Mówi się, że czas to pojęcie względne, płynie, a może jest, a to my płyniemy, zmieniamy się, starzejemy, by w końcu zniknąć, a czas będzie nadal , tak jak zawsze. Przełożyliśmy już wszystkie kartki w kalendarzu, dzisiaj otworzyliśmy nowy. Czy to coś zmienia, oprócz cyfr w dacie? Jutro będzie druga, , potem trzecia, ale przecież nic się nie zmieniło. Może ktoś się nie obudził, ktoś inny ma kaca, ktoś odsypia Sylwestra, jeszcze inny rozmyśla o tym, co było , a co być może. Minął kolejny rok, więc minął czas?
Czy czas płynie tylko w naszych głowach? Naukowcy i filozofowie coraz częściej kwestionują jego obiektywne istnienie. Jeden z ekspertów sugeruje, że „upływ czasu” to projekcja psychologiczna, podobna do odczuwania koloru.
Czas, fizyczna wielkość określająca kolejność zdarzeń, odstępy między zdarzeniami zachodzącymi. W pojęciu filozoficznym to chwila, punkt na osi czasu, trwanie,
Nie istnieje ani przeszłość, ani przyszłość? Tego co było już nie ma, a tego co będzie jeszcze nie istnieje . Test tylko tu i teraz, ta chwila.
Rozważania nad naturą czasu można znaleźć już w pierwszych zachowanych dokumentach spisanych przez człowieka. Pojęcie czasu przenika absolutnie każdą myśl o sobie samym i o otaczającym świecie. Jednak od XX wieku fizycy coraz częściej kwestionują istnienie czasu jako takiego. Czy w takim razie żyjemy w wielkim złudzeniu?
Jeśli zwrócimy uwagę na liczbę idiomów dotyczących czasu – czas płynie, biegnie, leci, czas na nikogo nie czeka itd. można wysnuć wniosek, że czas jest tworem, na którym opieramy nasz sposób myślenia o sobie i o świecie. Jednak to, co wydaje się czymś oczywistym, przestaje takim być, gdy zacznie się rozważać samą naturę czasu.
Co właściwie oznacza „przepływ” albo „upływ” czasu? Przepływ czego? Rzeka płynie, ponieważ woda jest w ruchu. Co znaczy powiedzieć, że czas płynie?
Zdarzenia są bardziej „dzianiem się” niż rzeczami, a mimo to mówimy o nich tak, jakby miały zmieniające się położenia w przyszłości, teraźniejszości i przeszłości. Ale jeśli jakieś wydarzenia są w przyszłości i zbliżają się do ciebie, a inne są przeszłe i oddalają się, to gdzie właściwie się znajdują? Profesor Adrian Bardon napisał, że przyszłość i przeszłość nie wydają się mieć fizycznej lokalizacji.
Nad tym, czym jest idea czasu, zastanawiali się greccy filozofowie już pomiędzy VI a V wiekiem p.n.e. Przekonywali oni, że jeśli przeszłości już nie ma, a przyszłości jeszcze nie ma, to w jaki sposób zdarzenia mogą przechodzić z przyszłości do teraźniejszości, a następnie w przeszłość? Bo przecież gdyby przyszłość była realnym konstruktem, to powinna być realna już teraz. A jeśli realne jest tylko to, co tu i teraz, to przyszłości nie można zaliczyć do tej kategorii. Podobne rozumowania można znaleźć u Arystotelesa, św. Augustyna i wielu innych.
Wiele wieków później kwestią czasu zajął się Izaak Newton. Dla niego czas to dynamiczne, fizyczne zjawisko istniejące w tle, regularny, tykający zegar wszechświata, względem którego można obiektywnie opisywać ruchy i przyspieszenia. I wszystko wydawało się grać, ale później pojawił się Albert Einstein oraz prekursorzy fizyki kwantowej. Ogłoszona przez Einsteina w 1905 i w 1915 szczególna i ogólna teoria względności dyskredytują wyobrażenie czasu jako uniwersalnego zjawiska fizycznego.
Przede wszystkim Albert Einstein i analizujący jego teorię badacze wykazali, że prędkość światła jest stała, niezależnie od prędkości źródła. W dodatku nic nigdy nie jest naprawdę w spoczynku ani naprawdę w ruchu, bo te zależą od układu odniesienia. To układ odniesienia pozwala określić współrzędne przestrzenne i czasowe, ale nie będą one uniwersalne, lecz odnoszące się do obserwatora.
W słynnym eksperymencie myślowym Einsteina, dwa pioruny uderzają jednocześnie w początek i koniec długiego, jadącego pociągu. Dokładnie po środku pociągu stoi pasażer. Natomiast na peronie, również w równych odległościach od początku i końca pociągu, stoi obserwator. Wydawałoby się, że obaj doświadczą piorunów w tej samej chwili. Ale pociąg porusza się w stronę jednego wyładowania i oddala od drugiego, przez co pasażer i obserwator przypiszą uderzeniom różne czasy. W dodatku obaj będą mieli rację i obaj będą w błędzie.
W teorii względności wszystkie czasy są równie realne. W dodatku wszystko, co kiedykolwiek się wydarzyło lub wydarzy, dzieje się teraz dla pewnego hipotetycznego obserwatora. Nie istnieją zdarzenia jedynie potencjalne, ani takie, które są „tylko wspomnieniami”. Nie ma jednej, absolutnej teraźniejszości, a więc nie ma też „przepływu czasu”, w ramach którego zdarzenia rzekomo stają się obecne. Weźmy przykład jakiegoś kosmicznego zdarzenia, my zobaczymy to zjawisko dopiero 600 – 650 lat później i dla nas będzie miało miejsce tu i teraz.
Takie trudne, nieoczywiste rozważania mi się nawinęły na ten początek nowego roku, a może nowego czasu.
Do siego roku

