Ceramika bolesławiecka produkowana była w Bolesławcu i jego okolicach od XIV wieku, a po roku 1945 także w Niemczech. Zajmowali się tym wysiedleni garncarze np. w tzw. Wiosce garncarzy w Moringen. Od 2019 roku, wskutek wygaśnięcia ochrony znaku towarowego, znakiem ceramiki bolesławieckiej mogą być oznaczane produkty wytwarzane w dowolnym miejscu.
Rozwój produkcji ceramiki datuje się na II poł. XVIII wieku, a następnie na I poł. XIX wieku. Do 1850 produkowano metodą rzemieślniczą, a następnie przemysłową. Produkowano dzbany, wazy i kufle o charakterystycznej brunatno-szklistej barwie, polewane białym szkliwem skaleniowym. Ich główny producent, J.G. Altman, uzyskał w 1844 roku złoty medal na wystawie w Londynie. Po 1945 produkcję kontynuował zakład Cepelii dysponujący 8 piecami. Produkował talerze, kufle i komplety do kawy.
Kolekcję ceramiki bolesławieckiej można oglądać m.in. w Muzeum Ceramiki w Bolesławcu. Byłam tam w czasie naszego objazdu Dolnego Śląska. Zawsze się nią zachwycałam, ale że wcześniej trafiły w moje ręce "włocławki", nie mieszałam już ich z '" bolesławcem", a tych pierwszych trochę w kuchni mam.
Ostatnio dowiedziałam się, że Bolesławiec, organizuje warsztaty ozdabiania ceramiki swoimi wzorami. Takie warsztaty są też w Gdańsku. Poszłam tam z wnusiami w ramach zajęć wakacyjnych. Kosz takiej imprezy to cena naczynia do ozdabiania. Najtańszy jest chyba talerzyk lub kubek. W kameralnej atmosferze, bo oprócz nas były jeszcze dwie panie w moim wieku, półtorej godziny twórczego zajęcia. Na początku pani prowadząca robi krótką prezentację i produkcji tejże, potem krótki instruktarz jak to się robi i do roboty. Najpierw na skorupach próbne stempelki, a potem na zakupionym naczyniu. Wszystkie materiały były już przygotowane, tzn. farby i stempelki, bo wzory wykonuje się stempelkami zwilżanymi o gąbeczki zamoczone w farbach.
A to efekt prawie końcowy naszych naczyń . Sześciolatka ozdobiła według własnego pomysłu talerzyk. Ten napis dziadek jest zupełnie przypadkowy, bo nie umie jeszcze czytać.
Starsza, jedenastolatka, na osłonce do doniczki , tworzyła trochę konkurencyjne wzory.
No, a babcia zrobiła sobie naczynie do zapiekania.
Napisałam, prawie efekt końcowy, bo teraz , oznaczone certyfikatami, zostanie to wysłane do zakładów w Bolesławcu do szkliwienia i wypiekania, aby można używać w zmywarce, mikrofali itp. Kolory po otrzymaniu szkliwa i temperatury ponad 1200 stopni Celsjusza nabiorą tych właściwych. Ciekawa jestem efektu końcowego.
Zajęcia były na jeden wakacyjny dzień, ale dziewczyny mają ochotę na więcej.









Nie dziwię się,że mają ochotę na więcej,fantastyczne zajęcie i efekty.Naczynie do zapiekania-boskie.Ewa
OdpowiedzUsuńAle to ładne!
OdpowiedzUsuńNaczynie do zapiekania, prześliczne.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Wspaniałe warsztaty i ja się nie dziwię że chcą więcej 😀 ja oglądałam ostatnio program o mieście jest piękne 😀 pozdrawiam
OdpowiedzUsuń