środa, 13 lutego 2019

Ręczne robótki


             Wnusi jest lepiej, to i ochota do pracy wraca. Ostatnio było sporo książek. Zaczytałam się, może dlatego, ze sama trochę chorowałam. Było też decoupagowanie. Dopiero dzisiaj to dokumentuję. Z doniczki od świątecznego stroika, który dostałam w prezencie, zrobiłam takie coś. Pojemnik na szparagały, miska. Wprowadza trochę wiosny.



               Teraz biorę się za szycie. Wyregulowałam trochę starą maszynę i na razie działa. Co prawda nie nawija nici na szpulkę do bębenka i muszę to robić ręcznie, ale zszywa, obszywa zygzakiem a to najważniejsze. Uszyłam już pościel dla wnusi i dla jej lalki, ale nie zdążyłam zrobić fotki i im oddałam. Teraz szyję kolejną. Stare poszwy górę maja zawsze bardziej zniszczoną, a dół jest całkiem dobry, więc na mniejszy rozmiar , czyli długość 140 cm wystarcza, bo przycinam je w poprzek. Jak uszyję to udokumentuję. Idę do maszyny.

niedziela, 10 lutego 2019

Jak choruje dziecko, chore jest wszystko


               Wszystko było już tak dobrze. Niestety wnusia od wczoraj wymiotuje i ma wysoką gorączkę. Rano pojechali z nią do lekarza. Odczekali swoje, aby przyjął je lekarz. Odczekali, bo dzieci było sporo. Większych, starszych, biegających, a to 3,5 letnie maleństwo przelewało się na rękach, ale musiało czekać na swoją kolejkę. Zbadali, zrobili analizy krwi. Słyszałam jak płakała przy zakładaniu wenflona, że boli i chce do domku. Wyniki były dobre. Tylko wysokie CRP. Za wysokie jak np. na grypę jelitową. Dostała skierowanie na cito na USG brzuszka, ze wskazaniem wyrostka. Cito to jednak pół godziny czekania, aż podejdzie lekarz. Co się dzieje z lekarzami? Wiem, była pora obiadowa, więc pewnie Pani doktor musiała spokojnie zjeść obiadek, a potem przyszła, słowem się nie odezwała. Badanie trwało chyba pięć minut. Była tam za karę? Przecież wybrała sobie taki zawód, ślubowała służyć chorym. A może chciała być lekarzem dla prestiżu, z myślą o zarobkach, które nie są jeszcze takie jakich oczekiwała. Na szczęście stwierdziła, że w brzuszku wszystko jest OK. To jednak nie pozwoliło postawić diagnozy i w końcu wnusia wylądowała w szpitalu. Kolejne badania, kolejne kroplówki i pierwsza noc na szpitalnym łóżku. Obok na kozetce była jej mama. Dalej jednak nie wiadomo co jej jest. Musimy poczekać do rana i aż strach myśleć co jeszcze może ją spotkać. 

piątek, 8 lutego 2019

Pierwsza wiosna w tym roku

            No i mamy pierwszą wiosnę w tym roku. Pierwszą, bo pewnie zima jeszcze wróci. Ale póki co, śnieg stopniał, chociaż nie było go aż tak dużo, temperatury dodatnie, słoneczko że aż chce się żyć, a nawet iść do ogrodu pracować. Niestety z tym trzeba jeszcze poczekać, ale cieszyć się już można. Dzisiaj nawet jakiś obcy kot penetrował nasz ogród.


         Zaraz po nim poszłam ja. Po północnej stronie, gdzie słońce jeszcze nie może do końca się przedrzeć , leży trochę ostatniego śniegu.



      W innych miejscach niebezpiecznie wychylają swoje listki hiacynty, żonkile, tulipany. Niebezpiecznie, bo co będzie jak wróci mróz.



              Pąki mają też ciemierniki. Ponoć mogą zakwitnąć już w grudniu, ale u mnie to się jeszcze nigdy nie zdarzyło.


         Od października kwitnie za to skimia japońska. Ma być okrywana na zimę. Ja jej tak nie rozpieszczam, chociaż może kiedyś się zawiodę, ale dotychczas nie było problemów.


             Pięknie wygląda też leszczyna.



               Nabrzmiałe pąki ma bez, a truskawki ukazują zielone serduszka.
  



              I zaskoczenie dla mnie. Posadziłam w ubiegłym roku epimedium. Czytałam, że dobrze znosi zimy, ale nie sadziłam, że przetrwa w całości. Ciekawa jestem jak będzie kwitło, bo w ubiegłym roku kwiatów nie było.


              Mam nadzieję, że pogoda, która jeszcze nas czeka nie zniszczy wszystkiego. Najlepiej żeby nic nie zniszczyła. Jeszcze trochę, byle do wiosny.

czwartek, 7 lutego 2019

Chata Magoda



              Skończyłam czytać bloga, Chata Magoda. Super blog. Zacytuję komentarz, który zostawiłam na stronie. Jeśli zostanie zaakceptowany, to się pokaże. Już prawie rok od  ostatniego wpisu. Prawie dziesięć lat zapisów, ale życia więcej, bo piętnaście, nie licząc wspomnień z poprzedniego'wcielenia". Przeczytałam jednym tchem. No może niezupełnie jednym, bo musiałam spełniać minimum potrzeb moich najbliższych. Ugotować obiad, zjeść, umyć się i trochę chociaż pospać. Czytałam długo po północy i od samego rana. Emerytka tak może.To była wielka przyjemność czytania tego bloga. Codzienne życie, czasem borykanie się z problemami, mądre cytaty, wesołe wstawki. Super. No i te zdjęcia. Trzeba być humanistą i romantykiem, aby widzieć piękno wszędzie tam, gdzie zostało uchwycone na zdjęciach. To dar, aby umieć je nam przekazać w pięknych zdjęciach. Nie każdy je widzi, chociaż wszyscy przecież z natury pochodzimy. Nasi pra pra ileś razy pra nie pochodzili z miast. One powstały później. Pierwotnie były lasy i łąki. Styl pisania bardzo przyjazny i zachęcający do czytania, zachwyt, gdy na zdjęciach widziałam ukwiecone łąki, mgły nad Bieszczadami itd. Czasem się uśmiechałam przy niektórych zdjęciach, bo wprowadzały w rozczulenie, zwłaszcza te ze zwierzętami. Wiem, że to trudne życie, ale wszystko co robi się z miłością i ochotą staje się łatwe. Gratuluję wyboru, zaparcia i życzę wszystkiego dobrego. Dzisiaj odebrałam książkę, zatem idę czytać dalej. Teraz już mogę w łóżku. 

PS
dopisałam rano następnego dnia.

          Książka niektóre zapisy z bloga powtarza, jednak czasem coś rozwija, dodaje. Inne są nowe, na użytek książki. Czyta się równie dobrze. Zaczęłam wieczorem i czytałam do końca. Zarezerwowałam już nocleg w Magodzie. Tym razem będą więc Bieszczady, no i coś po drodze.

Dzień Babci i Dziadka


                Dzień Babci i Dziadka wypada w styczniu, ale przez absencję chorobową dzieci, w przedszkolu naszej wnusi był wczoraj. Oczywiście byliśmy. Dzieci zaprezentowały  nam jasełkowe przedstawienie i kilka piosenek o babci i dziadku. Potem dostaliśmy prezenty wykonane z udziałem dzieci. Kwiat, laurka i serduszka. Cieszyliśmy się my dziadkowie, ale też nasza wnusia. To było pierwsze takie spotkanie. Przed nami jeszcze kolejne.  Bardzo się cieszę i jestem z niej dumna.

niedziela, 3 lutego 2019

Arktyka - film


              Co można robić w zimową niedzielę, jeśli nie jeździ się na nartach? To znaczy jeśli już nie jeździ się na nartach. Zaproponowałam kino. Wybrałam film "Arktyka" i wybór był bardzo dobry. Film opowiada o zmaganiach na arktycznym pustkowiu rozbitka z samolotu, który opiekował się dziewczyną, która chciała nieść mu pomóc i sama uległa katastrofie swojego helikoptera. Mróz, brak łączności ze światem, brak jedzenia, brak opieki lekarskiej dla rannej dziewczyny, niebezpieczny niedźwiedź, śnieżyce i hulający wiatr. Chwilami bliski poddania się walczy resztkami sił, aby nieść pomoc dziewczynie. Film prawie bez słów, ale bardzo wymowny. Polecam.

piątek, 1 lutego 2019

Jakość życia


          
            Mam 65 lat i wydawać by się mogło, że jeszcze dużo życia przede mną. Prawda może jednak być inna i wszystko może się zdarzyć. Co prawda mama ma o dwadzieścia jeden lat więcej, ale tata miał tylko więcej o pięć. Poza tym jaka może być ta jakość pozostałego życia. Refluks to pewno choroba do końca życia. Leczenie które na refluks pomoże, albo i nie do końca, ale na co inne zaszkodzi. Kiedy dzisiaj rano podniosłam się z łóżka miałam zawroty głowy. Od czego? Skutek uboczny lekarstwa na refluks, bo może taki być, czy coś innego. Przypomniał mi się zaraz mój incydent sprzed ponad dziewięć lat, kiedy wylądowałam na neurologii w szpitalu. Przecież to może się powtórzyć i to z zupełnie innym zakończeniem. Muszę się chyba poważnie wziąć za siebie, za leczenie i zaakceptować, że już nie wszystko jest dla mnie, a wszystko może się zdarzyć i to niekoniecznie to co dobre. Powiedziałam Asi, że gdyby mi się coś stało i musiałabym być nieświadoma swojej sytuacji, to ma mnie umieścić w ośrodku do tego przeznaczonym, a nie brać wszystkiego na siebie. Może mnie tam odwiedzać, ale powinna się zająć sobą i Olą. Ja wiem że mnie kocha i chciałaby dla mnie jak najlepiej, ale ja też ją kocham i nie powinna wszystkiego poświęcać dla mnie.