Często to co najbliżej, jest nam najmniej znane Do pałacu w Leźnie wybieraliśmy się wielokrotnie. Po drodze, na kawę, na obiad. Każda okazja byłaby dobra, ale odwlekaliśmy. Wreszcie się udało. Byliśmy tam w połowie października.
poniedziałek, 3 grudnia 2018
niedziela, 2 grudnia 2018
Czas prędko mija
Dzisiaj kolejny początek roku liturgicznego. Zaczyna się kolejny adwent. W kościele uświadomiłam sobie, że przecież niedawno były święta Bożego Narodzenia. Nawet nie wiem jak prędko minął rok. Nie zdążyłam się zatrzymać na dłużej i znowu będą kolejne. To prawda, że im człowiek starszy to czas ucieka jakby prędzej, bo przecież w rzeczywistości płynie tak samo jak zawsze. W młodości nawet wydawało się, że za wolno. Człowiek wciąż na coś czekał, za czymś dążył i chciał, aby to było już. Niestety trzeba było swoje odczekać. Teraz nawet się nie spostrzegłam i już mamy kolejny adwent. Za chwilę będą święta i zmiana kalendarza. Bez względu jak długo to jeszcze potrwa, wiem, że czasu mam coraz mniej, ale czy zwolnienie tempa spowolni jego bieg? Wiem, że to nic nie pomoże i co ma być to i tak będzie. Cieszmy się więc z tego co tu i teraz.
Księża bez cenzury
W ubiegłą niedzielę w kościele odbyła się zbiórka datków na seminarium duchowne. Za dobrowolne datki można też było nabyć seminaryjny kalendarz lub książkę. Kalendarzy zawsze nam się nazbiera aż w nadmiarze, więc wzięliśmy książkę. Właśnie skończyłam ją czytać. Książka pod redakcją kleryków Wiktora Szponara i Jakuba Wojewódki pod tytułem " Księżą bez cenzury - Rozmowy pod koloratką" to cztery wywiady. Książka mówi , jak to określono, o tym o czym wielu kapłanów nie mówi, a świeccy boją się zapytać. To wspomnienia z dzieciństwa , odpowiedzi na pytania dlaczego zostałem księdzem, o inwigilacji i kontaktach księży z SB, o celibacie, karierze i karierowiczach w kościele, co oznacza u kapłana " wylogować się" i wiele innych. Książkę dobrze się czyta i jest naprawdę ciekawa.
środa, 28 listopada 2018
Pierwszy śnieg
Dużo go nie ma, ale pierwszy już spadł. Rano była niespodzianka szczególnie dla dzieci. Wnusia zaraz po przyjściu, chciała zostać w ogrodzie, chociaż było jeszcze szaro i mglisto, ale radość była ogromna. Potem nawet na chwilę wyjrzało słoneczko. Ogród zmienił swój wystrój na zimowy.
piątek, 23 listopada 2018
Kawa czy herbata, w czym?
Kawa czy herbata? Co pijemy, a co pili dawniej. Jak pijemy my, a jak pili wcześniej. Za czasów mojej babci kawa naturalna była od święta. Podobnie z czarną herbatą. Nie było tyle gatunków, Yunnan, Madras i to wszystko. Na co dzień zbożówka albo ziołowe herbatki. Te codzienne parzyło się do fajansowego czajnika. Pamiętam też taki metalowy. Stał zawsze na piecu w kuchni.
Od święta, czyli dla gości podawano w porcelanie. Moja mama ma jeszcze po babci jakąś filiżankę i dzbanek. Cenna pamiątka. Podobnie było za czasów mojej mamy.
W czasie mojej młodości wszystkie te dzbanki, serwisy, filiżaneczki zasilały raczej półki za szkłem i były ozdobą.
Kawę podawało się sypaną do szklanek. Gorące, parzące w ręce na szklanych spodeczkach, potem wstawiane były w ozdobne koszyczki. Prześcigano się kto parzy z większą pianką.
W szklankach była zarówno kawa jak i herbata. W domu, w restauracji, w dworcowym barze. Wszędzie była szklanka. Potem wracaliśmy do kubeczków.
Pomału zaczęły wracać dzbanki. Kawa pojawiła się rozpuszczalna i różne gatunki herbat. Te liściaste zastępowano w torebeczkach. Zresztą tak jest do dzisiaj. Szklaneczki poszły jednak w zapomnienie. W ładnej filiżance lepiej smakuje.
czwartek, 22 listopada 2018
Anielskie drogi
Jestem na etapie czytania bardziej zaangażowana niż w innych porach roku. Pisałam już wcześniej, że na przykład, szukam książek pod choinkę. Właśnie skończyłam " Anielskie drogi" Joan Wester - Anderson. Ogólnie napisano o niej że, ta książka to prawdziwe historie o gościach z niebios. Czytając ją, brzmi trochę jak bajka czy opowieść fantasty, ale nie neguję tego. Są w niej krótkie opowieści ludzi, osób które zostały dotknięte opieką Anioła czy Aniołów. Ja również zawsze mówiłam, że nade mną czuwał Ktoś z góry, ale nie postrzegałam tego, że to Anioł. Raczej uważałam , że to opieka Boża. Jeśli Aniołowie są wysłannikami Boga, to sprowadza się to do opieki Aniołów. Nigdy nie widziałam, nie słyszałam trzepotu skrzydeł jak niektórzy bohaterowie opowiadań z wymienionej książki, ale niebezpieczne sytuacje, w których się znalazłam i sposób wyjścia z nich były chyba zależne nie tylko ode mnie. Uważałam, że Ktoś czuwała nade mną. Na przykład. Do pracy dojeżdżałam maluchem. Córka jeździła ze mną do szkoły. Był początek zimy, w nocy spadł śnieg i nadal padał. Ostatni odcinek drogi szosa prowadziła z górki z jednoczesnym zakrętem w lewo. Zwolniłam już wcześniej, ale pomimo to samochód ledwo się trzymał wyznaczonego przeze mnie toru. Na nasze nieszczęście z przeciwnej strony pod górę jechał ogromny tir. Ten miał większe trudności , bo pod górę z jednoczesnym skrętem w prawo. Przypuszczam, że jego ciężar był powodem, że zamiast jechać prawą stroną zaczęło go znosić na mój pas ruchu. Jechał prosto na nas, a ja nie mogłam odbić w prawo. Już widziałam się pod jego kołami. Nie pamiętam czy wezwałam w tym momencie pomocy. Minęło od tamtego zdarzenia ponad dwadzieścia lat, ale nagle udało mi się odbić w prawo. Wtedy sytuacja wymykała się w drugą stronę. Już myślałam, że zaraz zjadę z szosy w wielkie obniżenie, co wiązało się z dachowaniem. I wówczas, nie wiem co się stało, ale nagle udało mi się wyprowadzić samochód na prostą. Wszystko zakończyło się bez jakiegokolwiek uszczerbku. Jako młody kierowca byłam z siebie dumna. Pomyślałam jednak, że " tam na górze Ktoś się nami opiekował". Po przeczytaniu tej książki dodałabym, że był to Anioł mój albo mojej córki, a może oboje. Sytuacji, gdzie dziękowałam za opiekę było oczywiście więcej. Modlitw na drodze do świętego Krzysztofa też. No i zawsze do Anioła Stróża. Tej nauczonej w dzieciństwie.
Aniele Stróżu Mój
Ty zawsze przy mnie stój.
Rano, wieczór, we dnie, w nocy
Bądź mi zawsze do pomocy.
Broń mnie od wszystkiego złego
i zaprowadź do żywota wiecznego.
Wnusię uczę innej, bardziej dziecinnej.
Do Ciebie Jezu rączki podnoszę
O zdrowie dla Mamy i Taty proszę.
I proszę Cię Jezu
Niech mnie od złego
na każdym kroku Aniołki strzegą.
Nie zastanawiałam się nigdy nad ich istnieniem, ale w modlitwie prosiłam, pomoc otrzymywałam, więc chyba są, a książka może będzie pokrzepieniem dla potrzebujących.
środa, 21 listopada 2018
Babci duma i pociecha
Moja wnusia to moja duma i pociecha. Ma trzy latka, a to niektóre jej rysunki. Pisanka i baletnica wykonana była jeszcze nie miała trzech lat. Jestem z niej dumna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
W lipcu, kiedy Asia z rodziną była na wakacjach, ja chodziłam karmić ich koty. Na stole leżały rozpoczęte puzzle. Zaczęłam ...
-
Wrzesień to już jesień, co prawda za progiem, ale jej atmosferę już się czuje. Zapanowała nostalgiczna cisza i spokój, przyroda...
-
Przejeżdżałam tamtędy setki, a może nawet więcej razy. Ot, kilka domów przy drodze, jakaś boczna droga. Nawet głębiej w polu nie...
-
Wczoraj zakończyłam kolejny i właściwie ostatni etap związany z dzieciństwem i młodością. To, co mnie z tym okresem łączyło, odeszł...
-
Utrwalam je, aby wspominać kiedy będzie zima, albo kiedy nie będę miała możliwości na opiekę nad ogrodem. Dzisiejszy jest już w j...
-
Chciałam powiedzieć, przecież to dopiero wrzesień, ale zaraz sobie uświadomiłam, że już prawie wkraczamy w październik. Ogród ...
-
Właśnie skończyłam czytać i siedzę teraz przy komputerze i brak mi słów. Jestem zdenerwowana, zła, sama nie wiem jaka. Książka...








