Niech się święci 1 Maja, hasło, które często dzisiaj słychać. Kiedyś było inne. O Proletariuszach i łączeniu się. Kiedyś też inaczej obchodzono to święto, a wszystko zaczęło się w Stanach Zjednoczonych, w czasie protestów robotników domagających się ośmiogodzinnego dnia pracy. W Chicago na przełomie kwietnia i maja 1886 roku odbywały się strajki, zebrania i pochody. Według Chicago History Museum 1 maja 1886 roku z pracy odeszło około 35 tysięcy robotników, a w kolejnych dniach do protestów dołączały następne grupy pracowników. Kulminacją napięcia były wydarzenia z 4 maja, gdy podczas robotniczego wiecu doszło do wybuchu bomby i starć z policją. Pierwsze obchody odbyły się 1 maja 1890 roku w wielu krajach Europy i poza nią. Od początku miały charakter społeczny i polityczny, były wyrazem solidarności ludzi pracy, ale także sprzeciwu wobec długiego dnia pracy, niskich płac i braku zabezpieczeń socjalnych.
Również na ziemiach polskich, już w 1890 roku, ten dzień też stał się symbolem walki o prawa pracownicze, godność i wolność. Było to zwłaszcza w zaborze rosyjskim.
W PRL 1 Maja było to święto komunistycznej propagandy. W 1950 roku Sejm uchwalił ustawę o ustanowieniu 1 maja świętem państwowym. Od tego momentu data ta stała się jednym z najważniejszych elementów kalendarza PRL. Dziś dla wielu Polaków to przede wszystkim dzień wolny, początek majówki i rocznica wejścia Polski do Unii Europejskiej.
W czasach PRL 1 Maja było obchodzone hucznie i według starannie przygotowanego scenariusza. Pochody mas pracujących miały pokazywać jedność społeczeństwa z partią i poparcie dla władzy. W wydarzeniach uczestniczyli robotnicy, urzędnicy, uczniowie, studenci, przedstawiciele zakładów pracy i organizacji młodzieżowych. Ustalano hasła na transparentach, dekoracje i kolejność przemarszu uczestników. Z trybun pozdrawiali najważniejsi działacze partyjni.
Do obchodów tego dnia włączył się też Kościół katolicki, chociaż w innym wymiarze. W 1955 roku papież Pius XII ustanowił na ten dzień wspomnienie świętego Józefa Rzemieślnika. Jego intencją było podkreślenie godności ludzkiej pracy oraz sprawiedliwego podziału praw i obowiązków w życiu społecznym.
Po 1989 roku święto straciło obowiązkowy i propagandowy charakter. Pozostało dniem ustawowo wolnym od pracy, ale w społecznej pamięci coraz częściej kojarzy się już nie z pochodami, lecz z początkiem majówki i długiego weekendu, wyjazdów, wypoczynku i spotkań rodzinnych.
A jak dla mnie wyglądały obchody tego dnia prawie sześćdziesiąt i nieco mniej lat temu. Zaczęło się w ogólniaku. Rano jak zwykle trzeba było pojechać do powiatowego miasta, bo tam mieściła się moja szkoła i tam były uroczyste obchody. Wszyscy zbierali się na rynku, tam formowane były kolumny, chyba już od przedszkolaków. Tam wręczano transparenty i inne ozdoby i czekaliśmy na start. Przed szkołami średnimi szły oczywiście ci młodsi. Nasz ogólniak zaczynał ze szkolną orkiestrą dętą. Zanim jednak ruszyliśmy z rynku, aby dojść chyba z kilometr do trybun, czekaliśmy. Najczęściej rano było zimno, wiało, a my musieliśmy być w wizytowych ubraniach, białych bluzeczkach i granatowych spódniczkach, o białych podkolanówkach nie wspomnę. Czekanie na start urozmaicaliśmy sobie wyskokami do pobliskiej lodziarni po lody. Kiedy wreszcie zaliczyliśmy trybuny i można było zdać rekwizyty i rozejść się, zazwyczaj zrobiło się już cieplej i słonecznie, a my byliśmy skonani. Kiedy już pracowałam, wyglądało to tak samo, tyle że, zakłady szły w dalszej kolejności. Po pochodzie wszyscy już głodni, ruszyli na dworzec PKS. Autobusy były, albo trzeba było czekać. Dostawiano dodatkowe kursy, aby ta proletariacka masa mogła powrócić do swoich domowych obowiązków. U nas zawsze w tym dniu, po pochodzie sadziło się ziemniaki. Niedużo, działka dwa tysiące metrów. Tata przyprowadzał od sąsiada konia i robił rowki w które wrzucaliśmy mniej więcej co stopę, ziemniaka. Pamiętam jak tata się zastanawiał, czy aby go ktoś nie przyuważy i nie doniesie do władz, że w święto pracy, pracował.
Często miałam ochotę zastrajkować i nie pojechać. W zatłoczonych autobusach musiałam dojeżdżać codziennie i jeszcze w to niby święto, ale przecież brało się pod uwagę obecność, a była w szkole ocena ze sprawowania, matura, w pracy podwyżki itd. Po południu też nie było wolnego, bo były te kartofle, a drugiego nie było święta flagi, a trzeciego też szło się do pracy. Takie to były świętowania tri dnium majowego.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz