Lubię napawać się widokiem kwiatów, upajać się ich zapachem, słuchać szumu falujących na wietrze traw i szemrzących kropli małej fontanny na stawku, słuchać rechotu żab mieszkających w oczku, śpiewu ptaków kryjących sie wśród drzew, i brzęczenia owadów. To wszystko zapłata za moją pracę. Ale mój ogród to też dary dla ciała, a ściślej dla żołądka. Zaczęło się od rabarbaru. Potem były poziomki i truskawki , czerwone porzeczki i agrest. Wśród listków wnusia szukała jagody kalifornijskie i borówki. Było ich naprawdę niewiele i bardzo małe. Nie udaję się mi ich uprawa. W tym roku po raz pierwszy wekowałam swoje czereśnie.
Tak samo jak jarzębinę, chociaż z tej ostatniej robiłam już dżemy. Są pyszne. Szkoda mi ją obrywać, tak pięknie wyglada na drzewie, a dżemów mam dużo innych.
Na etapie dojrzewania są pigwy, pigwowce, orzechy włoskie i leszczynowe oraz winogrona i jabłka. Orzechy leszczynowe w tym roku masowo opadają i są robaczywe więc zbiór będzie mniejszy niż w roku ubiegłym.
No i mam surowiec na własne kapary. Owoce nasturcji w słoikach, na zimę super jako dodatek do sałatek.




