piątek, 9 czerwca 2023

To co drażni moją mamę.

             Jeszcze kilka / tak, pomimo 90 lat, nie kilkanaście, a kilka / lat temu uprawiała swój ogród, a teraz nawet na chwilę nie wyjdzie do mojego. Doszłam do wniosku, że po prostu jest zazdrosna. Kiedy po emisji Roku w ogrodzie, z udziałem mojego, moja bratowa powiedziała, może mama być dumna, odpowiedziała, " z czego, to nie mój ogród". Ja jestem dumna z ogrodu mojej córki, cieszę się, że lubi go urządzać, że przynosi jej to satysfakcję, wymieniamy doświadczenia. Moją mamę drażni, że ja mam coś, czego ona / własnego/ już nie ma, chociaż kiedyś też miała. A zatem co drażni moją mamę, chociaż nigdy tego nie widziała z bliska.


















środa, 7 czerwca 2023

Poranny spacer

                Poranki są w ogrodzie chyba najpiękniejsze. Wszystko świeże po nocy, nie umęczone upałem. Lubię tą porę na spacer z kubkiem kawy. Przechodząc przy kwitnącej teraz irdze, mam wrażenie, że zaraz się podniesie i odleci, jak pszczoły, które fruwają z kwiatka na kwiatek, a są ich chyba setki. Podobnie, jest ich pełno na kwiatach facelii. W ubiegłym roku posiałam na nawóz, ale trochę zostało, które się wysiały same, a teraz pszczółki mają używanie.







               Zdziwiłam się, kiedy z dnia na dzień rozkwitły piwonie. Co prawda, na razie tylko te różowe, pachnące. Pozostałe jeszcze śpią w pąkach.


   Rano z kubkiem kawy, słuchać brzęczenia pszczół i śpiewu ptaków, a wieczorem na ławeczce , chłonąć aromaty. Po ciepłym dniu są mocniejsze. A ławeczka przyda się zawsze, zwłaszcza w cieniu. Usiąść i słuchać rechotania żab w stawie prawie tuż za płotem, śpiewu kosa dającego co wieczór koncerty, latem cykania świerszczy.







           Te wyżej czekają w nieco zacienionych, o rozproszonym słońcu zakątkach. Na zdjęciu niżej, nieco ukryta w głębi jest huśtawka. Ta w pełnym słońcu.




                   Mama się dziwi, a może raczej złości, " co ty ciągle robisz w tym ogrodzie, jak można całe dnie tam siedzieć", ale nie przełamie się, aby wyjść, zobaczyć, przespacerować się, posiedzieć. A ja lubię moje prace i odpoczynek w ogrodzie.

niedziela, 28 maja 2023

Codziennie inaczej

                  W ogrodzie codziennie coś się zmienia, przekwita, rozkwita. To przekwitanie jest chyba za szybkie, ale cóż, susza i ciepło robi swoje. Dzisiaj niedziela, na dodatek świąteczna. Zesłanie Ducha Świętego, kiedyś mówiło się Zielone Świątki, bo było chyba jeszcze jedno święto, potem zniesione. Na wsiach były imprezy, zabawy, udzielała się straż pożarna.
Historia mówi, że w celu oczyszczenia z demonów i zapewnienia dobrych plonów, palono ognie, domy przyozdabiano zielonymi gałązkami, tatarakiem, kwiatami. Przystrajanie domostw zielonymi gałęziami miało zapewnić urodzaj, a także ochronić przed urokami. Niektórzy wycinali młode brzózki i stawiali je w obejściu. Pamiętam jak kościół był przystrajany takimi brzózkami. Ponoć był taki okres, kiedy w tym dniu obsiane pola obchodziły procesje, niesiono chorągwie i święte obrazy, śpiewano przy tym nabożne pieśni.
           Moja babcia wspominała tak zwane Dni Krzyżowe. Były to procesje do przydrożnych kapliczek i krzyży. Ich celem była  modlitwa o urodzaj pól i ochrona przed klęskami żywiołowymi. Odbywały się od poniedziałku do środy przed Wniebowstąpieniem Pańskim, czyli wcześniej. Teraz chyba już nie ma takiego zwyczaju tak samo jak nie ma procesji w Zielone Świątki.  Zielone Świątki szczególnie były popularne wśród pasterzy, którzy ucztowali i tańczyli przy ogniu. Zwyczaj ten do dzisiaj jest popularny wśród górali zagórzańskich i Podhalan, w sobótkową noc. Na wielu wzgórzach palą się widoczne z daleka ogniska.
           Od 1904 roku w pierwszym dniu Zielonych Świątek obchodzono święto polskiego ruchu ludowego, zwane Świętem Ludowym. Inicjatywę powołania obchodów Święta Ludowego podjęto na posiedzeniu Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego w Rzeszowie 30 maja 1903. Pierwsze obchody święta, pod hasłem „Żywią i bronią”, odbyły się w 1904 i były upamiętnieniem 110 rocznicy bitwy pod Racławicami. W latach 1905–1906 w czasie obchodów organizowano kwesty na rzecz Polskiego Związku Ludowego, a także polskiej młodzieży w zaborze rosyjskim. Następnie obchodzenie Święta Ludowego zawieszono. Decyzję o odtworzeniu Święta Ludowego podjęto w 1927 roku na Kongresie Stronnictwa Chłopskiego, przyjmując uchwałę, że: „Dniem Święta Stronnictwa Chłopskiego jest pierwszy dzień Zielonych Świątek, który wszyscy członkowie każdego roku powinni obchodzić w sposób uroczysty przez wywieszenie sztandarów stronnictwa, ozdobienie domów zielenią itp.” Ostateczna decyzja w sprawie święta została jednak podjęta w roku  1931 na kongresie zjednoczeniowym ruchu ludowego.  W roku 1934 Sekretariat Naczelny SL podkreślił, że Święto Ludowe musi mieć charakter święta chłopskiego, a w uroczystościach mogą uczestniczyć tylko sztandary organizacji wiejskich. W 1939 władze sanacyjne zakazały publicznych obchodów święta, bo w ich czasie dochodziło do chłopskich wystąpień antyrządowych. Po zakończeniu II wojny światowej władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej zmieniły charakter święta, stając się jego współgospodarzem.
              A dzisiaj? Święto Zesłania Ducha Świętego w kościele i może z uwagi, że ta świecka część święta ma charakter wiejski, to nie zauważyłam żadnych obchodów.  Nie było nigdzie, na mojej drodze, brzózek, orkiestr strażackich i tym podobnych. Spokojnie. Czas na odpoczynek. Czas na foto w moim ogrodzie. 
               Środkowy odcinek skarpy. Widać różnicę poziomów / w głębi kawałek wyłaniającego się fundamentu od płotu to góra  i nasz poziom na dole/




              Niektóre rododendrony już musiałam oczyścić, inne jeszcze kwitną.





                        Zakwitła też kolejna kalina, japońska Kilimajaro.



           Jednak jest to okres przede wszystkim kosaćców, chociaż jeszcze też nie wszystkie kwitną.







     Są też inne kwiaty, zaczynają łubiny, czosnki, kocimiętki, szałwie, mydlnice, bodziszki itd. 











                Nie podoba mi się jakość zdjęć. Muszę kupić sobie inny aparat, albo oko mi się posuło i nie potrafię robić.

czwartek, 25 maja 2023

"Cieszę się, że moja mama umarła " - Jennette McCurdy

        Tytuł książki, nie będę ukrywać, nie przypadkowy, nie mniej spodziewałam się chyba czegoś innego. Jednak jedynie sposób napisania bardzo lekkim i swobodnym językiem, czyni ją mniej przejmującą. Jest to pewnego rodzaju pamiętnik jednej z najsłynniejszych dziecięcych aktorek amerykańskich. Dziecko, a potem dojrzewająca dziewczyna, wbrew własnej woli, aby zasłużyć na matczyną miłość godziła się na życie, na piekło które zgotowała jej matka, niby "dla jej dobra". To opowieść o wychodzeniu z zaburzeń odżywiania, uzależnień i toksycznej relacji z toksyczną, przemocową matką, a także o mozolnym odzyskiwaniu kontroli nad własnym życiem.
       Tytuł kontrowersyjny, bo wbrew pozorom Jennette przeżyła śmierć matki i dopiero długa terapia pozwoliła jej uświadomić sobie przyczyny i tragizm swojego życia.
To dokument ukazujący zarówno jej bolesną przeszłość, jak i mądrość, jaką zyskała po terapii. Pomimo, że autorka opowiada o tragicznych faktach swojego życia, robi to w sposób wręcz  dowcipny. Może to też rodzaj terapii? 
         Myślę, że  warto, a nawet trzeba, zapoznać się z tą opowieścią. Bardzo polecam. 

" chciałabym być z nią szczera, chciałabym się nie bać własnej matki".

Skąd ja to znam

--

9 książka 384/5530