środa, 23 grudnia 2020

Życzenia Świąteczne.

 


Zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia
i oby ten nadchodzący rok był dla nas łaskawszy, a co najmniej nie gorszy.

poniedziałek, 21 grudnia 2020

"Ucho igielne" - Wiesław Myśliwski



         " Ucho Igielne" to kolejna medytacja nad ludzkim losem, pamięcią, historią, a przede wszystkim konfrontacją młodości ze starością i tęsknocie za upływającym czasem. Tłem powieści, jak zwykle u Myśliwskiego,  są  dobrze nam znane  wydarzenia z historii Polski. Los bezimiennego bohatera jest uniwersalny. To historia nie tylko człowieka, to historia pokolenia żyjącego w określonym czasie.  Książka stworzona ze strzępków wspomnień, bohatera i osób z którymi związało go jego życie. Czasem ich pamięć gdzieś się spotyka, innym razem nie. Pamiętamy to co chcemy i w konfiguracji idealnie nam pasującej. Czym więc jest prawda historyczna? To sentymentalna podróż po dawnych czasach. "Ucho igielne jest kolejnym przykładem wyższości języka, nad treścią. Jest  prawdziwą czytelniczą ucztę dla szukających mądrej, refleksyjnej lektury o ludzkim losie, miłości, przeznaczeniu, pamięci i sensie istnienia.

" Pustka to najgorsze co może nas spotkać. Zaradzić jej tylko można, żyjąc w czyimś życiu".

" Młodość to wiara, że zawsze się będzie młodym"

" Może samotność sobie sami zadajemy, jako niezgodę na świat, w którym przyszło nam żyć"

" Młodość nigdy nie przemija. To ciała nasze przemijają"

        I ten najbardziej mi bliski.

" Bóg powinien być kobietą. Bo kto rodzi świat? Kto cierpi za świat? Kobieta. Ona jest naszym losem. My, mężczyźni jesteśmy tylko od wojen, rewolucji i różnych zawieruch.Nasza siła to tylko złudzenie.Bóg przelał swoją moc na kobiety"

sobota, 19 grudnia 2020

Terapia na uspokojenie

               Zdarzenia ostatnich dni , jakie mają miejsce w naszej rodzinie powodują u mnie duży stres. Chociaż w moim domu jest wszystko Ok, to, to co się dzieje u bliskich jest stresujace. Teściowie córki z covidem, mąż córki pracuje razem ze swoim ojcem, ma kwarantannę i jest w domu z 5 letnią córką. Oby nie zachorował, bo kto zajmie się dzieckiem. Córka z młodszym dzieckiem w szpitalu, pisałam wczoraj. Nie wiadomo  jak się to wszystko zakończy, kiedy wyjdą ze szpitala, może będą bezdomni, bo do domu nie mogą narazie wrócić, a może mogą same zarażąć, więc czy do nas? Chyba jednak trzeba zaryzykować, pomimo że, lekarz kazał się dobrze zastanowć, bo jesteśmy w wieku covidowo niezbyt bezpiecznym. Co ze świętami, dorosły zrozumie, ale jakie to będzie przykre dla pięciolatki. Chyba lepiej nie mówić, że już są święta, tylko przenieść je na potem, jak się wszystko uspokoi i ich rodzina będzie razem. Wnuczka chciała przyjść do nas jak mama będzie w szpitalu. Nie może, bo kwarantanna. Wszystko jest pokręcone, zagrożone i stresujące. Aby chociaż trochę zapomnieć, ale jak zapomnieć, czy można, czy chcę, więc może, aby ciągle nie myśleć , terapia przez pracę i to taką, którą lubię. Decoupage świąteczny.















            Teraz idę do prac przygotowawczych do wigilii i na święta. Mam nadzieję, że może, nawet jeśli to stałoby się w Wigilię, okaże się, że rodzina spędzi jednak te święta razem, ale ktoś musi pomóc, aby mieli świątecznie.

piątek, 18 grudnia 2020

Przedświątecznie

          Przedświątecznie, bo to przecież ostatni tydzień przed, a wcale nie czuję, aby to miały być święta. Szaro, ponuro i smutno. Nie czułam nastroju przedświatecznego, ale zaplanowałam, że od dzisiaj się wezmę za konkrety. I co? Wszystko wzięło w łeb, bo jak tu myśleć o świętach, jak nie wiadomo jakie one będą. Wszyscy naokoło się pochorowali, nie wiadomo na co, bo na covid przecież skierowania się tak łatwo nie dostanie. Brak wskazań. Najgorsze jest jednak to, że córka jest od wczoraj na niemowlęcym w szpitalu, z wnusią. Temperatura około 40 stopni, trudna do zbicia, zrobiła badanie moczu i jest złe, ale CRP tylko 3, gdy dopuszczalne jest 5.   Zaraz przenieśli je z sali dwójki na jednoosobową, bo jakisś wirus, ale jaki? Robią badania i mówią o dziesięciodniowym pobycie w szpitalu. Więc jakie to będą świeta. Miała być pierwsza gwiazdka, pierwsza choinka, starsza siostra pięciolatka pisała do Mikołaja o prezenty, a tu nic. My na nieszczęście mieliśmy w sobotę kontakt z wnukiem siedemnastolatkiem, a tu okazuje się, że jego mama była u swojej, a tą w niedzielę zabrano do szpitala na covid. Pomiędzy tymi dwoma przypadkami nie było dotychczas żadnego kontaktu , nawet pośredniego, ale co dalej, co ze świętami. Ojciec z pięciolatką w domu, mama z jedenasto miesięczną w szpitalu. Czy w takiej sytuacji, ewentualnego zarażenia, mogę w święta odwiedzić swoją 86 letnią mamę, chorującą na astmę i nie tylko. Smutne to mogą być święta. Mniejmy jednak nadzieję, że ci co nie dostali skierowania na test, robią go prywatnie - pięć stów chyba, okaże się, że rzeczywiście nie mieli na niego wskazań, że siedemnastolatek nic nam nie zasiał przez kontakt jego mamy z chorą babcią, a córka z wnusią wrócą na święta do domu. Postaram się, to co będę mogła im przygotować i że pozostali członkowie rodziny się nie pochorują. 

        Zrobiłam dzisiaj wianek na drzwi i powiesiłam plasterki suszonych pomarańczy na choinkę przy wejściu. Kupiłam, jeśli przetrwa będzie kolejna do ogrodu, a jeśli nie, to do wyrzycenia. Miały być światełka przed wejściem. Mówię o tym już od Mikołaja, ale jeśli sama nie zrobię, to trudno się doprosić. Tego jednak robić nie będę. Od początku adwentu świecą się jedynie adwentowe świeczniki w oknach. Moje " okno dupereli" w tym roku skromne. O, zrobiłam świąteczne słoiczki do kuchni. Pojemniczki na herbatki lub inne drobiazgi. I to tyle. Daj Boże zdrowie moim bliskim.











piątek, 11 grudnia 2020

"Kamień na kamieniu"- Wiesław Myśliwski

             Moja fascynacja twórczością Wiesława Myśliwskiego zaczęła się od " Nagiego sadu". " Kamień na kamieniu" to czwarta powieść tego pisarza, którą przecztałam, z tego trzecia przeczytana w całości. Autor poprzez narracyjne przemyślenia bohatera Szymona Pietruszki, wprowadza nas w świat dawnej wsi, z jej tradycjami, zwyczajami, organizacją pracy, wypoczynku, zabawy, łobuzerskich zachowań wiejskich kawalerów itd. Chociaż narracja nie jest ciągła, autor przeprowadza nas przez zmiany dokonujące się na wsi od końca XIX wieku, przez czas II wojny światowej, do absurdów peerelu. Burzliwe losy Szymona Pietruszki, którego życie zmuszało do ciągłych korekt życiowych planów, posłużyły do ukazania  zawiłej historii i odchodzącej w przeszłość tradycji opłotkowej wsi, oraz sposobów radzenia sobie w trudnych sytuacjach  powojennej rzeczywistości, zmian w mentalności mieszkańców wsi. Powieść naszpikowana jest mnóstwem z pozoru mało ważnych, bo nie posuwających akcji naprzód,  ale jakże istotnych szczegółów, przywołujących w mojej pamięci mniej lub bardziej świadome obrazy z przeszłości. Autor pochodzi z małej wsi, może dlatego daje tak bardzo obrazowy opis z czasów swojego dzieciństwa i młodości. Ponoć z uwagi na epicki rozmach i szerokie potraktowanie tematyki wiejskiej, dzieło porównywano z "Chłopami" Reymonta. Tytuł " Kamień na kamieniu " nawiazuje do słów ludowej pieśni i ma znaczenie symboliczne, bo czyż z tej dawnej wsi nie ostał tylko kamień na kamieniu. I jak w każdej książce Myśliwskiego, aż roi się od słów i myśli do cytowania.

" bo cierpliwość będzie człowiekowi potrzebniejsza niż bogactwa"

*

" Można być sławnym i bogatym, a nie być szczęśliwym"

*

" Życie to tak samo fach jak każdy inny. A kto wie czy nie najtrudniejszy."

środa, 9 grudnia 2020

Gorzej niż dziecko

               Moja pięcio i pół letnia wnusia wie, że jak się kicha to w rękaw, zastawia sobie usta. Dzisiaj byłam świadkiem wprost niewyobrażalnego zdarzenia w sklepie. Pan,około siedemdziesiątki, więc znowu nie aż tak stary, podczas rozmowy z obsługą sklepu, nagle odwrócił się do tyłu, zsunął maseczkę, kichnął i powtórnie nasunął maseczkę. Zatem maseczka to dla niego element dekoracyjny, nie mógł jej przecież zanieczyścić swoim kichnięciem, a co fruwało w powietrzu, wolę nie myśleć. Takich starych, bezmyślnych dziadów powinno się na czas pandemii zamykać w odosobnieniu.

niedziela, 6 grudnia 2020

Mikołaj

              Czas biegnie nieubłaganie. Dzisiaj już druga niedziela adwentu. Za trzy tygodnie będzie już po świętach i będziemy stali na progu nowego roku. Co nam przyniesie. Czy zakończy się to co zaczęło się w tym, covid? My starsi, coraz starsi, czy zdołamy zrealizować jeszcze to co się nam marzy? Dzieci rosną, czekają, chociażby na dzisiejsze pełne, mniej lub bardziej skarpety. Przecież my też kiedyś tak czekaliśmy. Za moich czasów dziecięcych nie było skarpet. Czyściło się buty i stawiało na okno, a rano z biciem serca zagladało, czy był. Zawsze był, tylko że wówczas Mikołaj przynosił tylko słodycze i jaka to była radość. Czasem była też rózga, tak dla przestrogi. Pamiętam jak moja córka nie mogła zasnąć z przejęcia, bo buty już stały na oknie, a Mikołaj, czytaj mama zasnęła i rano w bucie było pusto. Jaki to był żal. Dziadek wrócił z kościoła chyba i tłumaczył, że widział Mikołaja, a ten się tłumaczył, że nie zdażył do wszystkich dotrzeć i będzie jeszcze w kolejną noc chodził. No i przyszedł o dzień później. Moja wnusia, też wczoraj pytała, kiedy przyjdzie, bo skarpety przygotowane. 


           Mama ją zapytała, a byłaś grzeczna? Ona szczerze odpowiedziała, że trochę tak, a trochę nie, ale w zeszłym roku też byłam trochę grzeczna, a trochę nie i jednak przyszedł. Więc za szczerość przyjdzie, a zresztą nie wyobrażam sobie, jak może być niegrzeczna taka pięcio i pół letnia dziewczynka. Rano zadzwoniła do babci, że był. Wczoraj pisała list do Mikołaja. Podyktowała mamie, a potem własnoręcznie przepisała. Nie zapomniała w nim o małej siostrze, ani o rodzicach.



            Grudzień, ze swoimi przygotowywaniami do świąt, to piękny czas, zwłaszcza jak są dzieci i chociaż wiele się zmienia w stosunku do czasu mojego dzieciństwa, jeśli się kultywuje tradycje to, to co najważniejsze, pozostaje wciąż żywe.