Kiedy byłam dzisiaj na zakupach i już przed sklepem przekładałam swoje sprawunki do auta, podeszła do mnie starsza kobieta. Może była nawet w moim wieku. Skromnie, ale czysto ubrana, gładko zaczesane włosy. Powiedziała " Dzień dobry, czy pozwoli Pani, że odprowadzę wózek" .
Wiadomo, że nie o wózek chodziło, ale o tą złotówkę, która była z jego zamku. Dyskretna prośba o pomoc. Czasem ktoś prosi o kupienie mu bułki, wolontariusze z puszkami przed sklepem. Na "Się Pomaga" czy innych portalach uruchomiane zbiórki na leczenie. Chociaż tylko SMS za dodatkowe 6 złotych w rachunku za telefon, a może nabycie na licytacji czegoś, co ktoś inny ofiarował, zrobił. Podobnych starających się o pomoc jest dużo, ale komu jej udzielić. Przecież wszystkim nie możemy, bo też potrzebujemy, na swoje wydatki, na życie. Jak wybrać? Dla niektórych chcących pomóc nawet ten koszt SMS, to czasem dzienna kwota na chleb dla rodziny. Zrobiło mi się żal tej kobiety. Jest mi żal tych wszystkich dzieci czekających na operacje, matek walczących z nowotworami... Jak mogę to pomagam, ale potrzeby to ocean. Cieszy jednak to, że ofiarodawców jest sporo. Świadczą o tym uzyskane zbiórki
Pomagam gdzie mogę ale wiem, że to kropla w morzu potrzeb. I tylko żal, że państwo nie zabezpiecza tych potrzeb, wydając miliony na polityków. Grube miliony.
OdpowiedzUsuń