czwartek, 3 lipca 2025

Wykopaliska, czyli odnalezione u mamy

           Obiecałam napisać więc to czynię. Nie będę pisała o przydasiach, koronkach, tasiemkach, bawełniczkach, zapasach kartek życzeniowych na kilka lat, kordonkach itp. Część z nich wykorzystam do moich robótek. Te cenne wykopaliska to pamiątki, to historia rodziny.
     Niektórzy mówią, sprzedaj, to może być cenne. Dla mnie jest cenne, ale nie w sensie finansowym. To moje korzenie, historia mojej rodziny, moi dziadkowie, a nawet pradziadkowie , wspomnienia, sentyment, emocje, no i trochę powtórki z zagracaniem domu, ale nie jest w końcu tego aż tak dużo, a mam nadzieję, że za kilka lat będzie to miało wartość sentymentalną również dla moich wnuczek. 
         Co zatem znalazłam.
- Książki z początku poprzedniego wieku. Niektóre mają ponad sto lat.
    Książeczka z wierszami do pamiętników i życzeniami na różne okazje wydaną w 1906 roku, katechizm po niemiecku i drugi niemiecko polski z 1911 i 1938 roku. Książka o ogrodnictwie po niemiecku wydawnictwo Berlin-Wiedeń- Zurych nie wiem który rok, kalendarz ogrodniczy na 1939 rok z cennikiem nasion i narzędzi ogrodniczych, książki wydane przez Oetkera dotyczące pieczenia ciast, nie wiem z których lat, ale bardzo zużyte. W jednej z nich, reklamuje urządzenie "Czarodziej" do pieczenia tzn. prodiż . Są też książki o dzierganiu, i szydełkowaniu, robieniu przetworów z początku lat 50-tych, gazety " Wykroje i wzory" z tego samego okresu, " Młody technik" z 1975 roku, 










- Dokumenty, np. świadectwo szkolne mamy z którego dopiero się dowiedziałam, że w podstawówce uczyła się francuskiego, taty przepustkę podbitą przez pograniczników w 1945 roku jak wracał z robót w Niemczech, będącą jednocześnie biletem upoważniającym jednorazowo na przejazd do domu

- Zdjęcia, bardzo dawno nie oglądane, w tym zdjęcia pradziadków, babci jak była chyba trzy letnią dziewczynką.

- Stara porcelana po babci w postaci dzbanka do kawy bez pokrywki, który był jej ślubnym prezentem. Wiszący ścienny zegar chyba nawet po pradziadkach, oddałam komuś, kto na niego zasłużył.

- Prezenty ślubne rodziców, a właściwie ich fragmenty, bo to obrus z przetartą dziurką i piękną mereżką, karafka już bez kieliszków, bo się wytłukły, dzbanek do kawy i mlecznik z jedną już tylko filiżanką, lekko wyszczerbiona kryształowa miseczka z lat 50-tych poprzedniego wieku.

- Sentymentalne np. kosmyk moich włosów, kiedy po raz pierwszy miałam podcinany warkocz, z datą na pudełeczku 1964, papierosy sporty radomskie, klubowe i cygara. Może wykupione w czasie kiedy były na kartki? Chyba wszystkie zaproszenia i zawiadomienia o ślubach, komuniach itp. od lat 60 tych.

- Stara biżuteria, niekoniecznie złota, ale pamiątkowa.

- Nawet taka torba po żwirku dla kota. Torba jak torba, ale jest na niej cena.


     czy haftowana makatka, którą pamiętam z dzieciństwa. Powiesiłam ją u siebie w garderobie, która jest jednocześnie moją robótkową pracownią.


          Takich drobiazgów jest więcej, dużo, nawet bardzo dużo. Każdy muszę dotknąć, aby zachować, przekazać go córce, albo się z nim pożegnać na zawsze. 

1 komentarz:

  1. Ja jak robiłam porządki w domu po teściach to byłam młoda ….teraz to już bym inaczej pewnie podeszła do wielu rzeczy haha prodziż mam i lubię w nim piec bo ciasto się tak nie wysusza jak w piekarniku 😀 niektóre rzeczy to miła pamiątka 😀 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń