Poprzez białe drogi, z mrozem za pan brat
pędzą nasze sanie szybkie niby wiatr.
Biegnij koniu wrony przez uśpiony las
my wieziemy świerk zielony i śpiewamy tak:
Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
co za radość, gdy saniami można jechać w dal
Gdy pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
a przed nami i za nami wiruje tyle gwiazd.
Biegniesz biała drogo nie wiadomo jak,
nie ma tu nikogo, kto by znaczył ślad.
Tylko nasze sanie, tylko szybki koń
tylko gwiazdy roześmiane i piosenki ton.
Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
co za radość, gdy saniami można jechać w dal
Gdy pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
a przed nami i za nami wiruje tyle gwiazd.
Na dzisiaj piosenka już trochę nieaktualna. Po zielony świerk już nie pojedziemy. Święta minęły, ale śnieg pada, jak dawno nie padał. Zima jak z mojego dzieciństwa. Nie wiem czemu, ostatnio tak chętnie i często wracam wspomnieniami do tamtych lat.
Śnieg padał jak dziś, za oknem wszystko było białe. W domu ciepły piec, strzelały w nim iskry i trzaskało palone drewno. Mama krzątała się pewnie przy obiedzie, a my , tzn. ja z bratem bawiliśmy się , może rysowaliśmy coś przy stole nowymi kredkami od Gwiazdora.
Na stopach ciepłe skarpety, które robiły zazwyczaj babcie , na plecach ciepły sweter zrobiony na drutach przez mamę , a za oknem dzwoneczki sań. Kulig ciągniony przez konie, śmiech dzieci. My nie uczestniczyliśmy w kuligach. Nie brała w nich udziału mama, więc nas też nie puszczała. Może tata by z nami poszedł, ale słuchał mamy zakazu. Pamiętam jednak jak sam nas ciągnął na saneczkach i jechaliśmy do babci, do jego mamy. Na podwórzu były wysokie korytarze, odśnieżone przejścia, do ulicy i do szopki z opałem. Na strychu naszej sąsiadki roztaczał się zapach jabłek. Wywieszona tam wyprana pościel i ubrania, były sztywne jak drut. Ech, co to były za czasy. Dzisiaj nie wystarczy odśnieżyć korytarz do przejścia. Musi być szeroko, aby auto przejechało, sypie się solą, aby się nie ślizgało. Konie nie ciągną sań. Jeśli kulig, to gdzieś zorganizowany, komercyjny. Kredki dla dzieci, to nic takiego. Wolą siedzieć przy komputerze, telefonie. W domu cisza, nawet drwa nie trzaskają w ogniu. Czy obecne pokolenie dzieci też będzie miało co wspominać? Co prawda moje wnusie, wystarczy trochę śniegu , a już lepią bałwana. Ja go lepiłam dopiero jak córka była dzieckiem, czyli w dorosłości. Nie wiem dlaczego nie w czasach dzieciństwa. A ja dzisiaj? W domu ciepło od kaloryfera lub podłogi. Nie muszę zakładać ciepłych skarpet. Zrobiłam sobie owocową herbatkę. Mam jeszcze świąteczne pierniczki, książkę, wełnę i druty, a za oknem śnieg pada. Obserwowałam przez okno sąsiadów jak się wspomagali, bo się w śniegu zakopali.


Tak piękna biel za oknem skłania nas do wspomnień lat dziecięcych, zabawa na śniegu, kuligi, ale z kubkiem ciepłej herbaty, przy dobrej książce czy innych robótkach.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Zapach dzieciństwa i śnieg za oknem...
OdpowiedzUsuńTakie wspomnienia wracają zawsze, nawet gdy świat pędzi szybciej.
Pozdrawiam serdecznie.