A ja tam lubię listopad,
gdy liść już ostatni opadł:
bo krótki dzień się nie dłuży,
bo pada, więc się nie kurzy,
bo oczy wreszcie zanurzę
w bezlistnej architekturze
i wąchać mogę bez tremy
miodowy cień chryzantemy.
W tym listopadowym pokocie
błogo mi w błocie i słocie
- wszak zaszyć się mogę in domo,
no bo pogoda, wiadomo,
i w koca fałdach puchatych
czytać wśród listków herbaty
aż przyjdzie - taki mam planik:
sen, wiosna lub prądu zanik.
~Maciej Mamulski~
A ja lubię listopad, nie mniej i nie bardziej niż inne miesiące. Czas na spowolnienie, zadumę, długie wieczory. Nostalgiczne mgły, a nawet deszcze. Wieczory przy kominku, z książka, ulubioną płytą. Wygodny fotel z robótką w ręku. I chociaż czasem jest mi źle, to nie wina listopada. Dzisiaj słońce przez okno zagląda i chociaż jest zimno na spacer zaprasza. Może pójdę, zrzucę smutki i byle do wiosny.
Elu, piękny wiersz i cudnie dobrane zdjęcie. też za to kocham listopad chociaż w tym roku troszkę mnie zmobilizowała do pracy moja nowa zabawka, działka w RODos
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńListopad ma w sobie pewną magię... :)
OdpowiedzUsuńCześć Kochana. Ja też lubię listopada, choć wiatr daje popalic, lecz czas idealny na zimową herbatkę i książkę. Dziś posypało i trochę zmarzlam, nie ukrywam. Przytulam mocno mocno co by Ci ciepło na sercu było.
OdpowiedzUsuń