Ostatni weekend spędziłam w domu sama. Szkoda, że takiego czasu mam tak mało, prawie wcale. Ani przez chwilę nie czuję się samotna, bo lubię być sama.
Niektórzy uważają, że synonimem samotności jest starość lub jakieś niezrównoważenie psychiczne. Ale nie dla mnie. Nauczyłam się kochać swoje towarzystwo. Życie dało mi wiele. Rodzinę, przyjaciół. Ale nauczyło też doceniać ciszę. Lubię spokojne poranki z kawą i książką. Czasem jeszcze w piżamie. Lubię popołudnia przy pracy w ogrodzie. Lubię słuchać śpiewu ptaków wieczorem. Lubię rozmowy i zabawy z wnusiami. Od czasu do czasu.
Nie potrzebuję hałasu, gwaru i potwierdzania siebie w towarzystwie, aby czuć, że żyję.
Moje serce bije w rytm natury, w takt śpiewu ptaków, wśród kwitnących krzewów i kwiatów w moim ogrodzie. Wśród pracy im poświęconej, nawet jeśli jest ciężka i bolą ręce i plecy.
Samotność to nie dziwactwo. To odkrywanie siebie, to poznawanie siebie. Nie jestem sama, jestem ze sobą. Nie jestem samotna, jestem w harmonii ze sobą, z życiem. I to jest dla mnie prawdziwe szczęście. Małe rzeczy, to co proste, naturalne i spontaniczne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz