Wczoraj wieczorem myślałam, że w
nocy pojadę na pogotowie. Temperatura wciąż trzymała ponad 39, a kaszel chciał
mnie udusić. Charczenie które czułam, gdzieś w tchawicy, przypominało mi tatę,
kiedy leżał nieprzytomny i zbierała mu się gdzieś w płucach woda. Pielęgniarki
ściągały ją, bo mówiły że by się po porostu utopił. Mogłam tylko siedzieć.
Myślałam już, że noc spędzę w fotelu. W końcu jakoś się uspokoiło. Rano miałam
36,6 i czułam w sobie ciszę jak po wielkim huraganie. Teraz znowu się pogarsza,
ale może nie będzie już tak źle. Jeszcze nadzieja w moim laryngologu.
czwartek, 18 kwietnia 2019
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
-
Pojechałam tam wczoraj nie z myślą zamknięcia sezonu działkowego, ale przewietrzyć umysł, naładować serce. Była bardzo ładna p...
-
Ostatnie dwie, które otrzymałam do przeczytania były autorstwa Katarzyny Michalak. Pierwsza, którą chciałam czytać była " ...
-
Długo musiała przeleżeć na półce, aby doczekać się swojej kolejki. Pamiętam, że dostałam ją w prezencie pod choinkę od zaprzy...
-
W sobotę byłam znowu na działce. Zakręciłam wodę, posadziłam tulipany, wypiłam kawę i delektowałam się ciszą i koloram...
-
" Odmieniec" to książka z mojej półki, chociaż nie dosłownie, bo dostałam ją zupełnie przypadkowo, od kogoś, kto jej nawe...
-
Właśnie skończyłam czytać i siedzę teraz przy komputerze i brak mi słów. Jestem zdenerwowana, zła, sama nie wiem jaka. Książka...
-
Książki nie tylko czytam, ale dla swoich potrzeb piszę. Może to piszę książki jest określeniem na wyrost, ale spisałam swoje wę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz