sobota, 2 maja 2026

Ogród, refleksje na temat

         Przed wielu laty, w pierwszomajowe święto było sadzenie ziemniaków, więc w Święto Flagi poszłam popracować w moim ogrodzie. Na chwilkę, tylko w cieniu. Ciągle porządkuję to co powinnam zrobić wiosną. Robię to tak na raty, bo wydolność moja jest nie najlepsza, ale cóż, z opóźnieniem, ale jakoś daję radę. Po zakończeniu przewidzianej pracy, usiadłam sobie na ławeczce, też w cieniu i był to czas na chwilę refleksji. 
          Przed sześćdziesięciu laty , ojciec zaczął sadzić pierwsze drzewa w naszym rodzinnym domu. Przetrwały do dzisiaj między innymi jabłonie, grusza , krzewy porzeczek i olbrzymi iglak, ale to nie jest zwykły świerk, a chyba daglezja. Ma bodaj kilkanaście metrów wysokości i rozłożysty na kilka metrów. Potem rodzice dosadzali inne drzewka i krzewy. Niektórych już nie ma. Wyginęły, albo zostały wycięte. Ostatnio młodzież wycięła kwitnące krzewy.
          Ja nasz ogród uprawiam od jedenastu lat. Każda drzewko, krzew, bylina, wszystko posadzone własną ręką, według własnego pomysłu. Też nie wszystko przetrwało. Nawet niektóre drzewka i krzewy wymarzły lub nornice załatwiły im korzenie i padły. W tym roku sporo sama musiałam powycinać, po tegorocznej zimie, ale taka kolej w ogrodzie. Coś ginie, coś innego dostaje nowe miejsce. Na początku nie mogłam się doczekać efektów. Wszystko wydawało mi się takie małe w tym wielkim ogrodzie. Było tyle pustki, bo przecież wszystko robiłam sukcesywnie przez lata, a teraz niektóre drzewka mają już chyba po kilka metrów wysokości. Rozrosły się krzewy, a niektóre zrobiły się brzydkie, bo się zestarzały. Ogród trzeba tworzyć ciągle na nowo. 
             Siedząc tak sobie na ławeczce i podziwiając dzieło swoich rąk i natury, pomyślałam, zastanawiałam się, jak będzie ten ogród wyglądał za pięćdziesiąt lat. Kto będzie się nim opiekował? Co zostanie zmienione? Czy będę mogła do niego zajrzeć jako duch?
               Kiedy spoglądam w okno, widzę kwitnącą magnolię. Na początku liczyłam kwiaty, które się na niej pojawiły. Teraz bym ich nie policzyła. Niektóre kwiaty zostały uszkodzone przez mróz, ale z daleka tego nie widać.




          Prawie każda roślina w ogrodzie ma swoją historię. Aż trudno uwierzyć, że ta tuja i jałowiec rosły kiedyś w skrzynce na balkonie. Nie można ich było rozdzielić i tak jak rosły w skrzynce zostały posadzone do ogrodu. 


                Świerk, który kilka lat temu rósł u mamy w wiaderku, ma już kilka metrów wysokości.


         Siejące się same kocimiętki, które czasem obskubuje nasz rudzielec.


            Niezapominajki też się rozsiewają, gdzie chcą, ale te, ja przesadzam tam, gdzie według mnie, mogą być. Tam gdzie one chcą, mogłyby zagłuszyć inne rośliny.


               Kwitną śliwy, czereśnia, a na trawniku stokrotki. Gdy patrzę z góry przez okno, wygląda to, jakby ktoś te kwiatki z drzew rozsypał na trawie. Z tego samego okna ciekawie wygląda kontrast niebieskich szafirków i żółtych, niestety mleczy, ale będą tam już tylko chwilę. 


          To ostatnie to dowód, że mój ogród żyje po swojemu. Jest jeszcze wiele takich miejsc, gdzie nie doszłam z porządkowaniem. Kiedyś mnie to martwiło. Teraz  już akceptuję.




              Drzewko, które nie wiem dlaczego,  padło w ubiegłym roku. Nie usuwam go. Może kiedyś obsadzę jakimś bluszczem. Na razie "zadomowiły się" na nim wiewiórki.


            I pomyśleć, że przed jedenastu laty, tutaj było gołe pole po budowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz