Mówią, że gdy Bóg chce człowieka ukarać, spełnia jego pragnienia. Przed dziesięcioma laty znudziła mi się moja samotność. Córka dorosła i się usamodzielniła, a ja zapragnęłam przemeblować swoje życie. Poprzednio samotna matka nie chciała być samotna. I stało się. Od ośmiu lat jesteśmy razem, od trzech w formalnym związku i od roku w permanentnej kłótni. Czy to może wróżyć jeszcze coś dobrego?
Jestem zmęczona ciągłym dostosowywaniem i podporządkowywaniem się do drugiej osoby, przygotowywaniem obiadów dla znajomych, składaniem wizyt, uczestniczeniem w spotkaniach. Drażnią mnie porozwieszane jego ubrania, buty zamiast w swoim miejscu wszystkie leżące" pod ręką " w przedpokoju, ochlapane lustra i cała łazienka, mycie nóg w moim bidecie i wiele, wiele innych.
Chciałabym zostać sama chociaż na jakiś czas. Zaszyć się w ciszy i bez towarzystwa. Wyjechać, odpocząć, odreagować. Ale może wówczas już nie chciałabym wrócić.
Singielka, tak czy nie, za czy przeciw. Żal mi go, ale nie potrafię zapomnieć usłyszanych słów, które bardzo zraniły, a jego przyzwyczajenia drażnią coraz bardziej. Dokąd ta droga prowadzi?
Mówią, że gdy Bóg chce człowieka ukarać, spełnia jego pragnienia. Przed dziesięcioma laty nie chciałam być sama, teraz mam za swoje.