To ostatnia książka przeczytana w minionym roku i zaraz wniosek, jak dobrze, że nie przyszło nam żyć w tamtym czasie. Ponad dwa wieki życia w niepewności i zagrożeniu zakończenia życia na stosie, poprzedzone ogromnymi cierpieniami. Mówimy o metodach stosowanych w przesłuchaniach przez gestapo i innych oprawcach, a kim byli ci co bronili czci i wiary wówczas. Ci co torturowali, zwłaszcza kobiety, w imię zasad i przepisów ustanowionych przez papieża, tudzież inne władze. Istniał specjalny podręcznik dla łowców czarownic napisany w 1486 roku przez Heinricha Kramera i Jakoba Sprengera zatytułowany "Malleus Maleficarum " czyli " Młot na Czarownice" w którym określone zostały zasady postępowania w procesach inkwizycyjnych.
O czary mógł zostać oskarżony każdy, niezależnie od płci, wieku czy pochodzenia, zwłaszcza kobiety zajmujące się zielarstwem lub medycyną, ale też pobożna mniszka czy nawet pastor. Wystarczyło, że taka osoba się komuś nie podobała, z zazdrości, z zawiści i oskarżono ją o czary, co oznaczało kontakty z diabłem. Taka osoba nie miała szans na wybronienie się. Znane są nieliczne przypadki, którym się udało, ale też były przypadki skazania skarżącego za oszczerstwo.
"Czarownice z Prus i Pomorza" przybliżają losy oskarżonych, którzy zostali postawieni przed trybunałem sądowym, torturowani i skazani za rzekome konszachty z diabłem. Wszystkie te historie są oparte na faktach. Pochodzą z lat 1477–1836 . Oparte są na zachowanych dokumentach z procesów, a ich opisy fabularyzowane. A swoją drogą jaką trzeba było mieć wyobraźnię, bo to chyba już o zacofanie nie chodziło, aby być przekonanym i zeznawać , że widziało się sąsiadkę pędzącą na miotle na zlot czarownic. Może to strach podsycony głosami natury, wywoływał w ciemnościach takie obrazy.
Ale czy polowanie na czarownice się definitywnie skończyło? Co prawda nie płoną stosy, ale co oznacza hejt, publiczne ośmieszanie, dokuczanie. Wystarczy, że ktoś ma więcej, jest na topie. Wystarczy zagłębić się w media społecznościowe, posłuchać telewizora, poczytać gazety. I dosłownie, w 2003 roku w Krakowie odbył się proces, gdzie rolnik z pobliskiej wsi pozwał sąsiadkę, która oskarżyła go publicznie, że jest czarownikiem i odbiera jej krowom mleko. Jak to nazwać zacofaniem, głupotą czy zwykłą złośliwością.
Książka niby ciekawa, ale na kolejnych stronach stawała się coraz bardziej nudna. W kolejnych opowieściach o "czarownicach" wymienianych z imienia i nazwiska pojawiały się bardzo podobne, jak nie te same historie. Nawet sekwencja słów była jednakowa. Zdobycie takiej ilości danych wymagało przez autorkę ogromu pracy, ale zabrakło polotu w ciekawym, niejednolitym przedstawieniu faktów.
---
60 książka, 358/19.992

Raczej nie sięgnę po tę książkę, ale pomyślałam, że autorka może bardziej poszła w stworzenie dokumentu, ale mogę się mylić.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Elu ale mi się wspaniale czytało Twój post -zaciekawiłaś mnie ogromnie tematyką 😀 oj tak bardzo można się zdziwić jakie zabobony i w jakiej tępocie niektórzy żyją. Oczywiście uczymy się przez całe życie i czasami trzeba wiele rzeczy przemyśleć, bo nie ma jednoznacznej racji 😀 pozdrawiam
UsuńElu gratuluję stosika przeczytanych i życzę w tym roku wspaniałych opowieści 😀
Usuń