Moja mama zawsze narzekała na swoje dzieciństwo. Mówiła : o dzieci się nie dbało. Dostały jeść i poszły się bawić z patykami, kamykami i swoją wyobraźnią. Zaciekawiła mnie więc ta książka i chociaż byłam świadoma prawdy mamy, chciałam zobaczyć jak to przeżywali inni. Bo, że tak dawniej było wiedziałam, ale tak żyli wszyscy włościanie, a z żalem mówiła tylko ona. Czy dlatego, że była w późniejszym wieku bardziej tego świadoma i stąd wynikał jej żal do świata, do rodziców?
Co do książki, powiedziałabym, nie na temat. Co prawda zawiera sporo ciekawych informacji, ale to nie jest książka o wiejskich dzieciach, a o życiu w wiejskich rodzinach na przełomie XIX i XX wieku. Swoją opinię sprowadziłabym do zdania mamy, o dzieci się nie dbało, dzieci były najmniej ważne. Tak jest w tej książce, o samych dzieciach niewiele.
Na początku myślałam, prawda, dzieci skądś się biorą, więc zasadne jest pisanie o kobietach w ciąży, o porodach, o umieralności jednych i drugich. O przesądach związanych z ciążą słyszałam jeszcze czterdzieści parę lat temu. Książka mi je przypomniała, tylko że za moich czasów już się w nie nie wierzyło. Mówi się, że umieralność była duża zarówno kobiet jak i dzieci, ale dlaczego już się nie zawsze zastanawiałam. Autorka daje odpowiedzi. Potem jest trochę o dzieciństwie, ale więcej o roli rodziców, o życiu kobiet. To obraz wsi i to tylko galicyjskiej, gdzie życie wyglądało nieco inaczej niż np. w zaborze pruskim, z punktu widzenia stosunków społecznych panujących na wsi.
Polska, ta, galicyjska wieś / może na innych terenach było tak samo, a co najmniej podobnie/przełomu XIX i XX wieku to miejsce, w którym dzieciństwo praktycznie nie istniało. Małe dzieci w chłopskich rodzinach żyły tymi samymi sprawami, którymi żyli dorośli. Tak samo dotyczyła ich praca, obowiązki i lęk przed głodem czy śmiertelnymi chorobami. Może tylko mniej świadomie niż dorośli. Dla tego powodu próbowałam rozgrzeszać autorkę, że zamiast o dzieciach pisała o życiu wsi.
Książka rozczarowała mnie jednak bardziej z innego powodu niż zawarte w niej treści. Miałam wrażenie, że jest to zbiór, kopiuj - wklej, pozbierane z różnych tekstów, bo co chwilę powtarzają się te same sekwencje słów. Dziesiątki powtórzeń o tym samym brzmieniu, co kilka akapitów. Miałam wrażenie, że czytam zgromadzone notatki do mającej powstać książki, a autorka się pomiędzy nimi pogubiła. Styl pisania również jak wyjęty z dziecinnego zeszytu. Faktyczną wiedzę można było zmieścić na maksimum połowie stron i wtedy książka byłaby ciekawa. Każdy czyta to, co z jakiegoś powodu wybiera, ale z poleceniem tej książki powstrzymałabym się.
" Nie da się pojąć przeszłości, jeśli się nie zapyta o to, dlaczego była taka jaka była. Zatem pytam o warunki życia, o relacje społeczne, o obyczaje i prawo, które wtedy obowiązywały. O to, dlaczego dzieci tak wcześnie musiały dorastać. dlaczego tak wiele od nich oczekiwano. Nie z wyrzutem- z ciekawością. Z chęcią zrozumienia, nie z osadem, ponieważ wiem, że ten surowy świat wynikał z braku wyboru i często też ze skrajnej biedy"
---
42 książka, 488/18.221

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz