Wakacje to czas kiedy zazwyczaj wyjeżdżałam w góry. Sierpień, urlop i Tatry. Całoroczna tęsknota za tym miejscem latem była zaspokajana.
Zazwyczaj w sierpniu wyczekiwany wyjazd, a cały rok plany i wspomnienia, bo Tatry to magia. Tam pozostawiałam samą siebie i stamtąd przywoziłam siły na cały rok. Tam poznawałam siebie. W trudzie wędrówki, wystawiona na nierówną walkę z naturą, dowiadywałam się, na co mnie stać. Tatry to też nadzieja. Czekając na urlop uciekałam myślami na szlak. To też pozwalało ładować baterie. Czasem była niepewność. Urlop zaplanowany, noclegi zaliczkowane, a pogoda niepewna, jak teraz. Niestety ostatni raz byłam tam, na szlaku w 2012 roku. Wtedy przestałam być zależna wyłącznie od siebie, zaczęły się inne priorytety i nawet tatrzańskie marzenia się zagubiły.
Nadal są jednak wspomnienia. Czytam, oglądam zdjęcia, analizuję szlaki na moich mapkach, czyli spotykam się z moimi górami, ale zza biurka, wirtualnie. Uświadomiłam sobie, że może właśnie o to chodziło w pisaniu bloga Moje spotkania z górami aby powrócić tam, kiedy nie będę miała już dostatecznych sił i wiary w swoje możliwości, kiedy nie będzie z kim, aby wędrować po tamtych ścieżkach.
Teraz nie chciałabym tam jechać w wakacje. Zbyt dużo ludzi, bo to chyba już nie miłość do Tatr, a moda na góry, ludzi tam pcha. A kiedy zaczęła się moda na Zakopane i Tary? Jeszcze w XIX wieku górale trudnili się hodowlą, i mało efektywnymi uprawami. Szlaki znane były pasterzom i przemytnikom. W 1873 roku na Podhalu wystąpiła epidemia cholery i wtedy w pomoc lokalnej społeczności zaangażował się prof. Tytus Chałubiński. Leczył za darmo i był prekursorem tezy, że w Zakopanem panuje dobry klimat do leczenia chorób płuc, w tym gruźlicy. I wtedy się zaczęło. Tytus Chałubiński rozpropagował tatrzańskie szlaki. Starał się prezentować nowe, ciekawe trasy, dokumentował lokalną florę. Organizował wycieczki, które przeszły do historii. Były inne niż te nasze. W drodze wędrowcom towarzyszyli muzykanci, a ciekawymi historiami zabawiał turystów legendarny na Podhalu Sabała, gawędziarz o burzliwej przeszłości. Do Zakopanego zaczęła przyjeżdżać śmietanka towarzyska, a kilku górali, obserwując działania Chałubińskiego, przyuczyło się na pierwszych przewodników.
Dla mnie, chociaż pierwszy raz byłam tam w 1973 roku, zaczęło się dwadzieścia trzy lata później, w 1996 roku. Czy trwa? Chciałabym tam powrócić. Chciałabym. Może w to lato, albo jesień?
Tak, tatry są piękne i magiczne. Wędrowałam po naszej i po słowackiej stronie, a wspominam do dziś. U mnie też minęło już kilka lat od czasów wędrówek i narciarskich zim w tych stronach, które czarują widokami. Przywołałaś wspomnienia - dziękuję za nie i ten cudowny post!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Alina
I ja też kiedyś jeździłam tam co roku. Na szczęście córcia odziedziczyła tę miłość i fascynację i właśnie wróciła z wyprawy razem z sześcioma koleżankami, taki babski wypad. Może nawet napiszę o tym posta.
OdpowiedzUsuńTa strona " Moje spotkania z górami" mi sie nie otwiera,
Teraz się otwiera i wszystko w porządku.
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia.
OdpowiedzUsuńmmm ja tylko mogę pomarzyć - mój mąż w tym roku pare spacerków po górach zaliczył i kolejne ma w planach ;) A ja, no bywa.... będe podziwiać góry z dołu :) Zazdroszczę takich widoków takich wspomnień- coś pięknego :) pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńKochana ! Jak Ty pięknie piszesz o górach !? Chcę tego i karmię się tym, bo góry kocham niesamowicie i tęsknię zawsze. Cudne wspomnienia zatrzymane na zdjęciach !!! Dziękuję za ten post :))) Pozdrawiam serdecznie :))))
OdpowiedzUsuń