niedziela, 18 stycznia 2026

Z profilu "Kobieta zwyczajna"


         Nie musisz mieć gorączki, żeby zasłużyć na chwilę spokoju.
 Nie musisz mdleć ze zmęczenia
by móc powiedzieć " potrzebuję przerwy".
Zmęczenie duszy też boli
Niewidzialnie. Po cichu.
Ale potrafi złamać jak nic innego.
Masz prawo odpocząć,
złożyć emocje jak ciężką torbę przy drzwiach.
I nie tłumaczyć się z tego, że dziś
po prostu nie dajesz rady.
To nie słabość.
To troska o siebie,
a troska, to też siła.

sobota, 17 stycznia 2026

" Cena wolności" - Barbara Wysoczańska

            Początek XX wieku, Polska pod zaborami, Warszawa  i pierwsze organizowane zrywy przeciwko zaborcom. Oprócz świadomości narodowej, rodzi się też ruch feministyczny. Jest to tło dla skomplikowanej historii Klary Tyszkowskiej, młodej patriotki i feministki, a w nim miłość, nienawiść, pożądanie, pogarda, obojętność i wreszcie cena jaką trzeba zapłacić za wolność. Wolność w książce występuje w podwójnej roli, bo to wolność kraju przed zaborcami, ale też wolność  osobista kobiet. Oczywiście polecam.

" Miłość to pierwszy stopień do kobiecego piekła."

            Myśl jakże czasem nadal aktualna. Minęło sto lat, a nadal istnieją mężczyźni, którzy pomimo zadowolenia z pracy zarobkowej kobiet / dochód dla rodziny/ chcą posiadać nad nimi władzę i wykorzystywać je dla własnych celów, jedynie nieco inaczej nazywając pewne fakty niż ponad sto lat temu. Zmęczony mężczyzna po pracy odpoczywa. Kobiety zmęczone nie istnieją.


           Na tym zdjęciu kobieta prowadzi konia, a są tacy, którzy teraz potrzebują, żeby kobieta nosiła kabel zasilający kosiarkę do trawnika. 
---
5 książka, 576/2.302

czwartek, 15 stycznia 2026

Wnusie i dziadkowie

Mówią, że kocha się wnuki bardziej niż własne dzieci,
że pełnia szczęścia przychodzi dopiero wtedy, gdy zostajemy dziadkami,
że wnuk to najpiękniejszy dar,
prezent od życia, który pojawia się wtedy, gdy najmniej się go spodziewamy.
Mówią, że kiedy wnuk chwyta Cię za palec,
chwyta także kawałek Twojego serca.
Że to od nich dostajemy pocałunki, których już nikt nam nie daje,
a im oddajemy te, których już nikomu nie damy.
Że są aniołami bez skrzydeł,
drugą szansą,
najczystszą radością,
delikatnymi istotami, które na nowo nadają życiu sens.
Mówią, że to im przekazujemy wszystko, czego nauczyliśmy się zbyt późno,
że dajemy im wszystko, co mamy,
nawet miłość, o której myśleliśmy, że już przeminęła.
I że patrzymy, jak rosną,
wiedząc, że przyjdzie dzień, kiedy będziemy musieli ich opuścić…
zbyt wcześnie.
Może właśnie dlatego kocha się ich bardziej niż cokolwiek
i bardziej niż kogokolwiek…

            Gdzieś przeczytałam i zanotowałam, bo to takie prawdziwe.  Dzisiaj wszystkim babciom i dziadkom z okazji zbliżającego się ich święta wszystkiego co najlepsze. Ja byłam na imprezie dla babć i dziadków w przedszkolu mojej wnusi. Było jak zawsze przedstawienie, upominki wykonane przez dzieci i dużo uścisków.

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Powolny powrót do decoupage

          Muszę trochę o czym innym, nie tylko o książkach. Zrobiłam tą skrzyneczkę jeszcze przed świętami. Miałam nadzieję, że może wykonam coś jeszcze. Może coś świątecznego, jednak jakoś nie pociąga mnie decoupage tak jak kiedyś. Teraz bardziej ciągnie do wyklejanek. Wyjęłam też druty i wełnę.





Zima za oknem

         Noc, trzecia godzina, a nie potrzeba latarki, by rozświetlić sobie drogę. Czy to efekt śniegu, czy latarni wokoło. Szosą jadą samochody i świecą sobie. Chociaż nie widziałam księżyca, chociaż nie widziałam gwiazd, mogłam zobaczyć  wszystko.


Rano, jeszcze w piżamie, od okna do okna i ślady na śniegu.















            Widzę to, ale pod powiekami mam widok z okien mojego dzieciństwa.

niedziela, 11 stycznia 2026

Pada śnieg, pada śnieg

                                Pada śnieg

Poprzez białe drogi, z mrozem za pan brat
pędzą nasze sanie szybkie niby wiatr.
Biegnij koniu wrony przez uśpiony las
my wieziemy świerk zielony i śpiewamy tak:

Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
co za radość, gdy saniami można jechać w dal
Gdy pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
a przed nami i za nami wiruje tyle gwiazd.

Biegniesz biała drogo nie wiadomo jak,
nie ma tu nikogo, kto by znaczył ślad.
Tylko nasze sanie, tylko szybki koń
tylko gwiazdy roześmiane i piosenki ton.

Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
co za radość, gdy saniami można jechać w dal
Gdy pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
a przed nami i za nami wiruje tyle gwiazd.

              Na dzisiaj piosenka już trochę nieaktualna. Po zielony świerk już nie pojedziemy. Święta minęły, ale śnieg pada, jak dawno nie padał. Zima jak z mojego dzieciństwa. Nie wiem czemu, ostatnio tak chętnie i często wracam wspomnieniami do tamtych lat. 
              Śnieg padał jak dziś, za oknem wszystko było białe. W domu ciepły piec, strzelały w nim iskry i trzaskało palone drewno. Mama krzątała się pewnie przy obiedzie, a my , tzn. ja z bratem bawiliśmy się , może rysowaliśmy coś przy stole nowymi kredkami od Gwiazdora. 
Na stopach ciepłe skarpety, które robiły zazwyczaj babcie , na plecach ciepły sweter zrobiony na drutach przez mamę , a za oknem dzwoneczki sań. Kulig ciągniony przez konie, śmiech dzieci. My nie uczestniczyliśmy w kuligach. Nie brała w nich udziału mama, więc nas też nie puszczała. Może tata by z nami poszedł, ale słuchał mamy zakazu. Pamiętam jednak jak sam nas ciągnął na saneczkach i jechaliśmy do babci, do jego mamy. Na podwórzu były wysokie korytarze, odśnieżone przejścia, do ulicy i do szopki z opałem. Na strychu naszej sąsiadki roztaczał się zapach jabłek. Wywieszona tam wyprana pościel i ubrania, były sztywne jak drut. Ech, co to były za czasy.  Dzisiaj nie wystarczy odśnieżyć korytarz do przejścia. Musi być szeroko, aby auto przejechało, sypie się solą, aby się nie ślizgało. Konie nie ciągną sań. Jeśli kulig, to gdzieś zorganizowany, komercyjny. Kredki dla dzieci, to nic takiego. Wolą siedzieć przy komputerze, telefonie. W domu cisza, nawet drwa nie trzaskają w ogniu. Czy obecne pokolenie dzieci też będzie miało co wspominać? Co prawda moje wnusie, wystarczy trochę śniegu , a już lepią bałwana. Ja go lepiłam dopiero jak córka była dzieckiem, czyli w dorosłości. Nie wiem dlaczego nie w czasach dzieciństwa. A ja dzisiaj? W domu ciepło od kaloryfera lub podłogi. Nie muszę zakładać ciepłych skarpet. Zrobiłam sobie owocową herbatkę. Mam jeszcze świąteczne pierniczki,  książkę, wełnę i druty, a za oknem śnieg pada. Obserwowałam przez okno sąsiadów jak się wspomagali, bo się w śniegu zakopali.



sobota, 10 stycznia 2026

" Spalona za czary - Historia Triny Papisten" - Patrycja Pelica


         Wczoraj byłam po raz pierwszy , w tym roku, w bibliotece. Przygotowana lista tytułów, wszystko było, ale na początek zainteresowała mnie książka spoza listy. Tytuł " Spalona za Czary" nawiązywał do ostatniej pozycji z ubiegłego roku. Tamta była trochę jak sprawozdanie. Ta nie pozwoliła spokojnie usiedzieć. Jest to powieść zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami, co wynika ze starych kronik Słupska. Jest w niej trochę historycznych faktów i bardzo realistyczne opisy. Słupsk, na przełomie XVII i XVIII wieku opętany żądzą polowania na czarownice. Spalono tam na stosie osiemnaście kobiet uważanych za diable służki, wiedźmy, czarownice. Jedną z nich była Katarzyna Zimmermann zwana Triną Papisten, której poświęcona jest książka, ale tak właściwie, jest  książka poświęcona, każdej oskarżonej o czary kobiecie, bo wszystkie one żyły tak samo. Były żonami, matkami, gospodyniami, zielarkami, które swoją wiedzą pomagały innym, a jednocześnie były inne niż ich sąsiadki. Wiedziały więcej, były mądre, zapobiegliwe, posiadały urodę.
       Trina to kobieta, która również zajmuje się zielarstwem i bezinteresownie pomaga innym ludziom. Mieszkańcy nie będą jednak pamiętać o jej dobrych uczynkach, gdy w ich okolicy zaczną pojawiać się plagi. Bez skrupułów zaczynają obwiniać Trinę o rzucanie uroków i klątw. I tak wystarczyło raz powiedziane słowo wiedźma, aby zawiść, zazdrość, odrzucenie, strach, niewiedza, zemsta  i tym podobne emocje, pod płaszczykiem fanatyzmu i religijności, przekuć w piekło. Piekło dla kobiet. Słupska Baszta Czarownic stoi do dzisiaj, ale nigdy nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak cały Słupsk opisany w powieści.
      Piękny, pełen metafor język, obrazowe, plastyczne opisy prowadziły mnie ulicami , polami, zaglądałam do domów, ogrodów. Wszędzie słyszałam głosy, czułam smaki, zapachy, deszczu, ziół i dymów.
         Z opisami scen tortur spotkałam się w poprzedniej książce, Czarownice z Pomorza i Prus, jednak te, w tej książce, wnikały w moje wnętrze, że wprost czułam strach, który ogarnął tamten Słupsk. Chwilami musiałam odkładać książkę, jak dziecko zamyka oczy na widok brzydkiej sceny w bajce, bo wszystko we mnie drgało, ale zaraz wracałam, bo książka wciągała. Ale to nie była bajka. To straszna przeszłość, która istniała naprawdę. To historia obok której nie można przejść obojętnie. Książkę  bardzo, bardzo polecam.
---
4 książka, 335/1.726