkiego swobodnie i niezależnie, staniesz się osobą nie do zniesienia i ciężarem dla innych.
To chyba William Szekspir powiedział: „Zawsze jestem szczęśliwy, bo niczego od nikogo nie oczekuję. Czekanie zawsze jest bolesne." Problemy nie są wieczne; mają rozwiązania. Jedynym problemem, na który nie ma lekarstwa, jest śmierć.
Zanim zareagujesz... weź głęboki oddech;
Zanim przemówisz... posłuchaj;
Zanim skrytykujesz... spójrz na siebie;
Zanim napiszesz... pomyśl;
Zanim zaatakujesz... poddaj się;
Zanim umrzesz... przeżyj najpiękniejsze życie, jakie możesz!
Zauważaj wady innych... ale podziwiaj i chwal ich zalety.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz