sobota, 24 października 2026

Cmentarz

       Obok różnych miejsc przechodzimy, przejeżdżamy, mijamy codziennie, albo co jakiś czas i nie mamy pojęcia jakie historie kryją. Miejsce o którym chcę napisać też mijałam kilkakrotnie. Ciekawa byłam co to za pomnik, przy drodze, w lesie, na wzgórku, gdzie prowadzą schodki. Myślałam, że to jakieś miejsce straceń. Dzisiaj się tam zatrzymałam. Nie spodziewałam się tego co się dowiem.
          Jest to cmentarz wojenny żołnierzy radzieckich, założony po wojnie. Urządzeniem cmentarza zajęli się mieszkańcy okolicznych wsi. Cmentarz ogrodzony, z obeliskiem po środku głównej ściany, raczej symboliczną mogiłą na której stało kilka zniczy, czyli ktoś pamięta i czterema kwaterami z obrzeżami , porośniętymi trawą. W zbiorowych czterech mogiłach spoczywa 530 osób poległych w tym rejonie. Tylko niecała setka  została zidentyfikowana.





              Z tablicy informacyjnej dowiedziałam się, że w tym miejscu znajdował się szpital polowy. Z taką informacją spotkałam się po raz pierwszy.
Tylko jedno miejsce, niedaleko Gdańska i aż 530 osób, a ile było takich miejsc. Gdzieś czekały na nich matki, żony, dzieci, a oni nigdy nie wrócili. Może byli wśród nich również źli, jak mówiono o nich, szabrownicy, gwałciciele, ale z pewnością byli też tacy, co nie zasłużyli na brak możliwości powrotu do domu, do swoich rodzin. Bezmyślność wojen. Straszne jest to, że nadal, po osiemdziesięciu latach od tamtych zdarzeń giną ludzie, też Rosjanie. W imię czego. Wtedy wypędzali agresora, a teraz, bo ktoś sobie wymyślił wojnę? Ile ludzkich istnień, jakie koszty finansowe, materialne. Przecież gdyby to zostało zainwestowane w ich kraju, gdzie jak słyszymy jest w różnych częściach bieda i zacofanie, jakie byłyby efekty. A wszystko zostaje zniszczone. Miasta, niepotrzebnie niszczone można odbudować, ale życia się nikomu nie wróci.
        Taka refleksja na progu świąt zmarłych.


                   No i co my byśmy zrobili teraz bez internetu. Poszukałam zaraz więcej informacji na ten temat i wiem więcej. 
           Podczas II wojny światowej miejscowość Warcz  stanowiła kluczowy punkt niemieckiej linii obrony przedpola Gdańska. Zażarte walki o wieś i jej okolice rozegrały się w marcu 1945 roku w ramach operacji pomorskiej Armii Czerwonej /2. Front Białoruski/, która dążyła do likwidacji tzw. Twierdzy Gdańsk. Warcz leżał na trasie natarcia radzieckiej 16 Gwardyjskiej Brygady Pancernej oraz jednostek piechoty idących na Gdańsk od południowego zachodu. Obszar ten charakteryzował się trudnym, zalesionym terenem / kierunek do Domachowa), co Niemcy wykorzystali do przygotowania silnych pozycji. Linia oporu opierała się na nasypach, naturalnych przeszkodach terenowych oraz gęstej sieci okopów. Druga linia obrony biegła bezpośrednio w rejonie Warcza. Według odnalezionych dokumentów i rozkazów bojowych Wehrmachtu, obejmowała ona strategiczne wzgórze o wysokości 59,8 metrów, skąd niemiecka obrona ciągnęła się na północny wschód wzdłuż brzegów lokalnego potoku w kierunku Wojanowa.
          Radzieckie raporty bojowe z tego rejonu donosiły o konieczności masowego użycia saperów z powodu zaminowania terenu, licznych rowów przeciwpancernych oraz rozbicia czołgów i pojazdów pancernych.
         W czasie wojny w miejscowości funkcjonował niemiecki podobóz  koncentracyjnego Sztutowa. W marcu 1945 roku, po przełamaniu linii obrony i zajęciu wsi przez Sowietów, w budynku lokalnej szkoły w Warczu natychmiast utworzono szpital polowy Armii Czerwonej.
    Cmentarz Żołnierzy Radzieckich powstał bezpośrednio przy drodze wojewódzkiej nr 226 , tuż obok dawnego szpitala polowego. Znajdują się tam cztery zbiorowe mogiły, w których pochowano od 530 do 720 żołnierzy poległych w krwawych starciach o Warcz i sąsiednie wioski. Podczas powojennego remontu starej szkoły w Warczu odnaleziono ukryte w ścianach pakiety listów frontowych pisanych przez żołnierzy do rodzin, które zostały tam zdeponowane przez oficera NKWD i przetrwały dziesięciolecia. Zdjęcie szkoły ze strony tejże szkoły.


                To czego się dzisiaj dowiedziałam , udowodniło, jak mało wiemy o miejscach w których żyjemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz