czwartek, 27 października 2022

Koronka do serwetki

        Zawsze uważałam, że na skołatane nerwy, najlepsze są robótki ręczne i ogród. Oj, w ogrodzie ma się wtedy dużo siły do kopania, wyrzucania tego co niepotrzebne. Oczywiście muszą to być skołatane nerwy i wściekłość. Teraz do ogrodu nie pójdę, chociaż roboty jest w bród, ale choroba nie pozwala. Czymś jednak muszę się zająć, aby rozładować to co we mnie tkwi. Jedyne co pomaga to szydełko. Muszę pilnować na wzór, liczyć oczka, słupki i tym podobne. Co prawda w natłoku myśli pomiędzy liczeniem robiłam błędy, prułam, nie wiem już ile razy, nawet duże fragmenty, ale przecież nie zostawię z błędem, aby przypominał o ciężkich dniach. Efekt końcowy na zdjęciach. Serwetka z odzysku, miała jakąś  dziwną koronkę. To był chyba raczej rodzaj jakiejś mereżki, ale brzydkiej z brązowymi nićmi robionej. Usunęłam ją i zrobiłam swoją. Haft zostawiłam i mam nową serwetkę.





 

6 komentarzy:

  1. Przecież to piękne jest !!! Warto było się potrudzić, a i nerwy skołatane przy okazji doprowadzić do spokojności. Pozdrawiam ciepło :))

    OdpowiedzUsuń

  2. Ta serwetka jest bardzo piękna a koronka prześliczna.
    Elu, życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie misterne koronki zawsze przypominają mi mamę, ona bardzo lubiła takie robótki. Śliczne i praktyczne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna nowa odsłona koronka idealna :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Serwetka w nowej odsłonie super się prezentuje :).

    Życzę Ci żebyś do ogrodu czy po szydełko sięgała z dobrymi myślami. Niech złe omijają Cię szerokim łukiem...

    OdpowiedzUsuń